Klasyczne wyciskanie na ławce to najgorsze ćwiczenie na świecie

W kulturystyce nie brakuje sporów, ale kiedy głos zabiera Bob Cicherillo, cała branża z automatu podnosi brwi. Tym razem legendarny zawodnik i komentator nazwał klasyczne wyciskanie na ławce „najgorszym ćwiczeniem na świecie”, twierdząc, że to właśnie ono odpowiada za niemal każde naderwanie mięśnia piersiowego, jakie widział przez lata. Mocne słowa, które jednak nie wzięły się znikąd.

Rzeczywiście, ostatnie lata przyniosły kilka głośnych kontuzji. Derek Lunsford półtora miesiąca przed Olympią przyznał, że naderwał klatkę właśnie na ławce. Charles Griffen miał podobny problem. W świecie strongmanów także pojawiały się takie przypadki. Gdy patrzy się na te nazwiska, łatwo zrozumieć, skąd opinia Cicherillo.

Skąd biorą się te urazy

Wyciskanie poziome mocno rozciąga klatkę w dolnej fazie ruchu. Przy dużym ciężarze i choćby minimalnej asymetrii – a ta występuje u większości ludzi – napięcie skupia się w jednym miejscu. Jeśli dołożyć zbyt ambitne serie „na maksa” i szybkie tempo, robią się idealne warunki do wypadku. To nie teoria – to po prostu fizjologia.

Z drugiej strony trzeba uczciwie powiedzieć: ludzie wykonują to ćwiczenie masowo, często bez przygotowania, często „pod ego”. Wtedy wystarczy jeden niefortunny ruch.

Co mówią inni eksperci

Większość trenerów podchodzi do tematu spokojniej. Nie twierdzą, że ławka jest „najgorsza”, tylko że jest łatwa do nadużycia. Dobrze wykonana potrafi być bezpieczna. Źródłem problemu zwykle nie jest sama sztanga, ale technika, ciężar i ambicja, która nie zawsze idzie w parze z rozsądkiem.

Czy są lepsze ćwiczenia na klatkę

Tutaj Cicherillo trafił w sedno. W kulturystyce priorytetem nie jest wcale siła maksymalna, ale rozwój mięśni. A pod tym względem hantle, skosy, rozpiętki czy maszyny często dają bardziej przewidywalne, a przy tym mniej ryzykowne obciążenie.

Dlatego wielu trenerów uważa ławkę za narzędzie opcjonalne, a nie obowiązkowy fundament jak w trójboju.

Wniosek? Nie demonizować, ale nie przeceniać

Wyciskanie na ławce nie jest przeklętym ruchem, który powinien zniknąć z siłowni, ale też nie jest świętym Graalem budowania klatki. To po prostu jedno z narzędzi – dobre dla tych, którzy wiedzą, jak z niego korzystać, i zbyt ryzykowne dla tych, którzy próbują udowodnić coś ciężarem.

Ostatecznie wszystko sprowadza się do rozsądku: rozumienia własnego ciała, unikania walki z ciężarami ponad możliwości i wyboru ćwiczeń, które wspierają, a nie niszczą sylwetkę.

Zawarte treści mają charakter wyłącznie edukacyjny i informacyjny. Starannie dbamy o ich merytoryczną poprawność. Niemniej jednak, nie mają one na celu zastępować indywidualnej porady u specjalisty, dostosowanej do konkretnej sytuacji czytelnika.
electro

Warto przeczytać

Komentarze (3)
ronie220

Obarczanie wyciskania winą za naderwania klatki to tak jakby winić sportowe auta za wypadki. Z dużą mocą wiąże się duża odpowiedzialność jak mawiał wujek Spider Mana. Co ciekawe kulturyści częściej nagrywają piersiowe niż ciężarowcy, mimo że używają śmiesznych ciężarów. Piszę tu głównie o aktualnych pro.

_Knife_

Nie do końca. Auta "sportowe" (w tym 20-letnie szroty, modele, które kiedyś były markami premium) przyciągają specyficzną grupę ludzi, może nie są inteligentni, może nie umieją jeździć, ale za to umieją butować furę, cisnąć ile fabryka dała. Ilu znasz jeżdżących zgodnie z przepisami właścicieli BMW, audi itd.? Większość jeździ tak, że cud, że jeszcze żyją. Prawie nikt nie kupuje sobie auta 200+ koni, żeby nie butować i nie jeździć za szybko. Najczęściej rozbijane auta to: BMW, MINI, DODGE, JAGUAR, PORSCHE - przypadek? Sorry, to jest reguła, a nie przypadek! Najmniej rozbijane auta: FIAT, RENAULT, DACIA, OPEL, CITROEN.

Źródło: "Te auta najczęściej biorą udział w wypadkach i kolizjach. Wyniki badań zaskakują?"

Z ławką jest tak samo, przyciąga ego lifterów i tych, co myślą, że ciężar na ławie jest "wyznacznikiem męskości". Problem polega na tym, iż wyciskanie sztangą na ławce wymusza nienaturalny tor ruchu, łatwo o przeciążenia w barkach, łokcie i nadgarstki też dostają swoją porcję. Nie znam ani jednego zdrowego wyciskacza, mówię o ludziach, co cisną 200+ kg. To jest kwestia czasu, aż ktoś co naderwie i uszkodzi. Jak nie musisz, to nie wyciskaj sztangą, powtarzam to od wielu lat.

ronie220

Sam przyznajesz, że winni są ludzie a nie ćwiczenie czy samochód. Akurat statystyki mowia, że najczęściej w kolizjach biorą udział bmw jak i opel, yoyta, volkswagen.Ale dlatego, że mają duża moc ? Nie, po prostu najczęściej kupuja bądź dostają od rodziców auta tych marek małolaci bez umiejętności i doświadczenia. Mało gnojkow jeździ fiatem czy dacia. A te sportowe klasy premium akurat rzadko biorą udział w wypadkach, chyba że prowadzą je bogate dzieciaki, które dostały auto od taty. Z resztą +200hp to nie sportowe auto tylko żółw ;) Z wyciskaniem jest podobnie, większość rzuca się tu na rekordy zbyt często i zbyt pochopnie, stąd kontuzje. Rób hantle do odciny co tydzień to też się zerwiesz. Rób MC do odciny to też kregoslup prędzej czy później Ci podziękuję. Każda wielka klata w historii wyciskała sztangą potężne klamoty. Arnold, Ronnie. Kevin, Dorian. Lee Haney potrafił również machac 180kg sztanga. Osobiście nigdy nie doznałem kontuzji przy wyciskaniu (prócz paru naciągnięć) a leciało 220kg z pauzą. Jedyne bóle jakie miałem wynikały z tego, że zaniedbywałem rozciąganie, rolowanie i rozgrzewkę.