SFD.pl - Sportowe Forum Dyskusyjne

Trochę historii

temat działu:

Doping

słowa kluczowe: ,

Ilość wyświetleń tematu: 3564

Nowy temat Wyślij odpowiedź
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Ekspert
Szacuny 78 Napisanych postów 8068 Wiek 47 lat Na forum 19 lat Przeczytanych tematów 39197
Jest to Arytykuł z biuletynu szkoleniowego Komisji Szkolenia Polskiego Związku Alpinizmu, arytykuł niedostępny w sieci ( przynajmniej ja nie znalaazłem), mysle że warto czasami coś nie o cyklonach i metkach przeczytać.

Skąd się wziął doping w sporcie?

Jak powiedział Sir William Osler „Pragnienie brania leków jest chyba najważniej¬szą cechą odróżniającą człowieka od zwierząt" (za: Lucas 1992, s.106). Praktyki do¬pingowe stanowią w pewnym sensie odzwierciedlenie odwiecznego dążenia człowieka do uzyskania pełnej kontroli nad swoim ciałem - zmęczeniem, słabością, niewystar¬czającą wydajnością procesów fizycznych i umysłowych. Dlatego już tysiące lat temu ludzie zaczęli eksperymentować z różnego rodzaju magicznymi praktykami, których duża część polegała na zażywaniu różnych substancji uzyskiwanych z naturalnych produktów. Niektóre z tych substancji można i dziś jeszcze odnaleźć na listach zakaza¬nych środków. Inne praktyki z pozoru zanikły, choć w rzeczywistości zmieniły tylko formę. Dla przykładu, choć nikt już obecnie nie pije krwi i nie zjada serc dzikich zwie¬rząt, jak czynili to onegdaj gladiatorzy czy mityczny Achilles, sama idea przetrwała w postaci tzw. dopingu krwią. Wspomaganie wyciągami z grzybów i roślin stosowali sportowcy biorący udział w organizowanych w starożytnej Grecji igrzyskach. Wspo¬maganie liśćmi koką stosowali inkascy biegacze i żołnierze. Ci pierwsi wypracowali nawet miarę odległości nazwaną kokadą (cocadą), która miała oznaczać dystans jaki inkaski „listonosz" mógł pokonać w określonym czasie, pozostając pod wpływem okre¬ślonej dawki liści koki, zmieszanej z wapnem lub spopielonym prosem. Podobne prak¬tyki znaleźć można w każdej praktycznie kulturze. Zawsze znalazło się coś, co zostało rozpoznane jako czynnik wprowadzający organizm w obszary funkcjonowania niedo¬stępne „normalnymi" sposobami. Zawsze też znaleźli się odpowiedni chętni, dla któ¬rych manipulowanie przy własnym organizmie niosło konkretne korzyści. Gdy w XIX wieku narodził się nowożytny sport, owymi chętnymi stali się sportowcy, bardzo szyb¬ko zresztą przekonując się o kosztach jakie należy płacić. Nie zaczął się jeszcze wiek XX, gdy pierwszy sportowiec zmarł wskutek praktyk dopingowych (1886 r., kolarz Ralf Linton po przyjęciu odmiany eteru zaaplikowanej mu przez sponsora). Inni za¬częli eksperymentować z tzw. antydopingiem czyli potajemnym aplikowaniem swoje¬mu oponentowi środków o działaniu depresyjnym (praktykę tę wypróbowywano szcze¬gólnie na koniach). Mimo upływu lat pokusa chwytania się wszelkich sposobów, które zwiększyć mogą przewagę nad rywalami nie tylko nie zanikła, ale w jeszcze większym stopniu przybrała na sile. Niewątpliwe można taki obrót spraw wiązać z wejściem w świat sportu większych pieniędzy i zwiększenia prestiżu społecznego jakim cieszą się zwycięzcy. W sytuacji, gdy więcej jest do zyskania, łatwiej przyjąć zasadę o pryma¬cie celu nad środkami. Jest to jednak tylko część prawdy, albowiem przyczyn sięgania po doping jest wiele i nie wszystkie muszą być do końca przemyślane, a nawet - co może wydać się dziwne - być wynikiem świadomej decyzji. W jaki sposób jest to moż¬liwe? Odpowiedź jest stosunkowo prosta: z niewiedzy. Niektóre spośród umieszczo¬nych na zakazanej liście środków stanowią składnik popularnych, dostępnych bez re¬cepty leków. A że żaden sportowiec nie lubi chorować, zwłaszcza jeśli w perspektywie dni czy tygodni czekają go zawody, więc sięga po nie niejednokrotnie bez konsultacji z lekarzem, a nawet jeżeli - to często z lekarzem, który nie jest świadomy z jakim pacjentem ma do czynienia. Jest to szczególnie ewidentne w przypadku wspinaczki sportowej w Polsce, gdzie - jak do tej pory przynajmniej - każdy zawodnik jest dla siebie jednocześnie również trenerem, żywieniowcem, lekarzem etc. W takiej sytuacji obowiązkiem każdego jest posiąść elementarny przynajmniej zasób wiedzy na temat składu popularnych leków, pod kątem możliwości posiadania przez nie zakazanych środków w swym składzie. Tłumaczenia post factum, iż było się chorym nie na wiele się zdadzą, nawet jeśli odpowiadają one faktycznemu stanowi rzeczy. Tym boleśniej przeżywana jest wówczas cała „afera". Tak było na przykład na Igrzyskach Olimpij¬skich w Monachium w 1972, kiedy to wśród siedmiu sportowców zdiagnozowanych pozytywnie na kontroli antydopingowej był amerykański pływak Rick DeMonte. Po¬nieważ chorował na dychawicę oskrzelową, przyjmował ordynowany mu przez leka¬rza lek przeciwastmatyczny Marax, zawierający zakazaną efedrynę. Właśnie ten zwią¬zek został wykryty w trakcie kontroli i stał się - pomimo składanych protestów -przyczyną odebrania Rickowi złotego medalu. Prawdopodobieństwo znalezienia się w podobnej sytuacji jest tym większe, że umieszczone na zakazanej liście substancje mogą znajdować się nie tylko w lekach, ale i odżywkach czy mieszankach ziołowych kupowanych w sklepach ze zdrową żywnością czy supermarketach. Typowym przy¬kładem takiego środka jest wspomniana wyżej efedryna, do której powrócimy na dal¬szych stronach niniejszej publikacji.
Związki między niewiedzą a praktykami dopingowymi mogą zaznaczać się także w innym wymiarze, a mianowicie w pozornie świadomych decyzjach o rozpoczęciu ich stosowania. Celowo, użyto sformułowania „pozornie świadome decyzje", gdyż biorą¬cemu środki dopingujące wydaje się jedynie, iż posiadł na ich temat odpowiedni zasób wiedzy. Tymczasem ta ogranicza się najczęściej do znajomości środków i procedur ich stosowania, rzadziej natomiast dotyczy faktycznych skutków dla organizmu. Jeśli nawet jakieś uboczne efekty są znane, to najczęściej w postaci obiegowych i mało rzetelnych informacji, których źródłem są inni „koksujący" i pisane przez nich publikacje oraz dealerzy, którym oczywiście najbardziej zależy na własnym, wcale niemałym, zysku. Za przykład tych pierwszych może służyć krążąca w drugim obiegu, adresowana głów¬nie do kulturystów książka Johna Bulla „Doping in Bodybuilding", której autor po¬święca wprawdzie kilka słów niektórym skutkom ubocznym stosowania steroidów ana-boliczno-androgennych, ale przeciwstawia im potężne dla żądnego sukcesów sportow¬ca argumenty za ich stosowaniem: znaczne przyrosty siły i wytrzymałości, zmniejsze¬nie ilości podskórnej tkanki tłuszczowej, skrócenie czasu regeneracji po treningu itp.. Nie omieszkał także zauważyć, iż twierdzenia o możliwości osiągnięcia takich efektów bez koksowania są „naiwne" i „niczym innym jak absurdem, kłamstwem i propagan¬dą ze strony mediów i oficjalnych czynników, które we własnym interesie ukrywają prawdę" (Buli). Zapatrzeni w wizję własnych sukcesów, ludzie dają wiarę tego typu zapewnieniom i nie zadają sobie pytań skąd tyle ofiar śmiertelnych owych „absurdów, kłamstw i propagandy"? Jest to poniekąd zrozumiałe jeśli weźmie się pod uwagę pra¬widła funkcjonowania naszej psychiki - gdy przyjmujemy jakiś pogląd podejmujemy mniej lub bardziej uświadamiane aktywne działania zmierzające do wyszukiwania i zaczynamy wybiórczo zwracać uwagę na takie informacji, które stanowią potwierdze¬nie tych poglądów. Jednocześnie unikamy, poddajemy w wątpliwość, odbieramy rze¬telności źródłu takich informacji, które naszym poglądom przeczą. W mechanizmie tym kryje się pułapka praktyk dopingowych, w którą łatwo można wpaść. Ludzie za¬czynają brać zakazane środki nie zdając sobie w pełni sprawy z konsekwencji swoich poczynań lub opętani iluzorycznym przeświadczeniem, że nad wszystkim posiadają kontrolę. To jednak tylko złudzenie, którego skutki mogą okazać się ostateczne. Prze¬konali się o tym niejeden zawodnik i niejedna zawodniczka. Niemiecka siedmioboistka Birgit Dressel święcąca triumfy na stadionach w połowie lat 80. miała bardzo roz¬budowany system „koksowania" (do 40 różnych specyfików jednocześnie!), miała też opiekę lekarza - specjalisty od dopingu profesora Armina Klumpera. Organizmu się jednak nie wykpi, zmarła w 1987 po trzech dniach silnych bólów. Podobno jeszcze na kilka dni przed śmiercią dawała rady swojej koleżance, by ta zwiększyła dawki przyj¬mowanych środków. Na stronach internetowych Australian Sports Drug Agency cyto¬wana jest wypowiedź pewnej instruktorki sportów siłowych: „Nie sądzę, by ludzie chcieli brać sterydy - tak długo jak długo rozumieją ryzyko". No właśnie, muszą jed¬nak owo ryzyko zrozumieć!
Jednak sama znajomość listy zabronionych środków i metod oraz świadomość ry¬zyka związanego z ich stosowaniem, nie zawsze stanowią czynnik wystarczający, by powstrzymać od sięgnięcia po nie amatora sukcesów sportowych. Powodów, dla któ¬rych ludzie sięgają po doping jest wiele. Zdarzają się mniej lub bardziej bezpośrednie naciski społeczne. Bywają nimi namowy, a nawet wyrażane wprost naciski ze strony trenera. Trener lekkoatletów amerykańskich Chuck De Bus zwykł mawiać swoim podopiecznym, że albo biorą albo on nie będzie z nimi pracował (Voy, Deeter 1991). Trener Bena Johnsona był nieco bardziej subtelny, stwierdzając po prostu: „nie nazy¬wam tego oszustwem. Moja definicja oszustwa to robienie czegoś, czego nikt inny nie robi" (za: Lucas 1992, s. 105). Polskie środowisko wspinaczy sportowych niestety nie ma żadnych trenerów, ale przynajmniej na szczęście nie ma takich trenerów. Inną siłą tkwiącą w otoczeniu społecznym zawodnika bywają jego koledzy. Czasami po prostu wchodzi się do środowisko osób, które same koksują, a zasada „krakania tak jak wro¬ny, wśród które się wchodzi" niestety stanowi jeden z motywów ludzkiego postępowa¬nia. Oczywiście istnieje również plejada przyczyn tkwiących w psychice konkretnego człowieka: niezadowolenie z uzyskiwanych wyników, uzależnienie psychiczne, nieumie¬jętność radzenia sobie ze stresem i lękiem, przekonanie, że wszyscy biorą itp. Uniwer¬salną przyczyną wydaje się być wszakże po prostu brak wiary w siebie, w możliwości osiągnięcia sukcesu tylko i wyłącznie własnymi siłami. Nie wszyscy zawodnicy chcą zrozumieć, że klucz do wielu problemów z jakimi się spotykają w swojej treningowej karierze nie tkwi w strzykawce, lecz ich własnej głowie. Jeden ze słynnych polskich trenerów miał kiedyś zawodniczkę, która zaczęła domagać się dopingu twierdząc, że osiągnęła szczyt swoich możliwości. Otrzymawszy to, czego się domagała poprawiła w ciągu kilkunastu miesięcy swój rekord życiowy rzutu oszczepem o kilka metrów. Jednak cały dowcip polegał na tym, że przyjmowała nieszkodliwą miksturę, nie posiadającą żadnego wpływu na możliwości wysiłkowe organizmu. Podobnych przypadków można jeszcze przytoczyć co najmniej kilka. We wszystkich zadziałał efekt znany jako placebo. Polega on na podawaniu pacjentowi substancji o rzekomym działaniu farma¬kologicznym, którego jednak w istocie nie posiada. Pomimo tego, substancja taka u znacznej części (30-40%) pacjentów efekt taki rzeczywiście wywołuje. Ba, w niektó¬rych badaniach zasugerowanie, że napój, który osoba wypija zawiera alkohol, wywoły¬wało podobne zachowania i stany emocjonalne, a nawet niektóre reakcje fizjologiczne jak po faktycznym jego spożyciu [zob. Np. Brown W. (1998). Efekt placebo. Świat Na¬uki, 3]. Jeśli tak się dzieje, to czy nie można podobnego efektu uzyskać świadomym kierowaniem swoich myśli i emocji? Psychologia sportu daje na tak postawione pyta¬nie odpowiedź twierdzącą. Sławny bokser Cassius Clay vel Muhammad Ali powiedział kiedyś, że jesteśmy odbiciem swojej wyobraźni, gdy myślimy, że jesteśmy silny, jeste¬śmy silni; gdy myślimy, że jesteśmy słabi, jesteśmy słabi. Czy oznacza to, że każdy kto tylko zechce może zostać mistrzem? Przyjmując perspektywę idealistyczną można odpowiedzieć: tak; realistyczną: nie. Nie, z kilku oczywistych powodów. Po pierwsze ludzi różnicuje podejście do treningu -jego ilość i jakość. Dotyczy to również treningu psychologicznego, który najczęściej jest traktowany nieco po macoszemu, gdy tymcza¬sem wymaga równie dużego wkładu wysiłku (choć innego rodzaju) i systematyczno¬ści, jak trening, nazwijmy to umownie, cielesny. Po drugie, różni ludzie posiadają oczy¬wiście różne predyspozycje, w tym uwarunkowane genetycznie. Tak już po prostu jest i trzeba się z tym pogodzić, niezależnie od dziedziny w jaką się angażujemy, czy jest to zaawansowana matematyka czy wspinaczka sportowa. Łyżwiarka Danielle McGrath powiedziała kiedyś, że osiągnięcie pierwszej dziesiątki światowego rankingu zajęło jej dziewiętnaście lat treningu, nigdy wszakże nie rozważała możliwości brania dopingu, by wejść do pierwszej piątki (McAsey 1999). Godna rozważenia jest także inna uwaga, wyrażona przez łucznika Christophera Clobessy, który radzi: „Nie powinny cię intere¬sować punkty przeciwnika, bo przecież jesteście odrębnymi zawodnikami. Twoim za¬daniem jest walka o twoje własne punkty. Ich zadaniem zdobywanie punktów dla siebie. Niektórzy jednak postępują inaczej, bo uważają, że poprzez porównywanie mogą być najlepsi. I to właśnie wszystko im psuje" (cyt. za: Kłodecka-Różalska, 1996). Mó¬wiąc inaczej, chodzi o to, że częstokroć zawodnicy zainteresowani są nie tyle własnym doskonaleniem, co podnoszeniem swojej pozycji wśród innych, przedkładając motywy czysto rywalizacyjne nad perfekcjonistyczne. Jedno z drugim niekoniecznie muszą iść w parze. Co istotniejsze, jeśli ktoś pragnie przede wszystkim sławy i dominacji nad innymi, stawia się w sytuacji większego ryzyka na angażowanie się w działania takie jak doping. Przesłanie jest jasne: nie patrz na innych, patrz na siebie.
Jak mogliśmy się przekonać odpowiedź na pytanie skąd bierze się doping w sporcie jest złożona. Szereg różnych czynników nakłada się na siebie, dając w końcu impuls do podjęcia decyzji o stosowaniu dopingu. Dla wielu z tych czynników możliwe jest wszakże wyprowadzenie wspólnego mianownika - pokusy wypływającej ze skrywanego niejed¬nokrotnie nawet przed samym sobą, braku wiary we własne możliwości. Jak słusznie zauważył jeden z trenerów: „Pieniądze są pokusą, prestiż jest pokusą, ale także fakt, że inni zawodnicy stosują sterydy, hormon wzrostu i doping krwią jest pokusą" (cyt. za: Procopio 1994). Są jednak silne argumenty przemawiające za wzięciem owych pokus w ryzy.

Katowice 2004 Wydawnictwo PZA

Nie ma postępów? Dodaj węgla a nie koksu !

LeonCountryChopper

Ekspert SFD
Pochwały Postów 686 Wiek 32 Na forum 11 Płeć Mężczyzna Przeczytanych tematów 13120

Wyjątkowo przepyszny zestaw!

Zgarnij 3X NUTLOVE 500 w MEGA niskiej cenie!

KUP TERAZ
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Ekspert
Szacuny 165 Napisanych postów 12431 Wiek 35 lat Na forum 18 lat Przeczytanych tematów 185431
Fajne...
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Znawca
Szacuny 37 Napisanych postów 838 Wiek 41 lat Na forum 16 lat Przeczytanych tematów 37787
sog dla leona

Dwie najlepsze chwile w życiu ?- początek orgazmu i koniec srania

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Znawca
Szacuny 29 Napisanych postów 5693 Na forum 18 lat Przeczytanych tematów 31085
No goni normalnie no

.__._.__.__||_
/.__||.'__/|_-_|
..(_.||..|......||_
\_,_||_|.......\_/...:LIGHT!:.

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 17 Napisanych postów 2595 Na forum 19 lat Przeczytanych tematów 17718
ciekawe.. zastanawialem sie nad tym kiedys...

POW * MIA
Bring them home!!!

Farmaceuta - Technik

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 3 Napisanych postów 628 Na forum 16 lat Przeczytanych tematów 18232
w sumie troszke histori nie zaszkodzi
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Ekspert
Szacuny 10889 Napisanych postów 49857 Wiek 27 lat Na forum 21 lat Przeczytanych tematów 57816
Leon Zawodowiec SOG
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 16 Napisanych postów 1180 Na forum 16 lat Przeczytanych tematów 20431
Leon mogles jakies akapity zapodac bo oczopląsu mozna dostac

sog pewnie nie wejdzie ale sprobuje

edit: wszedł

Zmieniony przez - gdz w dniu 2005-04-28 14:19:26

boso ale w ostrogach...

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Ekspert
Szacuny 78 Napisanych postów 8068 Wiek 47 lat Na forum 19 lat Przeczytanych tematów 39197
Póżniej będzie o oczopląsie posterydowym

Nie ma postępów? Dodaj węgla a nie koksu !

LeonCountryChopper

Nowy temat Wyślij odpowiedź
Poprzedni temat

Jakie BADANIA sobie zrobic??

Następny temat

Prolongatum

Shaker