SFD.pl - Sportowe Forum Dyskusyjne

MotoGP - newsy

temat działu:

Inne dyscypliny

słowa kluczowe: ,

Ilość wyświetleń tematu: 6902

Nowy temat Wyślij odpowiedź
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 2 Napisanych postów 1073 Wiek 32 lat Na forum 12 lat Przeczytanych tematów 7939
W tym temacie możemy zamieszczać nowinki ze świata Moto GP
Ekspert SFD
Pochwały Postów 686 Wiek 32 Na forum 11 Płeć Mężczyzna Przeczytanych tematów 13120
Witaj, przygotowaliśmy kilka tematów które mogą Cię zainteresować:

Wyjątkowo przepyszny zestaw!

Zgarnij 3X NUTLOVE 500 w MEGA niskiej cenie!

KUP TERAZ
...
Najnowsza odpowiedź. Aktualizacja:
Zgłoś naruszenie
Znawca
Szacuny 50 Napisanych postów 24518 Wiek 32 lat Na forum 13 lat Przeczytanych tematów 75482
To już pewne. Komisja Grand Prix postanowiła w Assen, że w roku 2011 klasa 125cc zostanie zakończona, a zamiast niej od 2012 wprowadzona zostanie nowa klasa Moto3!

Plany i pogłoski o nowej klasie pojawiły się już wcześniej, teraz jednak wszystko stało się faktem – po sezonie 2011 motocykle dwusuwowe znikną z areny wyścigów MotoGP. Pierwowzorem dla klasy Moto3 jest wprowadzona w tym sezonie klasa Moto2, która zastąpiła kategorię 250cc.

W Moto3 ścigać będą się czterosuwowe motocykle o maksymalnej pojemności 250cc. Różnicą między tą klasą, a kategorią Moto2 będzie fakt, że nie zostanie ustalony jeden dostawca silników, więc różni producenci będą mogli współtworzyć nowe motocykle.

Głównym powodem stworzenia nowej klasy było obniżenie kosztów w porównaniu do obecnych 125cc, co ma na celu wyrównania szans pomiędzy zespołami i zwiększenie konkurencyjności w gronie zawodników.

Pierwotnie nowa klasa miała zostać wprowadzona w roku 2013: Istniało porozumienie między Dorna, a producentami Honda, KTM i Aprilia, na podstawie którego 125-ki miały pozostać do roku 2012 - mówi szef IRTA Mike Trimby w magazynie "Motor Cycle News" - Jednakże KTM się z tego wycofał, tak więc porozumienie stało się nieważne.

Silnik w nowej klasie Moto3 ma kosztować między 20.000 a 30.000 euro rocznie. Do tego dochodzą koszty za hamulce, opony i podwozie. Niemniej jednak będzie to tańsze niż 125-ki, ponieważ jest się w posiadaniu motocykla - kontynuuje Trimby.

Kolejnym atutem nowej klasy ma być realne zwiększenie szans większej ilości zawodników na wygraną, co obserwujemy w klasie Moto2 – Każdy może pójść do sponsorów i powiedzieć – ‘mogę wygrywać!’, a nie, jak to jest teraz w klasie 125cc, gdzie jeżeli nie ma się motocykla Derbi, albo Aprilia, to nie ma się większych szans. Co w takim wypadku można zaprezentować potencjalnemu sponsorowi? - pyta retorycznie Trimby.

Power wears out those who do not have it.

Inne dyscypliny & Hazard

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Specjalista
Szacuny 63 Napisanych postów 34226 Wiek 29 lat Na forum 15 lat Przeczytanych tematów 432008
W MotoGP nie ma sezonu, który nie przynosiłby mniej lub bardziej istotnych zmian. Nowe pojemności, nowe zasady użycia opon, inna elektronika...sami zawodnicy też nie zostają w tyle i czasem rezygnują ze swoich zasiedziałych poglądów. Tym razem chwila refleksji dopadła Sete Gibernau i Valentino Rossiego.

Obaj zawodnicy (kiedyś kumple a od kilku lat zacięci wrogowie) postanowili zakopać topór wojenny i „puścić w niepamięć” animozje z przeszłości ogłaszając to na oficjalnej, otwierającej sezon 2009, konferencji w Katarze.

Cała historia wielkiej wojny psychologicznej między Włochem a Hiszpanem rozpoczęła się właśnie na torze Losail w Katarze w roku 2004, kiedy to Rossi startujący w pierwszym swoim sezonie na Yamasze M1 został ukarany i cofnięty na koniec kolejki startowej po tym, jak jego zespół został przyłapany w nocy poprzedzającej wyścig na czyszczeniu miejsca startu Rossiego. Protest w tej sprawie złożyła władzom właśnie ekipa Sete Gibernau.

Wciągając słuszne bądź mylne założenia i wnioski Valentino za całe zamieszanie uznał winnym samego Sete Gibernau i w odpowiedzi na „czepialski i niesportowy” protest ogłosił, że Sete, który walczy o zwycięstwo nie wygra już więcej żadnego wyścigu. Zabrzmiało to w ustach Vale niemal jak klątwa jednak okazała się na tyle mocna, że...Sete od tamtej pory nie wygrał już żadnego wyścigu.

Gibernau i Rossi kontynuowali wzajemną krucjatę, która w sezonie 2005 przybrała jeszcze bardziej zaogniony charakter. Wystarczył otwierający sezon wyścig w Jerez, gdzie Rossi przypuścił bezpardonowy atak na Sete na ostatnim zakręcie poprzedzającym metę. Vale zepchnął wtedy Hiszpana na zewnętrzne pobocze toru a sam zwyciężył.Podczas ceremonii wręczania trofeów Valentino pierwszy i jak na razie ostatni raz spotkał się z wygwizdaniem go przez fanów i reszty kibiców. Jak widać gra za wszelką cenę niekoniecznie prowadzi do „prawdziwego” zwycięstwa. Prywatny pojedynek siły charakterów trwał do końca sezonu 2005 jednak w każdej potyczce Rossi nie dawał żadnych wątpliwości, kto tu jest szefem z kolei na domiar złego Hiszpanowi co chwila trafiały się awarie, wypadki, nieoczekiwane zwroty sytuacji gdy miał już wygraną niemal w kieszeni. Podobnie jak jego „poprzednik” Max Biaggi, Sete był coraz bardziej psychicznie wycieńczony wobec presji jaką wytwarzał The Doctor.

W sezonie 2006 Gibernau przeszedł z Honda Gresini do zespołu Marlboro Ducati z którym nie osiągnął żadnego podium, za to nabawił się wielu kontuzji, które zmusiły go do podjęcia ostatecznej decyzji o wycofaniu się ze ścigania i zakończeniu kariery.

Na sezon 2007 w miejsce Sete wszedł...nie kto inny jak Casey Stoner, który w pewnym sensie okazał się antidotum na „klątwę” Rossiego. Trzeba przyznać, że w owym sezonie Stoner ogrywał wręcz w zawstydzający Włocha sposób. Tym razem to Rossi spalał się raz za razem.
Za to o Sete słuch zaginął. Wiadomo było tylko, że niedługo po przejściu na „emeryturę” rozstał się również ze swoją życiową partnerką.

36cio letni obecnie Hiszpan zapamiętany jest jako jedyny, który zaliczył najwięcej pojedynków „do ostatniej prostej” z Rossim. Powraca w tym sezonie do wyścigów kontynuując jazdę na piątym Ducati w zespole Onde 2000 (dla przypomnienia, zespół Onde 2000 przesiadł się z klasy 125cc do MotoGP). Powraca również a może przede wszystkim z innym nastawieniem do ścigania.

”Jestem na prawdę bardzo dumny z tego, że ponownie tutaj jestem. Najlepsze lata mojego życia spędziłem właśnie tu, w klasie MotoGP jak i poza nią. Jestem również dumny z tego, co wtedy osiągnąłem. Myślę, że dałem kilka niezłych wyścigów w swoim wykonaniu. Cieszę się zarówno z tych wyścigów zakończonych zwycięstwem jak i z tych, w których wygrywał Valentino, ponieważ do chwili obecnej jest on bardzo trudny do pokonania. Mówi się a chyba wszyscy powoli tak już sądzimy, że Vale jest być może najlepszym zawodnikiem w dziejach wyścigów motocyklowych i ten fakt uświadomił mi, że byłem w stanie podejmować równorzędną walkę z taką postacią i że jest to dla mnie wielki honor.”

„Nie wiem czy w tej chwili jestem w stanie walczyć jak równy z równym z Valentino czy też z innymi zawodnikami ponieważ miałem dosyć długą przerwę (2 lata) ale w tej chwili przyszedłem tu aby czerpać przede wszystkim radość z samego ścigania, ponieważ ściganie na motocyklu jest moją podstawową pasją. Mam nadzieję, że będzie mi dane czerpać wiele radości z tego, co przynoszą wyścigi ale również z tego, co dzieje się poza nimi na padoku. Mam nadzieję, że również z Valentino będziemy na takiej stopie koleżeńskiej jak to było kiedyś. Wiadomo, że od pewnego pamiętnego momentu wiele spraw poszło w złym kierunku, który wymazał całą radość ze sportu. Tak czy owak, motyw mojego powrotu do MotoGP to przede wszyskim bycie szczęśliwym człowiekiem. Samo to, że znów tu goszczę napawa mnie satysfakcją. Kiedyś byłem pewien, że już nigdy tu nie wrócę.!”

Valentino zapytany co sądzi o możliwości pojednania z Sete odparł krótko:
”Tak, myślę że jest to całkiem możliwe” po czym dodał, że Hiszpan jak nigdy wcześniej będzie starał się nękać swoich przeciwników.
”Sete był bardzo szybki już podczas testów w Jerez, teraz jest innym człowiekiem, jest cichy i spokojny, lecz na pewno w sezonie będzie próbował dostać się na podium, tak samo zresztą jak inni zawodnicy.”

Być może ta zmiana motywacji i podejścia do wyścigów okaże się hojna w efektach dla Sete? Czas pokaże. Na obecną chwilę wszystkie znaki na niebie wskazują, iż ponownie głównym rywalem dla Rossiego w sezonie 2009 będzie pamiętny następca Gibernau z roku 2007 - Casey Stoner.

Źródło:crash.net

W życiu znam się na dwóch rzeczach, na pokerze i na ludziach, dlatego nie przegrywam...

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Znawca
Szacuny 50 Napisanych postów 24518 Wiek 32 lat Na forum 13 lat Przeczytanych tematów 75482
Po jakże emocjonującym niedzielnym wyścigu, w poniedziałek odbyły się testy na torze Montmelo. Dla kierowców klasy MotoGP była to jedna z zaledwie dwóch okazji w tym sezonie do wypróbowania nowości po rundzie Grand Prix.

Najszybszym podczas testów okazał się Andrea Dovizioso, który w niedzielę przegrał podium o zaledwie 0.052sek. Włoch, korzystający dziś z nowego podwozia w swojej RC 212V, zanotował swój najlepszy czas weekendu – 1’42.230, przejeżdżając przy okazji 69 okrążeń. Na torze próżno było wypatrywać drugiego kierowcy zespołu Repsol Honda – Dani’ego Pedrosy. Hiszpan po kontuzji biodra jakiej nabawił się w Mugello, a także p wypadku z sobotnich kwalifikacji, postanowił nie uczestniczyć w testach i odpocząć nieco przed kolejną rundą. Rezultat wykręcony przez „Dovi’ego” był lepszy zarówno od najlepszego czasu z wyścigu (1’42.858), a także od tego z zeszłorocznych zmagań – 1’42.358.

Drugi wynik padł łupem Valentino Rossi’ego, triumfatora niedzielnego wyścigu. Włoch stracił do swojego rodaka 0.204sek, jednakże na tor wyjechał dopiero około godziny czternastej, bowiem wcześniej, jak już wczoraj zapowiadał – musiał odespać emocje związane ze zmaganiami. „The Doctor” testował elektronikę, mającą pomóc w lepszym dostarczaniu mocy, jak również inną wersję silnika do jego M1-ki, który zgodnie z regulaminem, będzie musiał wystarczyć na dłużej. Po rundzie w Brnie, na siedem ostatnich Grand Prix kierowcy będą mieli do dyspozycji tylko pięć jednostek napędowych. Elektronikę wypróbowywał również Jorge Lorenzo, który przejeżdżając aż 80 okrążeń, dodatkowo skupił się na ustawieniach zawieszenia. To pozwoliło mu uplasować się na trzecim miejscu, z wynikiem zaledwie 0.012sek gorszym od jego team-partnera z zespołu Fiat Yamaha. Co ciekawe, poza sesją FP1, tę dwójkę cały czas dzieliło na torze pod Barceloną mniej niż 0.1sek! Podczas testów na torze zabrakło dwóch kierowców satelickiej ekipy japońskiego producenta - Colina Edwardsa oraz Jamesa Toselanda.

Zaskoczeniem, oczywiście pozytywnym, okazało się czwarte miejsce Miki Kallio! Fin, w niedzielę dziewiąty, okazał się szybszy od piątego Casey’a Stonera. Australijczyk przejechał jednak o ponad połowę mniej okrążeń niż Fin. Dodatkowo od niedzieli #27 zmaga się z przeziębieniem, a podczas wyścigu nawiedziły go też silne skurcze. To dlatego po niedzielnych zmaganiach był tak wycieńczony. Całkiem pozytywnie spisał się także Niccolo Canepa, team-partner #38 z zespołu Pramac Racing. Włoch, pomimo upadku przy prędkości zaledwie 40 km/h (jechał z nowym wahaczem), znacznie poprawił swój najlepszy czas weekendu, więc z używania nowego elementu płynie więcej korzyści niż szkody. Na przedostatniej pozycji zakończył testy Nicky Hayden. Amerykanin przez cały weekend notował kompletnie odmienne wyniki – raz w czołówce, raz w ogonie.

Ostatni, piętnasty był z kolei Gabor Talmacsi, który w niedzielę zaliczył pierwszy wyścig w MotoGP. Na torze nie pojawił się z kolei Yuki Takahashi, na którego to zapasowej maszynie ścigał się w Katalonii Węgier. Japończyka z Team Scot zabrakło, bowiem podczas upadku w wyścigu już na pierwszym okrążeniu złamał mały palec ręki. Upadł tak niefortunnie, że uderzył w maszynę Chrisa Vermeulena i to właśnie wówczas nabawił się tej kontuzji. Jeśli mowa już o Australijczyku – wywalczył w testach ósme miejsce, a jego team-partner z ekipy Rizla Suzuki – Loris Capirossi był szósty. Testujący nową ramę Marco Melandri zdobył z kolei jedenasty wynik. Przypominamy jednak, że nie jest to nowa część dostarczona przez Kawasaki do zespołu Hayate Racing. Z powodu tych wszystkich zawiłości związanych z odejściem „Zielonych", #33 nie miał po prostu kiedy wypróbować tego elementu.



Wyniki testów na torze Montmelo: (w nawiasie ilość okrążeń)

1. Andrea Dovizioso (ITA) Repsol Honda Team 1min 42.230 sek (69)
2. Valentino Rossi (ITA) Fiat Yamaha Team 1min 42.434 sek (58)
3. Jorge Lorenzo (SPA) Fiat Yamaha Team 1min 42.446 sek (80)
4. Mika Kallio (FIN) Pramac Racing 1min 42.637 sek (98)
5. Casey Stoner (AUS) Ducati Marlboro Team 1min 42.763 sek (38)
6. Loris Capirossi (ITA) Rizla Suzuki MotoGP 1min 43.188 sek (83)
7. Randy de Puniet (FRA) LCR Honda MotoGP 1min 43.247 sek (76)
8. Chris Vermeulen (AUS) Rizla Suzuki MotoGP 1min 43.299 sek (83)
9. Alex de Angelis (RSM) San Carlo Honda Gresini 1min 43.360 sek (69)
10. Niccolo Canepa (ITA) Pramac Racing 1min 43.391 sek (90)
11. Marco Melandri (ITA) Hayate Racing Team 1min 43.506 sek (89)
12. Toni Elias (SPA) San Carlo Honda Gresini 1min 43.708 sek (60)
13. Sete Gibernau (SPA) Grupo Francisco Hernando 1min 43.819 sek (45)
14. Nicky Hayden (USA) Ducati Marlboro Team 1min 44.157 sek (98)
15. Gabor Talmacsi (HUN) Scot Racing Team MotoGP 1min 45.056 sek (53)

Power wears out those who do not have it.

Inne dyscypliny & Hazard

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Znawca
Szacuny 50 Napisanych postów 24518 Wiek 32 lat Na forum 13 lat Przeczytanych tematów 75482
Bautista z Yamahą, Simoncelli na Hondzie, Spies do Suzuki, a Toseland w WSBK? Mało prawdopodobne? Może jednak? Póki co to są tylko plotki, ale jak wiemy – w plotkach zawsze drzemie źdźbło prawdy.

Plotki na temat przyszłorocznych składów pojawiły się już dawno. Najgłośniejszą sprawą jest oczywiście przejście Alvaro Bautisty i Marco Simoncelli’ego do MotoGP. Miejsca w szeregach klasy królewskiej szuka sobie także Ben Spies. Zacznijmy jednak po kolei…


Tylko cztery Yamahy

Wiele mówiło się już na temat konieczności powiększenia stawki kategorii MotoGP, ale pomimo wszystkich planów FIM i Dorny, coraz bardziej wydaje się, że pozostanie osiemnastu, no dziewiętnastu (doszedł Talmacsi) zawodników (podobno to minimalna ilość maszyn gwarantowanych przez Dornę, by zmagania mogły mieć rangę Mistrzostw Świata). Wydawało się, że więcej maszyn dostarczy Yamaha, a nadzieje na to budził chociażby sam Jorge Martinez, który twierdził: „W 2010 na pewno będę w MotoGP.” Hiszpan wielokrotnie łączony był właśnie z japońskim producentem, jednak jak niedawno zapewnił Lin Jarvis dla serwisu MCN - na starcie pojawią się tylko cztery M1-ki. Jak mówił kilka dni temu dyrektor Yamaha Motor Racing „Prowadzono rozmowy z Martinezem na temat piątego motocykla, również Dorna naciskała, aby dostarczyć więcej maszyn, ale Yamaha odrzuciła te propozycje.” Niemożliwe jest więc, by „Aspar” pojawił się w MotoGP razem z japońskim producentem, bowiem Jarvis zapewnił także, iż dwa motocykle do swej dyspozycji dostanie zespół Tech3, którego szefem jest Herve Poncharal.


Simoncelli na Hondzie albo Yamasze – to pewne na 99%

Wbrew wcześniejszym plotkom, niedawno Włoch zaprzeczył, jakoby podpisał kontrakt na starty na Hondzie podczas dwóch kolejnych sezonów. Według włoskiej prasy, z La Gazzetta dello Sport na czele, Marco Simoncelli miałby w przyszłym roku reprezentować barwy zespołu należącego do Fausto Gresini’ego. Obaj jednak zaprzeczyli. „Niczego z Hondą nie podpisałem. Rozmawiałem tylko z Gresinim, ale nie widziałem ani nie dyskutowałem z nikim z Japonii,” twierdził niedawno #58, a szef zespołu San Carlo Honda Gresini dodawał: „Oczywiście jesteśmy zainteresowani taką opcją i pracujemy nad tym projektem. To byłaby świetna wiadomość, oczywiście jeżeli byłaby prawdziwa, ale ja póki co nie mogę niczego potwierdzić.” Obecny kierowca „ćwierćlitrówek” dodał zarazem, że jego priorytetem jest start albo na Yamasze, albo na Hondzie. Zainteresowane nim było chociażby Ducati, o czym my informowaliśmy już w styczniu. Po wynikach jakie osiągał jednak na bolońskiej maszynie Marco Melandri, a jakie teraz uzyskuje Nicky Hayden, choć nie przyznaje tego wprost – Simoncelli chyba nieco boi się startów na Desmosedici. „Choć ich maszyna jest piekielnie szybka, musisz mieć sporo doświadczenia, żeby wycisnąć z niej wszystko. Ja jednak nie mam jeszcze wprawy w jazdy na większych motocyklach,” dyplomatycznie tłumaczył Marco. Włocha bardzo interesuje opcja jazdy w zespole Monster Yamaha Tech3, a i nie od dziś wiadomo, że M1-ka jest „uniwersalna”. Ta opcja bez wątpienia pasowałaby #58. Podobno decyzję co do jego przyszłości mamy poznać w okolicach GP San Marino.


Jak nie u „Aspara”, to u Poncharala

Jeśli jednak w Tech3 będzie wolne miejsce, a nie wybierze go Simoncelli, z okazji na pewno skorzysta Alvaro Bautista. Przejście Hiszpana do MotoGP również jest właściwie przesądzone. I od początku spodziewano się, iż będzie on reprezentował barwy nowopowstałej ekipy Jorge Martineza, swego obecnego pracodawcy w „ćwierćlitrówkach”. Szansa jednak na to, by właściciel po jednym zespole w 125cc i 250cc, wystawił ekipę w przyszłym roku w klasie królewskiej wydaje się mniej prawdopodobna niż jeszcze niedawno. No, chyba, że zawodnik jeździć będzie na innej maszynie niż Yamaha, a jest to raczej niemożliwe. „SuperBauti” miał ofertę między innymi od Suzuki, którym odpowiedź miał dać do Grand Prix Katalonii. Tak się jednak nie stało, bowiem #19 rozmawia z Poncharalem. Podobno gdy Herve dowiedział się, że Simoncelli rozmawia z Gresinim, musiał szukać alternatywy i w czwartek przed rundą na torze Circuit de Catalunya zaczął dyskutować właśnie z Alvaro.


„Hopper” szuka miejsca w MotoGP

Zainteresowany startem w klasie królewskiej jest również John Hopkins, który obecnie powraca do stawki WSBK po pauzie, jaką zaliczył po upadku na torze Assen. Anglo-Amerykanin miał drugi rok z rzędu reprezentować barwy Kawasaki w MotoGP, jednak jak pamiętamy – „Zieloni” wycofali się. #21 szukał alternatywy i znalazł ją właśnie w Superbike’ach. Co ciekawe, „Hooper” chciałby startować w zespole… tak, nie mylicie się – Tech3! „Szukamy konkurencyjnej opcji dla Johna w MotoGP,” twierdził Bob Moore, menadżer 26’latka z Miami. „Wraz z zespołem Tech3 rozmawialiśmy nieco na temat Hopkinsa.” Warto zaznaczyć, że #21 wciąż jest związany z Monster Energy, który to, notabene, jest głównym sponsorem w zespole Poncharala. To właśnie Moore odegrał jedną z kluczowych ról w celu sprowadzenia producenta napojów energetycznych do tegoż zespołu.


Spies+Capirossi = skład Suzuki na 2010 rok?

Wszystko wskazuje na to, że w przyszłym roku weteran klasy królewskiej nadal reprezentować będzie barwy zespołu Rizla Suzuki. Oznacza to, iż wielce prawdopodobne jest, aby Loris Capirossi stał się pierwszym zawodnikiem w historii, który wziął udział w trzystu lub więcej rund Grand Prix! Porozumienie pomiędzy Włochem a jego obecnym pracodawcą jest bliskie, o czym wprost mówi Carlo Pernat. „Dużo rozmawialiśmy z Suzuki. Wygląda na to, że Suzuki chce pozostać z Lorisem, a on chce dalej reprezentować ich barwy. Czuję, że porozumienie jest już bliskie,” stwierdził menadżer „Capirexa”. Na taką decyzję wpłynęły na pewno ostatnie wyniki Włocha – dwukrotnie piąte miejsca. Dodatkowo w Katalonii podczas testów testował już części do swojego GSV-R na przyszły sezon.

Ostatnimi czasy Ben Spies dał wyraźnie do zrozumienia, że Suzuki nie kusi go ogromnymi pieniędzmi, by startował w ich barwach. Warto przypomnieć, że Amerykanin trzykrotnie z dziką kartą walczył rok temu na maszynie producenta z Hamamatsu i nie ma co ukrywać – szło mu całkiem nieźle. W debiucie był co prawda czternasty (na torze Donington Park, którego nie znał), z kolei na obiekcie Laguna Seca, a potem Indianapolis zdobył kolejno osiem i dziesięć punktów. #19 miał jeździć na Suzuki już w tym roku, jednak plan ten nie doszedł do skutku. „Nadal jesteśmy bardzo otwarci co do wyboru zawodnika,” mówił szef zespołu Rizla Suzuki. „Kontaktowaliśmy się, na zasadzie nieformalnej, z Benem, ale nic więcej. Wciąż kontroluję dostępność, koszt oraz formę poszczególnych kierowców. Rozmawiałem z Bautistą na temat ewentualnych jego startów, ale dyskusje nie przeszły do następnego etapu,” dodał Paul Dennging, który odpowiedzi od Alvaro oczekiwał do czasu GP Katalonii. Ta nie nadeszła, więc czyżby miało to oznaczać, że Hiszpan nie chce reprezentować błękitnych barw? Spies jednak podkreśla, że jest szczęśliwy w WSBK, a jeżeli miałby przejść do MotoGP – chciałby ścigać się na Yamasze… a więc znów pozostaje zespół Tech3! Co z tego wyniknie, nie wiadomo. Ale jeśli Suzuki zaproponuje dobrą ofertę Benowi… to kto wie? Choć obie strony zaprzeczają, to nie jest tajemnicą, że wyniki Amerykanina na tejże maszynie mogłyby być bardzo obiecujące. Może skład Spies i Capirossi w przyszłym roku na GSV-R’ach naprawdę jest możliwy?


Edwards zostaje, Toseland na wylocie? Kto do WSBK?

Dzięki dobrym wynikom, wydaje się, że miejsce na kolejny rok w szeregach Tech3 „zagrzać” może Colin Edwards, który to przecież miał odejść z królewskiej klasy już po końcu ubiegłego sezonu. Niedawno łączono go z ekipą Aprilii w WSBK, a i sam Amerykanin był dość zainteresowany tą opcją. Póki co jednak zajmuje on szóste miejsce w klasyfikacji generalnej, będąc zarazem najlepszym zawodnikiem satelickim. Sam Poncharal chciałby zatrzymać „Texas Tornado” w swoich szeregach. „Jeśli miałbym zdecydować, dziś podpisałbym kontrakt z Colinem,” mówił dla GPOne.com. Od pewnego czasu mówi się jednak, jakoby z MotoGP miał pożegnać się James Toseland, a jeżeli nadal będzie notował takie wyniki jak dotychczas (może poza Mugello, gdzie wywalczył najlepszy finisz w tym sezonie - siódme miejsce), jest to jak najbardziej realne. W ten weekend, podczas rundy WSBK w Misano jego menadżer Roger Burnett ma szukać ewentualnego miejsca właśnie w tej serii dla Brytyjczyka. Na jego miejsce jest przecież wielu chętnych. Spekuluje się, jakoby JT u boku Maxa Neurkirchnera miałby reprezentować barwy Alstare Suzuki właśnie w Superbike’ach. Niemca kusi jednak BMW, które gotowe jest zapłacić odszkodowanie Suzuki za podpisany już kontrakt z Maxem, i ściągnąć go w swoje szeregi.

Miejsca w WSBK powinni szukać także dwaj inni zawodnicy z MotoGP. Mowa o Alexie de Angelisie oraz Niccolo Canepie. Obaj w tym sezonie nie prezentują się najlepiej i pomimo jednego dobrego występu – obaj są poza czołową dziesiątką klasyfikacji. Reprezentant Republiki San Marino tylko raz uplasował się w TOP10 (Katar, szóste miejsce), z kolei Włoch przebłysk formy zaliczył trzy tygodnie temu w Mugello, gdzie był dziewiąty. To wszystko sprawiło, że #15 jest trzynasty, a #88 szesnasty w „generalce”. Wygląda więc na to, że ich wspólny menadżer - Carlo Pernat ma pełne ręce roboty (opiekuje się także Capirossim i Simoncellim!). Warto zaznaczyć, że Canepa ścigał się niegdyś w Mistrzostwach FIM Supersport 1000, gdzie w 2007 roku wywalczył tytuł mistrzowski. Rok temu startował z dziką kartą w WSBK w Brnie, gdzie występując po raz pierwszy w sesji Superpole wywalczył szósty czas (!). W pierwszym wyścigu zdobył z kolei trzy punkty, a drugiego biegu nie ukończył. De Angelis po notowaniu całkiem niezłych wyników w 250-tkach, na mocniejszej maszynie wyraźnie sobie nie radzi, więc nie wygląda na to, by długo „zagrzał” miejsce w MotoGP.

Pamiętajcie jednak, że wszystko to są tylko plotki. Część z nich może znaleźć oczywiście odzwierciedlenie w przyszłości, jednak kolejne okażą się ogromnymi bzdurami. Na rozwiązanie tych spekulacji musimy jeszcze trochę poczekać.



Wygląda na to, że zespół Tech3 będzie rozdawac karty jeśli chodzi o transfery

Power wears out those who do not have it.

Inne dyscypliny & Hazard

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Znawca
Szacuny 50 Napisanych postów 24518 Wiek 32 lat Na forum 13 lat Przeczytanych tematów 75482
Jedna niewiadoma co do nadchodzącego sezonu 2010 rozwiązana. Pewne jest, że w przyszłym roku Marco Simoncelli przejdzie do MotoGP, a jeździć będzie w zespole...San Carlo Honda Gresini.

W środę w Assen potwierdziło się to, o czym wcześniej już informowaliśmy. Włoch podpisał z tą ekipą jednoroczny kontrakt, ale kto będzie mu partnerował w przyszłym sezonie – nie wiadomo. Pogłoski, jakoby #58 podpisał kontrakt z HRC pojawiły się już nieco ponad tydzień temu w Katalonii, jednak wówczas obie strony zaprzeczały. Póki co Marco jest pierwszym pewnym, nowym zawodnikiem, który pojawi się w stawce klasy królewskiej już w przyszłym roku. Choć nowe zasady zabraniają debiutantom start w zespołach fabrycznych (wyjątek stanowi Suzuki, które nie ma satelickiej ekipy), 22’latek z Cattolicy wciąż może otrzymywać wsparcie fabryki w zespole Gresini’ego.

„W ciągu kilku ostatnich lat Marco udowodnił, że jest gotowy do jazdy w MotoGP i może być tu jednym z faworytów. Marco ma w sobie determinację i charakter, a są to aspekty jakich oczekiwaliśmy po naszym nowym zawodniku. Jesteśmy pewni, że czekają nas razem dobre czasy,” mówił w czwartek Fausto Gresini. Przejście „SuperSic” do klasy królewskiej sprawi, że sport ten osiągnie w Italii jeszcze większą popularność. Gresini dodał także, że i Honda miała swój udział w nowym kontrakcie: „Honda wysoko ceni Simoncelli’ego i wierzy, że ma on w sobie ogromnym potencjałem na przyszłość, więc cieszymy się, że będzie się on ścigał w naszym zespole.” Z całą pewnością celem Włocha na rok 2011 będzie start w fabrycznej ekipie japońskiego producenta. Podobną drogę przeszedł chociażby Andrea Dovizioso, który po roku startów w satelickiej ekipie Hondy, w tym sezonie ściga się już w barwach Repsola.

Ekipa należąca do Fausto nadal współpracować będzie z firmą San Carlo, a na przedłużenie umowy być może wpłynęło także przybycie do włoskiej ekipy włoskiego zawodnika. „Jesteśmy niezwykle zadowoleni, że możemy ogłosić, iż przedłużyliśmy naszą umowę z San Carlo. Firma ta wierzy w nas i będzie nas wspierała w osiągnięciu celu w kolejnym sezonie,” stwierdził Gresini. „Dzisiejszy dzień jest dla nas bardzo ważny, a w oczekiwaniu na przyszłe sukcesy z udziałem Marco, teraz życzymy mu samych sukcesów i tego, by obronił tytuł w 250-tkach.”

Przed sezonem 2008 #58 znany był raczej z dość ekstrawaganckiej fryzury aniżeli z dobrych wyników. Wcześniej w klasie 125cc, w której ścigał się od sezonu 2002 (sześć startów) do roku 2005, wywalczył tylko dwa zwycięstwa, a w sumie na podium uplasował się raptem siedem razy. W 250-tkach do 2007 włącznie nie osiągnął właściwie nic, ale rok temu przeszedł gruntowną „przemianę”. Wygrał sześć wyścigów, w sumie w dwunastu stał na podium, siedem razy startował z Pole Position – wszystko to zaowocowało tytułem mistrzowskim, którego broni w tym sezonie. Teraz jednak, po pechowym starcie, dobry przyjaciel Valentino Rossi’ego w „generalce” jest czwarty i traci do lidera - Alvaro Bautisty aż 43 punkty. Hiszpan również planuje przejść do MotoGP.

Wcześniej Simoncelli grzecznie odrzucił ofertę Ducati, które chciało, by ich barwy reprezentował już w tym roku. Potem pojawiły się pogłoski, jakoby rozmawiał z zespołem Monster Yamaha Tech3, ale ostateczny wybór Włocha padł jednak na team prowadzony przez Gresini’ego.

Nie wiadomo, który z obecnych zawodników zespołu San Carlo Honda Gresini - Toni Elias czy Alex de Angelis utrzyma posadę w tymże teamie – o ile w ogóle otrzyma. Chętny do powrotu do swojego byłego pracodawcy jest Marco Melandri, a o rozmowach z Gresinim informował ostatnio także...Hector Barbera.



Yeah, bardzo utalentowany zawodnik, potrafi powalczyc na torze, co z pewnością wpłynie jeszcze bardziej na atrakcyjnośc klasy MotoGP w sezonie 2010

Power wears out those who do not have it.

Inne dyscypliny & Hazard

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Znawca
Szacuny 50 Napisanych postów 24518 Wiek 32 lat Na forum 13 lat Przeczytanych tematów 75482
Alvaro Bautista potwierdził oficjalnie, w jakim zespole ścigać się będzie w przyszłym roku. Hiszpan przez dwa kolejne sezony reprezentować będzie barwy zespołu Rizla Suzuki.

24’latek już wcześniej łączony był z „Błękitnymi”, ale pojawiły się też plotki, jakoby mógł on jeździć w ekipie Jorge Martineza, który w następnym sezonie wystawi swój zespół także w MotoGP. Prawdopodobnie #19 zajmie miejsce Chrisa Vermeulena, a partnerować będzie mu Loris Capirossi.

„SuperBauti” wygrał Mistrzostwo Świata w klasie 125cc w sezonie 2006, a w tym wywalczył już dwa zwycięstwa i w sumie siedem wizyt na podium. Dzięki temu zajmuje drugą lokatę w tabeli generalnej, a do liderującego Hiroshi Aoyamy traci dwanaście punktów. Wszystko wskazuje też teraz na to, że „Aspar”, obecny pracodawca Alvaro, w przyszłym roku w swoim zespole może zatrudnić do jeżdżenia na Ducati innego Hiszpana - Hectora Barberę.



No to już jedna niewiadoma się Nam wyjaśniła, Bautista zgodnie z przewidywaniami od następnego sezonu będzie jeździł w ekipie Suzuki

Power wears out those who do not have it.

Inne dyscypliny & Hazard

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Specjalista
Szacuny 63 Napisanych postów 34226 Wiek 29 lat Na forum 15 lat Przeczytanych tematów 432008
Ciekawy jestem czy podzieli los rodaków Lorenzo i Pedrosy i odrazu włączy się do walki o tytuł

W życiu znam się na dwóch rzeczach, na pokerze i na ludziach, dlatego nie przegrywam...

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Znawca
Szacuny 50 Napisanych postów 24518 Wiek 32 lat Na forum 13 lat Przeczytanych tematów 75482
Ma chłopak talent, jeśli model Suzuki na następny sezon będzie konkurencyjny, to może powalczyc o podium MŚ, bo o tytule póki jeździ Vale i Jorge, to Alvaro może tylko pomarzyc

Power wears out those who do not have it.

Inne dyscypliny & Hazard

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Znawca
Szacuny 50 Napisanych postów 24518 Wiek 32 lat Na forum 13 lat Przeczytanych tematów 75482
Kolejna część układanki co do składów na przyszły sezon wyjaśniła się. I tak jak wcześniej przewidywaliśmy, reprezentantem nowopowstałej ekipy Jorge Martineza w klasie MotoGP będzie Héctor Barberá.

Kiedy Alvaro Bautista podpisał dwuletni kontrakt z Suzuki, „Aspar” musiał szukać alternatywy. Wszyscy jeszcze niedawno sądzili, że na Desmosedici GP10 wsiąść może Toni Elias (w końcu to też Hiszpan!), jednak wybór padł na Barberę. Póki co #40 konkuruje w klasie 250cc z zawodnikami Jorge Martineza, ścigając się w zespole Pepe World.

„To dla nas doskonała wiadomość, że połączymy siły z Héctorem Barberą. Kiedyś wygraliśmy razem Mistrzostwa Hiszpanii, a także wyścigi w 125-tkach, więc jestem pewien, że to będzie kolejny świetny projekt,” stwierdził „Aspar”, który dzięki wycofaniu się ze stawki MotoGP zespołu Grupo Francisco Hernando, w przyszłym roku wystawi własną ekipę w każdej z trzech klas. „Liczymy na dobre wyniki oraz na to, że będzie to długoterminowa umowa. Mam nadzieję, że dzięki swoim rezultatom, Héctor zasłuży na fabryczną maszynę. Dla naszego zespołu to jak sen, że będziemy rywalizować w każdej z trzech kategorii.”

Póki co 23’latek z Walencji zajmuje w klasyfikacji generalnej czwarte miejsce, a do tej pory trzykrotnie stawał na podium – w tym raz wygrał. Trzy razy wywalczył też pierwsze pole startowe. Tegoroczny sezon jest już jego piątym w „ćwierćlitrówkach”, a póki co najlepiej poszło mu dwa lata temu, kiedy to zakończył zmagania na piątym miejscu w tabeli generalnej. W roku 2004, jeżdżąc jeszcze w 125-tkach, wywalczył z kolei v-ce Mistrzostwo Świata.

„Ściganie się w MotoGP dla każdego zawodnika jest jak sen. Ducati jest bardzo konkurencyjnym motocyklem – dwa lata temu wygrali w końcu tytuł, więc mam nadzieję na dobre wyniki,” dodał z kolei #40. „Moim celem na początek będzie oczywiście jak najlepsze dopasowanie się do zespołu i maszyny. Teraz jednak koncentruję się na ostatnich sześciu wyścigach obecnego sezonu.”

Decyzja Héctora oznacza, że w przyszłym roku do stawki klasy królewskiej dołączy trzech kierowców z „ćwierćlitrówek”. Niedawno Bautista potwierdził swe starty na GSV-R, a Marco Simoncelli, obrońca tytułu mistrzowskiego walczyć będzie w barwach San Carlo Honda Gresini. Niektóre plotki wskazują też, że do MotoGP przejść ma także obecny lider tabeli generalnej klasy 250cc - Hiroshi Aoyama, który wówczas praktycznie na pewno ścigałby się na Hondzie.



Kolejna niewiadoma jest już Nam znana, Jorge Martinez będzie w przyszłym sezonie miał zespół w każdej klasie Zobaczymy na ile konkurencyjny będzie Hector w nowym zespole na trudnym mototcyklu Ducati Osobiście uważam że wybór Toni'ego Eliasa byłby lepszy dla nowej ekipy Martineza, ale czas pokaże kto miał rację

Power wears out those who do not have it.

Inne dyscypliny & Hazard

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Znawca
Szacuny 50 Napisanych postów 24518 Wiek 32 lat Na forum 13 lat Przeczytanych tematów 75482
Długo trwały spekulacje na temat tego, w jakim zespole klasy MotoGP startować będzie w przyszłym sezonie Alvaro Bautista. Wszystko wyjaśniło się w niedzielną noc po Grand Prix Czech. Hiszpański zawodnik podpisał kontrakt z zespołem Rizla Suzuki.

Nie ma wątpliwości co do tego, że Bautista jest bardzo utalentowanym zawodnikiem. Jego pozycja w świecie wyścigów motocyklowych jest wysoka, co gwarantowało mu wiele możliwości wyboru przed sezonem 2010. Wielu oczekiwało, że Alvaro pozostanie z Asparem i wspólnie realizować będą nowy projekt Ducati MotoGP, jednak były Mistrz Świata klasy 125cc zdecydował się na przejście do zespołu, którego pozycja w klasie MotoGP jest bardziej ugruntowana – Rizla Suzuki.

W wywiadzie udzielonemu stronie motogp.com, 24 – latek powiedział: ”Przez długi okres czasu było wiele plotek dotyczących mojej przyszłości. W końcu wyklarowały się dwie opcje – Aspar i Suzuki. Oczywiście chciałem, aby część szczegółów dotyczących projektu Aspar MotoGP została sfinalizowana przed podjęciem przeze mnie decyzji, ponieważ jestem bardzo szczęśliwy w zespole w klasie 250cc. W czasie pomiędzy Donington (kiedy Aspar potwierdził wystawienie zespołu w klasie MotoGP)a Brnem rozważałem wszelkie za i przeciw. To była bardzo trudna decyzja, jednak przejście do Suzuki oznacza współpracę z fabrycznym zespołem i patrząc ze sportowej perspektywy jest to to, czego chciałem, więc taki był mój wybór.”

”Jeśli chodzi o moje oczekiwania na następny sezon, to nie jestem jeszcze ich pewien, ponieważ wciąż koncentruję się na klasie 250cc. Wiem, że wszystko będzie dla mnie nowe, będę pracować z ludźmi, z których większość mówi po angielsku. Występowałem głównie w hiszpańskich i włoskich zespołach, tak więc to będzie duża zmiana, no i w końcu oczywiście motocykl będzie zupełnie inny. Będziemy musieli ciężko pracować w czasie przedsezonowych przygotowań. Jeśli Loris Capirossi będzie moim kolegą z zespołu, to będzie to dla mnie dodatkowy bonus. On jest Włochem, ma bardzo podobną do mnie osobowość i jest miłym facetem z ogromnym doświadczeniem, mogę się od niego wiele nauczyć." - dodał Alvaro.

Zapytany o to, co jego obecny pracodawca sądzi o decyzji podpisania kontraktu z Suzuki, Bautista powiedział: ”Cóż, sądzę, że rozumieją to, ale nie zgadzają się z tym. Jorge Martinez chciał, abym był jego kierowcą w klasie MotoGP i po czterech latach spędzonych wspólnie w klasie 125cc i 250cc, patrząc z perspektywy zawodowej, to wstyd nie iść wspólnie do klasy MotoGP. Ja jednak dokonałem wyboru i wierzę, że jest on dla mnie słuszny. Jorge jest wspaniałą osobą, a cały zespół jest niezwykle skoncentrowany, oni zaakceptowali moją decyzję.”

„Jorge powiedział mi – ‘to stanie się w przyszłym roku, ale my mamy jeszcze wiele do zrobienia w tym roku!’” - dodał Bautista.

Tymczasem, szef zespołu Suzuki Paul Denning, na temat podpisanego kontraktu powiedział: ”Jesteśmy bardzo zadowoleni z podpisania z Alvaro Bautistą kontraktu na następny sezon i jesteśmy podekscytowani planami na przyszły rok. Obecnie on jest związany umową z Panem Martinezem i zespołem Aspar, więc nie chcemy mówić zbyt dużo na ten temat, ponieważ on musi skupić się na pracy, aby zostać Mistrzem Świata klasy 250cc.”



Alvaro według mnie dokonał słusznego wyboru, lepiej startowac w zespole, który ma renomę i gwarantuje konkurencyjny w miarę motocykl, niż startowac od zera w tworzącym się dopiero co zespole

Power wears out those who do not have it.

Inne dyscypliny & Hazard

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Znawca
Szacuny 50 Napisanych postów 24518 Wiek 32 lat Na forum 13 lat Przeczytanych tematów 75482
Chris Vermeulen jest jedynym zawodnikiem, który wygrał wyścig kategorii MotoGP dosiadając Suzuki GSV-R. Mimo wszystko razem z końcem sezonu 2009, Australijczyk opuści zespół „Niebieskich” i najprawdopodobniej wróci do kategorii World Superbike.

Chris jest byłym mistrzem świata kategorii World Supersport, dziesięciokrotnie stawał na najwyższym stopniu podium w klasie World Superbike, a swój debiut w MotoGP zaliczył w zespole Camel Honda w 2005 roku. Następnie w sezonie 2006, Australijczyk dostał miejsce w zespole Rizla Suzuki, gdzie ściga się do tej pory.

W ostatnim roku funkcjonowania motocykli o pojemności 990cc, Vermeulen zdobył dwa Pole Position i jedno podium. W pierwszym sezonie „osiemsetek” Chris wygrał dla Suzuki wyścig podczas piątej rundy w Le Mans. Było to pierwsze zwycięstwo Suzuki od roku 2001, kiedy to Sete Gibernau był triumfatorem rundy w Walencji.

Trzy kolejne podia w roku 2007 pozwoliły mu na zajęcie szóstej lokaty w klasyfikacji generalnej, która jak się okazało była jego najlepszym końcowym wynikiem. Rok później wyniki Australijczyka trochę się pogorszyły. Sezon 2008 zakończył na pozycji ósmej, stając tylko dwa razy na podium. Obecny rok jest bardzo ciężki nie tylko dla samego Chrisa, ale również dla całego zespołu Rizla Suzuki. Żaden z kierowców dosiadających GSV-R nie stanął na podium w aktualnie trwającym sezonie.

Po ostatnim Grand Prix Czech ogłoszono, że Alvaro Bautista (obecny zawodnik klasy 250cc) będzie zawodnikiem Suzuki przez najbliższe dwa lata, a Loris Capirossi jest już bardzo bliski podpisania nowej umowy na sezon 2010. Te sytuacje sprawiły, iż Chris Vermeulen musi opuścić zespół Suzuki z końcem aktualnych mistrzostw.

„Chris na pewno opuści Suzuki” – oznajmił manager Vermeulena dla serwisu Crash.net - Phil Baker. „Uznaliśmy, że zmiana była potrzebna jeżeli Chris chce jeszcze jeździć w czołówce i walczyć o zwycięstwa, a jego najlepszą szansą na to jest dalsza jazda w MotoGP lub World Superbike” - zakończył Baker.

Mało prawdopodobne jest jednak, aby Chris dostał pracę w jakimś zespole MotoGP, więc raczej w przyszłym roku będzie go trzeba wypatrywać w stawce Superbike.

Power wears out those who do not have it.

Inne dyscypliny & Hazard

Nowy temat Wyślij odpowiedź
Poprzedni temat

F1 - Galeria sław: Rubens Barrichello

nutloveb