Kolejne Debiuty kulturystyczne i towarzyszące im targi sportowe za nami. Fitplota daleko nie miała, więc postanowiła sprawdzić co w trawie piszczy. Nasze redaktorki miały nadzieję, że pojawią się jakieś perełki wśród tegorocznych debiutantek i debiutantów, o których mogłyby napisać jakieś ploteczki, ale nie za bardzo było w czym wybierać. Właściwie to trochę się rozczarowałyśmy… Śledząc już wcześniej przygotowania tegorocznych debiutantek, spodziewałyśmy się tego, co widziałyśmy na ich profilach na Instagramie. Większości jednak nie rozpoznałyśmy. Jedna z nas gustuje panach większych gabarytów, więc miała nadzieję, na kategorię +90 kg. Niestety takiej w tym roku nie było. Co prawda pojawiło się dwóch gigantów, jeden w nowej kategorii classic physique i kategorii powyżej 85 kg, ale nie spadłam z krzesła.

Za plecami słyszałam komentarze, że forma to nie wszystko, a chłopaki pożałowali kasy na pozowanie. No cóż, całkowicie się z tym zgadzamy. Nie od dziś wiadomo, że nawet najlepiej doszlifowana forma bez odpowiedniej umiejętności prezencji na scenie może drastycznie obniżyć punkty w ocenie. Zdecydowanie najlepiej zaprezentowały się zawodniczki, które przeszły szkolenie na “Posing Time” u najlepszych bikiniar w Polsce, czyli świeżo upieczonej mamie Kasi Rodzik- Maliszewskiej i Gosi Flis.

Największym dzikiem, który pojawił się na scenie był podopieczny Karola Stuglika vel Karolci. Gdy tylko wkroczył, usłyszałam wśród tłumu “Ale byk”. Niestety nogi odstawały, co zauważył nawet “specjalista” od tej części ciała Piotr Borecki. Może on udzieli mu paru wskazówek? Bo to też w sumie jego popisowa partia :)

Podczas przerwy postanowiliśmy przejść się po targach, żeby tradycyjnie zgarnąć trochę gratisów i najeść się za darmo batonów. Jakież było nasze rozczarowanie, gdy po 15 minutach stwierdziłyśmy, że już wszędzie byłyśmy. Stoisk było mało, fitness freaków brakowało, a hostessy jednej z wiodących firm (z miejscowości, gdzie także robią najlepsze opony w Polsce), które wyglądały tak, jakby ostatni raz ćwiczyły na wf-ie, nie popisały się wiedzą z zakresu znajomości suplementów (nie odróżniały przedtreningówki od białka). Z łezką w oku wspominałyśmy Debiuty, które odbyły się 3 lata temu w Gdańsku, podczas których bawiłyśmy się przednio i mogłyśmy spotkać swoich największych fitnessowych motywatorów. Kilka razy natknęłyśmy się na nie kogo innego jak ambasadora wszech marek Michała Karmowskiego. Tym razem nie reklamował bielizny, lecz własny produkt o tajemniczej nazwie M13. Zaintrygowane podeszłyśmy do stoiska, gdzie przemiły pan zachwalał produkt pod niebiosa i powiedział, że naprawdę warto i da niezłego kopa. W sumie byłyśmy już trochę zmęczone, więc postanowiłyśmy strzelić sobie po jednym szocie tego cudownego eliksiru Panoramiksa. Cytując branżowego klasyka, Fitplota zastanawiała się “Jebnie czy nie jebnie?”. Ostatecznie jednak… nie jebło.

Największym rozczarowaniem była dla nas nieobecność naszego boskiego TERMINATORA Jacka Ratusznika. Mamy nadzieję, że dobrze bawi się na wakacjach, odpoczywa po operacji i regeneruje siły. Z powodu jego absencji moje serce krwawi do teraz. Liczymy na kolejne spotkanie na najbliższych targach… Nieobecność Jacka zrekompensował nam równie piękny Emil Kaleński, ale on ma już niestety zajęte serce.

W tym roku wyjątkowo nie byłyśmy świadkami oświadczyn na scenie, ale podobno największy branżowy freak, a mianowicie Polish fitness Freak oświadczył się na molo w Sopocie. Z niecierpliwością cała redakcja oczekuje zaproszenia na ślub!