Witam Was! Na forum trafiłem niedawno, szukając odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Postanowiłem, że opisze Wam swoją sytuację. Zacznę od początku... Będąc małym chłopcem bardzo chorowałem, brałem tabletki, sterydy, które pomagały mi na duszności. Miałem wyjątkowo często i sine ataki, i sama inhalacja była mało skuteczna. Problem trzymał mnie do 15 roku życia, miało to swoje odbicie na moim "rozmiarze". Leczyłem zaburzenie hormonalne w klinice w Poznaniu, próbowałem też wyjazdów do sanatorium itd... Przez całe życie wiecznie przerabiałem diety, często też się poddawałem, brakowało mi sił i łamałem się każdym zastojem. Setkę przekroczyłem już w podstawówce, brzmi kosmicznie, co? Mam 24 lata (1991), zatem zdążyłem załapać się już na gimnazjum. W tym okresie dobiłem do 160kg. Później czas maturalny, wtedy przekroczyłem magiczną barierę 200kg, na studiach było to już więcej niż 230kg, Największa sumę jaką pamiętam na wadze, przemysłowej rzecz jasna, to 236-240kg, przy wzroście 175cm, Powiedzenie "półtorej gościa" w tym przypadku, to trochę mało. Wiem, ze długa droga przede mną i własnie ten fakt zawsze mnie hamował w ciężkich chwilach... Od jakiegoś czasu przyjąłem filozofię małych kroczków i zacząłem pozbywać się swojego nadbagażu "łyżeczka po łyżeczce". Pomogły mi też książki i psychodietetyk, bo zrozumiałem jak wiele złych przekonań na temat diety, jedzenia i siebie miałem. Na dzień dzisiejszy waga powoli spada, a ja nie odczuwam przy tym już takiej wielkiej krzywdy jak dawniej. Stosowałem w życiu wiele diet, odwiedziłem multum dietetyków i zawsze słyszałem to samo, same ograniczenia. Wiem, ze wielu z Was jest na tyle zdeterminowana w swoim treningu i diecie, że bierzecie każdy mikroskładnik pod lupę, ale mnie świadomość takiego życia, już na zawsze, po prostu przytłaczało, co później prowadziło do konfliktu wewnętrznego i odrzucenia diety. Dzisiaj pilnuje tego co jem, staram się jeść zdrowo, ważę pokarm i liczę kalorie, ale w dalszym ciągu jest to "normalne" jedzenie. Mam tutaj na myśli, że jem to, na co mam ochotę, oczywiście z zachowaniem zdrowego rozsądku. To było kluczowe podejście, aby pójść na kompromis z moją psychiką, która zawsze buntowała się przeciwko diecie.
Obecnie moje dzienne spożycie kalorii waha się na poziomie 2000. Aktywność to 7000-13000 kroków dziennie, czyli od godziny do dwóch ciągłego marszu. Oczywiście nie katuje się jednorazowo, a rozkładam to na kilka razy podczas dnia. Wiem, że może to się Wam wydawać zabawne, ale po takim dniu jestem wykończony, dlatego na chwilę obecną satysfakcjonuje mnie taki "trening". Ciężko stwierdzić ile spalam, podczas marszu. Prędkość z jaką idę to ~4km/h, dla mnie to bardzo szybkie tempo. Dla przykładu, nocny spacer na koniec dnia zajmuje mi 30 parę minut i robię przy nim jakieś 2,3km. Był czas, że dużo pływałem... Trzy razy w tygodniu po 3 godziny, co łącznie dawało jakieś 15km/week wpław, po 200 basenów na jednym treningu, przy najwyższej formie. W wodzie czułem się jak ryba, grawitacja mi nie ciążyła, dlatego zawsze mogłem dać z siebie najwięcej. Nie jestem jednak z miasta, dojazd i sam basen dużo mnie kosztowało, dlatego takie rozwiązanie, choć najlepsze, nie było na moją kieszeń.
W tej chwili ważę 208kg i od kilku miesięcy jestem na dobrej drodze do osiągnięcia celu, Poniżej wrzucę Wam moje zdjęcie z okresu, kiedy miałem jakieś 236kg. Czego oczekuję od Was? Szczerze mówiąc nie wiem, Wdzięczny będę za każdą radę, krytykę i słowa wsparcia. Wiem też, że możliwość komunikacji z Wami da mi dużo motywacji :) Dzięki za tę możliwość!
Pozdrawiam serdecznie!
Ciężki91
Obecnie moje dzienne spożycie kalorii waha się na poziomie 2000. Aktywność to 7000-13000 kroków dziennie, czyli od godziny do dwóch ciągłego marszu. Oczywiście nie katuje się jednorazowo, a rozkładam to na kilka razy podczas dnia. Wiem, że może to się Wam wydawać zabawne, ale po takim dniu jestem wykończony, dlatego na chwilę obecną satysfakcjonuje mnie taki "trening". Ciężko stwierdzić ile spalam, podczas marszu. Prędkość z jaką idę to ~4km/h, dla mnie to bardzo szybkie tempo. Dla przykładu, nocny spacer na koniec dnia zajmuje mi 30 parę minut i robię przy nim jakieś 2,3km. Był czas, że dużo pływałem... Trzy razy w tygodniu po 3 godziny, co łącznie dawało jakieś 15km/week wpław, po 200 basenów na jednym treningu, przy najwyższej formie. W wodzie czułem się jak ryba, grawitacja mi nie ciążyła, dlatego zawsze mogłem dać z siebie najwięcej. Nie jestem jednak z miasta, dojazd i sam basen dużo mnie kosztowało, dlatego takie rozwiązanie, choć najlepsze, nie było na moją kieszeń.
W tej chwili ważę 208kg i od kilku miesięcy jestem na dobrej drodze do osiągnięcia celu, Poniżej wrzucę Wam moje zdjęcie z okresu, kiedy miałem jakieś 236kg. Czego oczekuję od Was? Szczerze mówiąc nie wiem, Wdzięczny będę za każdą radę, krytykę i słowa wsparcia. Wiem też, że możliwość komunikacji z Wami da mi dużo motywacji :) Dzięki za tę możliwość!
Pozdrawiam serdecznie!
Ciężki91
12
Moje vlogi na Youtube - https://www.youtube.com/user/buhaj91/videos
Krzysztof Piekarz

A jakbyś czegoś nie wiedział to pisz - na pewno ktoś pomoże.
