Nick Walker „The Mutant”, przystępował do tegorocznej edycji Mr. Olympia 2025 z ogromnymi oczekiwaniami. Po zwycięstwach w New York Pro i udanym powrocie na scenę po kontuzji, wielu ekspertów widziało w nim faworyta do miejsca na podium. Rzeczywistość okazała się jednak inna – Walker zakończył rywalizację na szóstym miejscu, co sam określił jako rozczarowujące, ale mobilizujące doświadczenie.
Szczyt formy nie poszedł zgodnie z planem
W opublikowanym 14 października oświadczeniu na Instagramie Walker przyznał, że jego przygotowania nie przebiegły tak, jak zakładał z trenerem Kyle’em Wilksem. Po miesiącach pracy i restrykcyjnej diety organizm nie zareagował optymalnie w kluczowym momencie – podczas tzw. „peaku”, czyli finalnego etapu przygotowań tuż przed startem.
„Kyle już wszystko wyjaśnił – po prostu szczyt formy nie poszedł zgodnie z planem. Włożyłem w to wszystko, a mimo to coś się nie zgrało. To boli, bo cały rok ciężkiej pracy kończy się paroma dniami, które nie układają się po naszej myśli” – napisał Walker.
Jak podkreślił, emocje po zawodach były intensywne – od złości i rozczarowania po poczucie bezsilności. Mimo to zawodnik zachował sportową postawę, gratulując wszystkim uczestnikom i zwycięzcy, Derekowi Lunsfordowi, który zdobył swój drugi tytuł Mr. Olympia.
Powrót po dwóch latach przerwy
Dla Walkera ten start miał wyjątkowe znaczenie. Po tym, jak w 2023 roku kontuzja ścięgna podkolanowego wyeliminowała go z rywalizacji tuż przed Olympią, a rok później zrezygnował z udziału z powodu braku formy, powrót w 2025 roku był długo oczekiwanym momentem. Wcześniejsze sukcesy w Pittsburgh Pro i New York Pro sprawiły, że jego nazwisko znów znalazło się wśród faworytów.
Choć nie udało się znaleźć w pierwszym „calloucie”, czyli grupie najwyżej ocenianych zawodników w pierwszym etapie sędziowania, Walker nie zamierza zwalniać tempa. Jego forma w sobotnich finałach była zauważalnie lepsza niż podczas piątkowego prejudgingu, co sam zawodnik uznał za dowód, że jego zespół potrafi szybko reagować.
„Piątek nie wyglądał tak, jak chcieliśmy, ale w sobotę wróciliśmy silniejsi. Zrobiliśmy poprawki, zapisaliśmy uwagi i już mamy plan na przyszłość” – dodał Walker.
To dopiero początek powrotu
Pomimo rozczarowania wynikiem, Walker zachował ton pełen determinacji. Podkreślił, że samo ponowne pojawienie się na scenie po dwuletniej przerwie było dla niego emocjonalnym i ważnym momentem.
„Bez względu na wynik, cudownie było znów stanąć na scenie. To tylko mnie motywuje, by pracować jeszcze ciężej. Dziękuję wszystkim, którzy we mnie wierzyli. Teraz wracamy do pracy” – napisał w poście, który zebrał setki tysięcy reakcji od fanów.
Jego trener, Kyle Wilkes, dodał, że udział w Olympii był dla niego debiutem w roli głównego szkoleniowca i że zespół zebrał cenne doświadczenie przed kolejnym sezonem. Obaj zapowiedzieli, że celem na 2026 rok będzie powrót do ścisłej czołówki i kwalifikacja poprzez start w Arnold Classic, którego zwycięzca otrzyma rekordową nagrodę 750 000 dolarów.
Symbol wytrwałości w świecie kulturystyki
Nick Walker, mimo młodego wieku, stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych zawodników współczesnej sceny. Jego nieustępliwość i bezkompromisowe podejście do treningu uczyniły go symbolem nowego pokolenia kulturystów – tych, którzy nie boją się mówić otwarcie o błędach i potknięciach.
Tegoroczna porażka nie przekreśla jego ambicji. Dla fanów „Mutanta” to jedynie kolejny rozdział w długiej historii powrotów, które – jak sam zapowiedział – zakończą się tam, gdzie wszystko się zaczęło: na scenie Mr. Olympia.