Testosteron i agresja. Arnold rozprawia się z mitem „roid rage”

Arnold Schwarzenegger w swoim newsletterze Arnold’s Pump Club wziął na cel jeden z najczęściej powtarzanych mitów: przekonanie, że testosteron automatycznie robi z mężczyzny osobę agresywną, impulsywną i skłonną do złych decyzji. Według Arnolda nauka pokazuje coś znacznie ciekawszego. Sam hormon nie zmienia nagle charakteru człowieka i nie zamienia spokojnej osoby w kogoś niebezpiecznego.

Mit urósł m.in. po badaniu sprzed lat, w którym mężczyźni po podaniu testosteronu gorzej poradzili sobie z krótkim testem logicznym opartym na podchwytliwych pytaniach. Problem w tym, że późniejsze próby nie potwierdziły jednoznacznie tego efektu. Jak podkreślił Schwarzenegger, gdy naukowcy połączyli siły i przeprowadzili większe, wcześniej zaplanowane badanie na około 1000 mężczyzn, testosteron nie pogorszył rozumowania, podejmowania ryzyka, hojności, rywalizacji ani poczucia sprawiedliwości.

Testosteron nie działa jak przełącznik agresji

Najważniejszy wniosek jest prosty: testosteron sam z siebie nie tworzy agresji. W badaniu kontrolowanym placebo z udziałem zdrowych mężczyzn wykazano, że efekt zależał od cech osobowości. Większą agresję obserwowano głównie u osób już wcześniej wysoko dominujących albo mających niski poziom samokontroli. Innymi słowy, hormon nie zmieniał osobowości od zera, ale mógł wzmacniać pewne istniejące tendencje.

To dobrze pasuje do podsumowania Arnolda: testosteron nie robi z kogoś innego człowieka. Co najwyżej może „podkręcić głośność” tego, co już w nim jest. Dlatego popularne hasło „roid rage” bywa zbyt dużym uproszczeniem. Agresywne zachowanie nie wynika wyłącznie z hormonu, ale z mieszanki dawki, osobowości, środowiska, stresu, braku kontroli, innych substancji i stylu życia.

A co z mózgiem i decyzjami?

Schwarzenegger odniósł się też do drugiego mitu: że testosteron pogarsza myślenie i prowadzi do lekkomyślnych decyzji. Tu również obraz jest mniej sensacyjny. Badania nad terapią testosteronem u starszych mężczyzn z niskim poziomem testosteronu nie wykazały istotnej poprawy ani pogorszenia funkcji poznawczych po leczeniu. W dużym badaniu opisywanym przez JAMA roczna terapia miała niewielki lub żaden wpływ na poznanie, a National Institute on Aging również podsumował, że testosteron nie poprawił pamięci ani innych funkcji poznawczych w tej grupie.

To oznacza, że nie warto sprzedawać testosteronu ani jako „eliksiru geniuszu”, ani jako hormonu, który automatycznie odbiera rozsądek. U części mężczyzn terapia może być medycznie potrzebna, ale powinna wynikać z diagnozy, objawów i kontroli lekarza, a nie z internetowej mody na „optymalizację męskości”.

Mit jest prosty, rzeczywistość bardziej złożona

Największy błąd polega na myśleniu, że testosteron działa jak jeden przycisk: więcej hormonu równa się więcej agresji. Nauka pokazuje raczej, że liczy się kontekst. U spokojnej, dobrze kontrolującej emocje osoby sam testosteron nie musi zmienić zachowania. U kogoś impulsywnego, dominującego i skłonnego do konfliktu może natomiast wzmocnić reakcje, które już wcześniej były obecne.

Dlatego przekaz Arnolda jest trzeźwy: testosteron nie jest magicznym źródłem agresji ani prostą odpowiedzią na problemy z energią, siłą czy pewnością siebie. To ważny hormon, ale nie bajkowy przełącznik osobowości. Jeśli ktoś chce rozmawiać o TRT, zdrowiu hormonalnym albo dopingu, powinien robić to na podstawie badań i opieki medycznej, a nie memów o „roid rage”.

Shoty

Warto przeczytać

Komentarze (0)