Do propagowania podobnych mitów przyczyniają się YouTube, Facebook, Tiktok, Instagram, Reddit i inne modne w danej części świata media społecznościowe. Dlaczego? Bo większość ludzi nie ma pojęcia, ile wyrzeczeń i pracy kosztuje zbudowanie choć trochę wyróżniającej się sylwetki.
Czy stosowanie sterydów anaboliczno-androgennych gwarantuje uzyskanie formy życia?
Niekoniecznie. Wiele osób pokłada niezwykłą, mistyczną wręcz wiarę, że tabletki, flakony i ampułki to jest właśnie cudowna, tajna broń, która zmienia wszystko. W rzeczywistości sterydy anaboliczno-androgenne (czyli najczęściej 3 grupy środków: pochodne testosteronu, nandrolonu lub dihydrotestosteronu) mogą ułatwiać życie w pewnych aspektach i rujnować je w zupełnie innych.

Sterydy - broń obosieczna
Tak, jest to broń obosieczna i nie zawsze korzyści przewyższają ryzyko. Z tego powodu rola sterydów anaboliczno-androgennych (SAA) w medycynie jest obecnie marginalna. Przede wszystkim, nadal musisz mieć sensowny plan treningowy, odpowiednią suplementację, dietę i zapewnić ciału odpoczynek.
Po pierwsze
Może się okazać, że SAA pozwalają szybko zwiększać siłę, ale doznasz kontuzji klatki piersiowej, tricepsa, bicepsa, stawu łokciowego, barkowego, kolana, pasma biodrowego czy dolnego odcinka kręgosłupa. Więzadła i ścięgna są bardzo wrażliwe, chociażby na stężenie estradiolu (za niskie i za wysokie sprzyjają kontuzjom).
Dużą rolę odgrywa ilość i jakość kolagenu, na które parametry SAA mogą mieć wpływ i to niekoniecznie pozytywny. Tak, to wspaniale, że dołożyłeś tyle kilogramów na sztandze w krótkim czasie, ale co zrobisz, jeśli nie będziesz mógł trenować np. połowy ciała ze względu na kontuzję kolana czy barku? Co się stanie ze zdobytą masą mięśniową?
https://www.youtube.com/watch?v=C6eZQIJZCcA
Film: w drodze po rekord Hafthorowi Bjornssonowi zdarzyła się koszmarna kontuzja.
Zobacz sobie kontuzję klatki piersiowej i film z operacji elitarnego strongmana i trójboisty Hafthora Bjornssona, przecież dla zwykłego człowieka może być to katastrofa. Oznacza wyłączenie z treningu, znaczne utrudnienie codziennego życia i wykluczenie z pracy zawodowej (chyba że ktoś pracuje jedną ręką lub tylko dyktuje teksty sekretarce).
Mało kto obecnie jest w stanie pozwolić sobie na wielomiesięczne zwolnienie. Dobrze, załóżmy, że nawet nie musisz pracować. Tylko co się stanie z całą zdobytą masą mięśniową, jeśli będziesz zmuszony do wydłużonej nieaktywności?

Po drugie
Stosowanie SAA wcale nie gwarantuje sukcesu. Załóżmy, że dostarczasz za mało energii w diecie, z tłuszczów czy węglowodanów. Myślisz, że „urośniesz”? Nie, początkowo odnotujesz wzrost masy ciała związany z retencją wody, glikogenu, ale to nie są mięśnie. Później mimo regularnego stosowania farmakologii, masa ciała wcale nie chce się zmieniać.
Problem nasila się, jeśli bazą cyklu są środki w rodzaju winstrolu, oxandrolonu, oral-turinabolu czy boldenonu. Środki aromatyzujące (testosteron, methandrostenolone, metylowany testosteron), działające na receptory estrogenowe, progesteronowe (Anapolon/oxymetholone, nandrolon, MENT, trenbolone), bądź wpływające na oś RAA (renina-angiotensyna-aldosteron) lub receptory mineralkortykosteroidowe (inhibitory 11β-HSD2: oxymetholone, oxymesterone, danazol oraz testosteron), mogą nieco maskować problem, gdyż powodują nasiloną retencję wody.
Po trzecie
Możesz trenować za lekko, za rzadko, ze zbyt małą objętością, źle dobierając ćwiczenia. Możliwy jest też odwrotny wariant tj. trening za częsty, za ciężki, przy zastosowaniu zbyt wielu ćwiczeń wielostawowych, złożonych. SAA mogą nieco zamaskować problemy strukturalne i błędy w progresji. Przykładowo umożliwiają wzrost siły w niekorzystnych warunkach, wspomagają wzrost masy ciała, tempo syntezy białek mięśniowych, retencję azotu. Jednak wszystko ma swoje granice.
Po czwarte
Co będzie, jeśli śladem kulturystów lat 80. i 90. XX wieku będziesz stosował force-feeeding, wymuszone jedzenie („na siłę”)? Kiedyś zawodowcy poza sezonem startowym nabierali wielu dodatkowych, zbędnych kilogramów i stąd pojawiło się stwierdzenie: „jesteś kulturystą, nie tucznikiem”. No tak, ta dodatkowa masa wygląda imponująco, ale niestety tylko na wadze łazienkowej.
W lustrze pojawiają się „boczki”, „fałdki”, a ramiona i nogi zaczynają przypominać serdelki, a nie kończyny zawodnika sportowców sylwetkowych. Większość mężczyzn z nadwagą lub otyłych tłumaczy, że „robią masę”. Nie, wcale nie budujesz masy mięśniowej. W ten sposób pracujesz na zawał serca i inne choroby układu sercowo-naczyniowego (np. nadciśnienie i miażdżycę), insulinooporność, stłuszczenie wątroby, nowotwory, choroby trzustki i inne problemy metaboliczne.
Poza tym całą „imponującą masę” trzeba będzie zrzucić, jeśli chcesz choć trochę wyglądać jak kulturysta, nawet nie z kulturystycznej sceny, tylko z formą plażową.
Po piąte
Co się stanie, jak zejdziesz z „towaru”? Nie szukajmy daleko, Ronnie Coleman, Dorian Yates, dziesiątki zawodników MMA, których kontrole zmusiły do odstawienia „wspomagania” (Alistair Overeem, Vitor Belfort, Thiago Alves itd.), a ostatnio nawet jeden z najlepszych zawodników BJJ na świecie, Gordon Ryan. Prawdopodobnie produkcja hormonalna, którą masz normalnie ~7-8 mg testosteronu dziennie, z tego większość nieaktywna biologicznie lub wymagająca aktywacji, nie wróci do wartości sprzed przygody z SAA lub SARM.

To znaczy, że nie masz najmniejszych szans, by w pełni utrzymać zbudowaną na cyklu masę mięśniową. Straty są nieuniknione, chyba że masz zamiar wrócić do farmakologii lub stosujesz stale np. 250 mg testosteronu tygodniowo. Problem pogłębiają kiepski trening, zła dieta (za mało białka i wartościowych źródeł energii), zaburzenie regeneracji, alkohol i narkotyki. Wtedy straty są jeszcze bardziej drastyczne i postępują szybciej.
Po szóste
SAA mogą pomóc, ale nie jesteś w stanie obejść genetycznych predyspozycji. Masz do tego sportu określone, korzystne geny lub nie. Jeśli ktoś nie ma fundamentu genetycznego i nie zapewnia odpowiednich warunków (wcześniej określonych w sferach diety, suplementacji, regeneracji, odpowiedniego treningu), to masz rację, niewiele osiągnie.
Tak, to prawda, więcej niż bez farmakologii, ale w końcu z „towaru” trzeba będzie zejść i wtedy wszystkie efekty zanikną. Przypomina to farmakologiczne leczenie otyłości, wszystko idzie świetnie, do momentu aż odstawisz Ozempic (semaglutyd), liraglutyd, sibutraminę, fenterminę (Adipex), efedrynę itd. Wtedy utrwalone, negatywne wzorce wracają do łask i sytuacja metaboliczna szybko wraca na stare tory.
Czy sterydy to cudowna droga na skróty?
SAA nie są cudowną drogą na skróty i sposobem eliminacji problemów dietetycznych i treningowych. Dlatego nie jestem zwolennikiem sięgania po farmakologię przez osoby, które uczciwie nie przepracowały na siłowni przynajmniej kilku lat.

Bardzo często w ich przypadku terapia SAA może mieć wpływ na całe dalsze życie i nie są w stanie samodzielnie poradzić sobie ze skutkami ubocznymi, zaburzeniem funkcjonowania wielorakich narządów czy nawet prozaicznymi problemami ze skórą. Jeśli chcesz sięgać po farmakologię, musisz mieć dużą i dobrze ugruntowaną wiedzę, aby nie zrobić sobie krzywdy.
U kobiet SAA mogą mieć wyjątkowo bolesne skutki uboczne, często nieodwracalne dla tembru głosu, wyglądu szczęki i twarzy, przerostu kluczowych obszarów erogennych itd.


