Lee Priest to bez wątpienia jedno z najbardziej kontrowersyjnych i barwnych nazwisk w historii kulturystyki. Australijczyk, który zaczął startować jeszcze jako dziecko, już w wieku 17 lat zdobył tytuł Mr. Australia, a według relacji Jay’a Cutlera, w wieku 21 lat wyglądał „tak potężnie, że ledwo mógł chodzić, jego nogi były jak z innej planety”. Sam Cutler przyznał, że widział Ronniego Colemana w szczytowej formie, ale „nikt nie wbijał w ziemię tak jak Lee Priest w młodości”.
Cudowne dziecko kulturystyki
Priest od początku kariery był uznawany za cudowne dziecko kulturystyki – genetycznie uprzywilejowany, o proporcjach i gęstości mięśniowej, której większość zawodników mogła tylko zazdrościć. I to właśnie te niezwykłe warunki sprawiły, że jego porady żywieniowe… trzeba traktować z bardzo dużym dystansem.
Nie licz kalorii. Po prostu jedz wszystko!
W jednym z najsłynniejszych wywiadów zapytany ile kalorii je na masie - odpowiedział:
„Nigdy nie wiedziałem, ile jem kalorii. Po prostu jadłem. Nie ważyłem, nie liczyłem, nie zapisywałem. Nie miałem żadnego celu w stylu muszę wcisnąć dziesięć tysięcy kalorii dziennie. Jak widziałem w lustrze, że robię się za gruby — to znaczyło, że czas trochę odpuścić”
A gdy zapytano go o tzw. „czystą masę”, odpowiedział w swoim stylu, z przekąsem:
„Czysta masa? Jasne. Zjedz McDonalda pod prysznicem, to może będzie czysta. Jeśli jesz czysto, to wyglądasz czysto. A jak robisz masę, to wyglądasz… jak masa. Proste!”
Nie był to żart – Priest naprawdę uważał, że w okresie poza sezonem nie ma sensu obsesyjnie liczyć kalorii. Jego zdaniem klucz to intuicja i samoobserwacja, nie apka i waga kuchenną. Ale jak sam dodawał, to działało tylko dlatego, że jego genetyka była „zarezerwowana dla bogów” – inni nie mogli sobie na taki chaos pozwolić.
Genetyka, która wybacza wszystko
W czasach, gdy inni zawodnicy obsesyjnie pilnowali diety i kalorii, Priest potrafił utrzymać fenomenalną jakość mięśni mimo jedzenia, które większość trenerów uznałaby za herezję. Sam mówił, że jego ciało „reagowało na wszystko” — niezależnie, czy jadł ryż i kurczaka, czy burgery i płatki z mlekiem.
Dlaczego nie warto brać jego porad dosłownie
Choć jego wywiady są pełne humoru i błyskotliwych ripost, trzeba jasno powiedzieć: filozofia „jem wszystko i jakoś to będzie” u większości osób skończyłaby się katastrofą metaboliczną. Priest był zawodowcem z wyjątkową genetyką, latami doświadczenia i dostępem do specjalistów oraz środków, które zwykły bywalec siłowni zna tylko z internetu.
Dlatego, nawet jeśli jego słowa mają urok i luz, to nie są uniwersalnym kluczem do sukcesu. Raczej przestrogą, że nie każdy organizm wybacza tyle, co jego.
Wnioski z przymrużeniem oka
Lee Priest pozostaje ikoną nie tylko dzięki swojej sylwetce, ale też poczuciu humoru i dystansowi do całego świata fitnessu. Gdy mówił, że nie liczy kalorii, a „czysta masa to mit”, to była część jego scenicznej persony — prowokacyjna, ale szczera. Dla przeciętnego trenującego jego historia to raczej przypomnienie, że genetyka wyznacza granice, a prawdziwa skuteczność nie polega na ślepym kopiowaniu idoli, tylko na zrozumieniu własnego ciała.
Jak ja bym naturalnie z takiej masy zrobił redukcję to chyba by tylko kości zostały.