Właściwie mógłbym na ten temat napisać małą książkę a nie krótki artykuł. W mniejszym stopniu przytaczam ewidentne oszustwa z jakimi masz do czynienia kupując żywność. Często zdarza się, iż jako „wiejskie” sprzedawane są zwykłe jajka, produkowane przemysłowo (z chowu klatkowego). Inni ludzie kupują zwykłe przetwory z dużych dyskontów, pozbywają się oznaczeń producenta i sprzedają je jako „własny wyrób, domowy”. Bardzo często jako oscypek sprzedaje się sery nie mające z prawdziwym góralskim serem nic wspólnego. Często taka manipulacja dotyczy miodu czy napojów alkoholowych. Najbardziej klasyczny przykład to dżemy mające mieć w składzie 100% owoców. I tam na dole, jest dopisek „100% owoców z Lubelszczyzny”. W rzeczywistości produkt wytworzono z 40 g owoców, a zawiera 36 g cukru w 100 g. Czy jest to oszustwo? Niestety, nie. Producent zgodnie z prawem określił skład, osoba, która kupuje dany wyrób, najwyraźniej dostała to, co chciała.

Przykład 1: „zdrowe, odchudzające wyroby niskotłuszczowe”

Bardzo często na produktach pojawiają się napisy sugerujące, iż dany wyrób jest zdrowy, „fit”, „wspomaga budowanie szczupłej sylwetki” lub „ma bardzo mało tłuszczu”. Jeśli chodzi o wyroby rzekomo wspomagające „odchudzanie”, to pozbywanie się z diety tłuszczu wcale nie musi być dobrą metodą – a tak właśnie reklamuje się np. wyroby mające 0% lub 3% tłuszczu. Według badań, mężczyźni, którzy spożywali znaczne ilości tłuszczu (masła, śmietany, tłustego mleka), o wiele rzadziej cierpieli z powodu otyłości brzusznej (najgroźniejszego rodzaju otyłości, skorelowanej z nowotworami, cukrzycą typu II, zaburzeniami glikemii, stanem zapalnym czy chorobami sercowo-naczyniowymi). Niskie spożycie tłuszczu wiązało się ze zwiększonym ryzykiem otłuszczenia, szczególnie w tułowiu [4]! O wiele łatwiej budować tkankę tłuszczową przy nadmiernej podaży węglowodanów (szczególnie jeśli towarzyszy im tłuszcz), niż przy spożywaniu samego tłuszczu. Dodatkowo ograniczanie podaży tłuszczu buduje środowisko antyanaboliczne, niekorzystne dla budowy masy mięśniowej i siły sportowca. Mit związany ze szkodliwością tłuszczów (szczególnie nasyconych) pochodzi sprzed kilku dekad. Okazał się nieprawdziwy. Teraz płacimy za to najwyższą cenę – zachodnie społeczeństwa dziesiątkuje epidemia otyłości oraz cukrzycy. Choroby układu krążenia generują w USA koszty szacowane na 316 miliardów dolarów rocznie, a otyłość generuje koszty szacowane na 148 miliardów dolarów rocznie [5]. Tak samo wielkim, tłustym kłamstwem jest promowanie, jako zdrowych dla serca, wyrobów bogatych w oleje roślinne (np. margaryny roślinne). A przecież nadmiar omega-6 w pożywieniu pogłębia obecną cywilizacyjną lukę oraz nasila problemy zdrowotne społeczeństwa (spożywamy i tak o wiele za dużo tłuszczów roślinnych, nadmiar omega-6 pogłębia negatywne proporcje do omega-3 => nasilony stan zapalny, problemy sercowo-naczyniowe).

I jakby tego było mało, w marketingu stosuje się zapewnienia, iż dana margaryna obniża poziom cholesterolu (obniżanie poziomu cholesterolu wiąże się ze zwiększoną śmiertelnością, w wielu grupach ludzi). Szerzej pisałem o tym tutaj oraz tutaj.

Przykład 2: „serwatka białkowa to nie białko serwatkowe”

Podobnie często spotyka się w sklepach (i to już nawet „zwykłych” sieci handlowych, nie z suplementami) serwatkę białkową. Niestety, skład tego produktu dyskwalifikuje go jako odżywkę. Dlaczego? Białka jest tylko 13% (dla protein serwatkowych spotyka się nawet zawartość 85% białka w 100 g, np. Biotech ISO WHEY ZERO) [2]. Ponadto serwatki białkowe mają masę laktozy (ponad 70%, często 78-84%). Dla kulturysty taka podaż dwucukru jest szkodliwa dla zdrowia i estetyki sylwetki (laktoza = glukoza + galaktoza). Laktoza posiada dość szybką kinetykę, a więc tym bardziej jest niewskazana. Warto ograniczać podaż cukrów prostych, powodują one duży wyrzut insuliny, sprzyjają zatłuszczeniu ciała, stanom zapalnym, cukrzycy, zespołom metabolicznym, pośrednio przyczyniają się do rozwoju nowotworów (szczególnie u osób mających problem z nabieraniem tkanki tłuszczowej). Dla wielu ludzi spożycie laktozy kończy się problemami żołądkowymi. W Polsce 30-37% ludzi nie toleruje laktozy. I wystarczy już dawka 12 g, podając 50 g serwatki często spożywamy nawet 40 g laktozy! Zła tolerancja laktozy wynika z niedoboru laktazy, enzymu uczestniczącego w przyswajaniu laktozy (rozkład laktozy następuje w rąbku szczoteczkowym enterocytów w jelicie cienkim). „W następstwie złego trawienia i wchłaniania nierozłożona cząsteczka laktozy, działająca osmotycznie i podlegająca degradacji bakteryjnej, wywołuje dotkliwe dla chorego dolegliwości pod postacią biegunki, wzdęć, bólów brzucha, przelewań w jamie brzusznej i oddawania nadmiernej ilości gazów” [3]. Nie odstrasza to wielu młodych mężczyzn, dla których różnice pomiędzy serwatką białkową a białkiem serwatkowym są nieistotne.

Jawną kpiną jest reklamowanie serwatki białkowej i sugerowanie, iż nadaje się dla sportowców:

Serwatka demineralizowana w proszku firmy X to produkt bogaty w cenne białko, które przyczynia się do wzrostu masy mięśniowej i pomaga w jej utrzymaniu, pomaga w utrzymaniu zdrowych kości. Naturalna Serwatka Demineralizowana jest propozycją nie tylko dla osób prowadzących aktywny tryb życia, w tym sportowców, ale również doskonałą do przygotowania napojów oraz jako dodatek do deserów, jogurtów, soków”.

Czy firmy sprzedające serwatkę białkową oszukują klientów? Z reguły nie, jawnie podają skład. Kiedyś w serwisach aukcyjnych nieuczciwe osoby pod szyldem nieistniejących firm sprzedawały serwatkę białkową jako białko serwatkowe, jednak obecnie jest to rzadko spotykana praktyka. Wątpliwe moralnie jest sugerowanie, iż składająca się prawie z samych węglowodanów serwatka białkowa jest propozycją dla sportowców i dodatkiem do deserów, jogurtów czy soków. Ile osób daje się nabrać na podobne manipulacje? Kilka lat temu sprzedaż serwatki białkowej w serwisach aukcyjnych była gigantyczna. Cóż, serwatka sprawdzi się do pierwszej przymusowej wizyty w toalecie, gdyż bardzo prawdopodobne, iż spowoduje zaburzenia żołądkowo-jelitowe.

Przykład 3: „to nie zawiera E, więc jest dobre!”

Przykro mi, ale producenci wcale nie muszą używać kodu E! Wiele osób uważa, iż chemiczne dodatki do żywności są niezmiernie szkodliwe dla zdrowia. Tymczasem zwykła witamina C też ma swój „specjalny kod” - E300. Na liście jest też wosk pszczeli (E901), żelatyna (E441), w normalnych warunkach gaz obojętny - azot (E941) czy ... niezbędny do życia tlen (E948) – jako gaz do pakowania [6]. Owszem, wiele substancji z listy dodatków budzi uzasadnione obawy i kontrowersje, np. wzmacniacze smaku (np. glutaminian sodu, E621) czy rzadko spotykany jako konserwant formaldehyd (E240). Niemniej w składzie produktu może być równie dobrze napisane tylko: substancja konserwująca: azotyn sodu, przeciwutleniacz: askorbinian sodu, stabilizatory: difosforany (znaczy to samo co zapis: substancja konserwująca: E250, przeciwutleniacz: E301, stabilizatory: E450). Cytowany przykład to szynka wieprzowa, gotowana, w plastrach z dużej niemieckiej sieci handlowej. Wniosek? Należy uważnie czytać etykiety wyrobów z jakimi masz do czynienia, bo często kupujesz toksyczne produkty, sugerując się brakiem „E”.

Przykład 4: „bez dodatku cukru”

„Bez dodatku cukru” oznacza, że produkt może zawierać cukier – to tylko wskazuje na fakt, iż nie jest on dodatkowo dosładzany. Bardzo często stosuje się tu różnej wielkości oraz kroju czcionki – tworzy to złudzenie optyczne, a osoby nie dysponujące idealnym wzrokiem przeczytają po prostu: „bez cukru”.

Przykład 5: „produkt bogaty w witaminy”

Czasem zdarza się, iż faktycznie dany wyrób aż „tryska” witaminami, z tym, że syntetycznymi. I teraz odpowiedz sobie na pytanie, co się stało w toku procesu produkcyjnego, iż należy tak obficie faszerować produkt końcowy syntetykami? Ponadto chciałbym przypomnieć, iż istnieją ściśle określone normy i zapotrzebowania na witaminy. Faktycznie, ciężko trenujący sportowcy mogą wymagać suplementacji witaminowej, ale ich przedawkowywanie jest szkodliwe dla zdrowia! Przykładowo wielu ludzi twierdzi, iż należy podawać wiele gramów witaminy C dziennie, co ma zapobiegać infekcjom czy przeziębieniu. Przykro mi, ale badania naukowe nie potwierdzają takiego działania witaminy C. Nawet 1 g witaminy C dziennie nie przyniósł efektu profilaktycznego. Z kolei wiemy, iż witamina C wykazuje działanie, gdy już wystąpi przeziębienie, ogranicza czas trwania i redukuje dokuczliwe objawy choroby [7]. Niemniej podawanie dawek 20-30 g witaminy C dziennie wcale nie przynosi efektów (taką terapię sugerował słynny strongman, trójboista i kulturysta Svend Karlsen). Ponadto nie udało się wykazać żadnych pozytywnych skutków np. nadmiernej, dożylnej suplementacji witaminy C u sportowców w przypadku cukrzycy czy raka. Wbrew książkom nie do końca wykształconych „guru”, witamina C po prostu ... nie leczy raka [8]. Bardzo często różnej maści szarlatani i oszuści opisują fenomenalne skutki kuracji witaminą C, bazując na badaniach na liniach komórkowych. Ta sytuacja ma się nijak do oddziaływania witaminy C w ustroju człowieka. Na liniach komórkowych można wykazać wszystko, nawet to, iż raka „zabija” kwas siarkowy czy wysoka temperatura. Problem w tym, iż taka terapia szybciej zabije człowieka niż nowotwór.

Przykład 6: „zdrowe soki”

Wielu producentów stosuje skandaliczny marketing – sugerując, iż szklanka soku zastępuje porcję owoców czy warzyw. W praktyce soki owocowe można postawić na równi z Coca-Colą i Pepsi. Jeśli popatrzysz na proporcje węglowodanów oraz ich zawartość w 100 g, sprawa stanie się jasna. Jeżeli lubisz faszerować ciało fruktozą i glukozą, pij soki. Właściwie jedyna pora, gdy nie będą one szkodliwe dla zdrowia, to zaraz po wyczerpującym treningu interwałowym czy siłowym (odnotowuje się wtedy zmniejszoną insulinooporność). O każdej innej porze o wiele zdrowsza będzie kawa (bez cukru, miodu i innych węglowodanów), herbata czarna (bez cukru, miodu i innych węglowodanów), woda (bez słodzików, soku i cukru). O wpływie fruktozy na zdrowie pisałem np. tutaj.

Wniosek: nic nie zastąpi owoców i warzyw, przemysłowo produkowane soki nie są ich równoważnikiem. Nadmierna podaż węglowodanów w perspektywie 20-30 lat życia wiąże się z wieloma chorobami, nie jest to dobra droga dla większości ludzi.

Referencje:

  1. http://www.herbapol.com.pl/produkt/dzem-truskawka-z-lubelszczyzny
  2. https://www.sfd.pl/sklep/BioTechUSA_Iso_Whey_ZERO-opis33456.html#opis
  3. Marek Guzek1,Bogusław Borys2, Agnieszka Sulkowska, Marian Smoczyński „Rola nietolerancji pokarmowych w powstawaniu objawów zespołu jelita nadwrażliwego u dorosłych” https://journals.viamedica.pl/forum_medycyny_rodzinnej/article/viewFile/17990/14191
  4. Sara Holmberg and Anders Thelin “High dairy fat intake related to less central obesity: A male cohort study with 12 years’ follow-up” https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3656401/
  5. “The Economic Impact of Illicit Drug Use on American Society” https://www.justice.gov/archive/ndic/pubs44/44731/44731p.pdf
  6. http://www.haccp-polska.pl/haccp_linki/listaE.html
  7. Shailja Chambial, Shailendra Dwivedi, Kamla Kant Shukla, Placheril J. John, and Praveen Sharma “Vitamin C in Disease Prevention and Cure: An Overview” https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3783921/
  8. Jolanta Szymańska-Pasternak, Anna Janicka, Joanna Bober „Witamina C jako oręż w walce z rakiem”Zakład Chemii Medycznej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie https://journals.viamedica.pl/oncology_in_clinical_practice/article/viewFile/9154/7781
Komentarze (8)
Anonim

Jak do wyglada z rozkladem makroskladnikow, zawartoscia soli, roznych rodzajow tluszczy itd. Spotkalem sie z opiniami wg ktorych zawartosc np. bialka w roznych produktach jest sztucznie zawyzana a cukru zanizana. Istnieja jakies sensowne materialy i dowody w tym temacie?

0
Tyr666

Ilość białka w produktach podawana jest na podstawie badania zawartości azotu w danej próbce, czyli bada się ilość azotu ogólnego. Dodanie do produktu żywnościowego kreatyny, tauryny lub glicyny powoduje sztuczne zawyżenie ilości azotu ogólnego, a na podstawie tego wg wzoru wyliczane jest białko ogólne.(glicyna jest aminokwasem białkowym, ale jej nadmiar sprawia, że reszta aminokwasów białkowych nie jest zbilansowana). Jeżeli jednego aminokwasu jest więcej, to innych jest mniej i tu pojawia się pojęcie aminokwas ograniczający, czyli aminokwas egzogenny. Jest to taki aminokwas egzogenny, którego jest najmniej w danym produkcie przez co ograniczona jest synteza białka w organiźmie.

0
_Knife_

http://www.rp.pl/Konsumenci/312129965-Inspekcja-Handlowa-sprawdzila-surowe-mieso---wyniki-kontroli.html Walki kręcą jak tylko mogą, a to czubek góry lodowej.

0
olivkah

Załamujące. Nie dość że lista składników podanych oficjalnie na etykiecie jest w większości wyrobów mięsnych beznadziejna, to nawet te z przyzwoitym składam (np. surowa biała kiełbasa) to prawdopodobnie ściema.

0
Arthass

Dokładnie, z tymi E to jest straszna ściema... E100 - kurkumina (substancja aktywna z kurkumy), E101 - ryboflawina (witamina B2), E300 - kwas l-askorbinowy (witamina C), E301 - askorbinian sodu (buforowana forma witaminy C).

Poza tym często sztuczką jest dodawanie cukru z różnych źródeł, co sprawia, że w składzie jest niżej, ale sumarycznie jest go i tak najwięcej w produkcie... syrop glukozowo-fruktozowy, glukoza, cukier owocowy (fruktoza), sacharoza, dekstroza, maltoza, maltodekstryna, to wszystko cukry proste w innych formach :)

0
smolin

inna kwestią jest to na jakiej podstawie i kto sprawdza rzeczywiście % czy gramy danych mikro w produkcie...czy to nie jest wolna amerykanka producenta :)

0
Anonim

Myślę, że robi to producent...

0
kasiaasia96

Dokładnie tak, czytałam sporo na temat ile wolno producentom a ile nie, i w ksiązkach gastornomiczno prawniczych i w magazynach typu food forum, producenci teoretycznie nie mają prawa wprowadzać konsumenta w błąd, ani oszukiwac ale robią to tak , że nie można im nic zarzucic... cwane lisy, nie martwcie sie...;/ Przykład napiszą na opakowaniu 100% naturalne, albo 0% cukru , a na etykiecie co innego, a liczy się etykieta, bo opakowanie to tylko nosnik informacji i marketing..;/

0