SFD.pl - Sportowe Forum Dyskusyjne

Michał Bańbuła - boks zawodowy z innej perspektywy..

temat działu:

Sztuki Walki

słowa kluczowe: , , , , ,

Ilość wyświetleń tematu: 3892

Nowy temat Wyślij odpowiedź
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 2 Napisanych postów 303 Na forum 14 lat Przeczytanych tematów 19899
Michał Bańbuła - polski bokser zawodowy. Pewnie nie wielu z Was kojarzy tego zawodnika. Nie ma zresztą w tym nic dziwnego, jeśli weźmiemy pod uwagę jego rekord: 11-25-4. Na twarzach pojawia się teraz uśmiech politowania, kolejny kelner w najlepszym przypadku Journeyman. Jednak boks to nie tylko tytuły, pasy, wielkie walki o mistrzostwa. Wszyscy nie mogą być na szczycie, muszą być jeszcze tacy zawodnicy którzy umożliwią innym zdobycie tego szczytu. Jeśli ktoś jest fascynatem tego sportu zdaje sobie sprawę że sportem w dzisiejszych czasach rządzi pieniądz i układy. Nie inaczej jest jeśli chodzi o boks. Poniżej przedstawiam dwa wywiady z Michałem które są warte uwagi, bynajmniej moim zdaniem.

Wywiad nr 1.
Kornel Matusewicz: Chciałbym porozmawiać z Tobą na temat Twojej ostatniej walki, ale ponieważ jesteś mało znanym w Polsce bokserem, to chciałbym, abyś na początek powiedział kibicom czym jest dla Ciebie boks zawodowy? Co zamierzasz w nim osiągnąć?

Michał Banbula: Czym jest dla mnie boks zawodowy? Czym? Kiedyś miałem jakieś tam śmieszne marzenia, ale życie rozwiało moje marzenia ha! ha! Po prostu boksuje, mam z tego dość dobre pieniądze, jak dla mnie, a zarazem robię to co lubię. Wprawdzie trenuję codziennie, ale jakoś nie przejmuję się walką. Z kim będę boksował, ile rund itd. Zawsze pytam o wagę i cenę reszta mnie nie interesuje. Co zamierzam osiągnąć? No co ja teraz mogę
osiągnąć z tym moim śmiesznym rekordem? Jak zaczynałem boksować jako pro, to oczywiście cos chciałem... Chciałem wygrać parę walk i dać sobie spokój, ale to jednak nie tak łatwo w Anglii! Można zbić zawodnika ale nie sędziego! Tak naprawdę to na tyle walk przegranych to góra pięć przegrałem, resztę - to sędziowie chyba sobie jaja robili! Ale to długa historia i nie chcę się tu nikomu żalić i usprawiedliwiać...Wynik idzie w świat! Zapraszam do Anglii Chlopaki! Sędziowie jak z polskiej ligi! Haha! Nieważne...

Kornel Matusewicz: Kto Cię promuje, kto trenuje...

Michał Banbula: Boksuję dla Jim Evens Promotion - on jest moim
menadżerem, jak i pomaga mi w treningach. Z reguły trenuję sam. To znaczy sam sobie ustalam treningi, Jim z reguły pomaga mi w ostatnim tygodniu przed walką. Trenuję wspólnie z Romanem Greenbergiem , Michaelem Sprottem, także jest się kogo doradzić. Co do promocji, to na tym poziomie nie istnieje żadna promocja. Ja już jestem jak to się tu mówi journey man, także czekam tylko na telefon i biorę każdą walkę. Im więcej przegrywasz, tym więcej walk. No niestety taka prawda.

Kornel Matusewicz: Opowiedz w takim razie o ostatniej walce. Justyn Hugh był Twoim rywalem, przegrałeś 60-55. Powiedz co się działo, czy werdykt jest obiektywny, no i jakie plany na przyszłość?

Michał Banbula: .Ostatnia walka... Co do tego pojedynku to muszę
przyznać, że tym razem naprawdę przegrałem. Chłopak nie był jakimś asem boksu, chociaż muszę przyznać był BARDZO silny! Walka była raczej nudna. On atakował ciosami prostymi, ja robiłem zejście z lewym sierpem. Jak byliśmy w półdystansie to klinczowałem. Na szczęście na tyle sprytnie, że sędzia myślał, że to jego wina! Dwa - trzy razy na rundę uderzałem lewy
podbródkowy i prawy prosty, co wchodziło bardzo czysto. Ogólnie walka słaba. Mogłem zaboksować o wiele lepiej, ale... Następną walkę mam za 3 tygodnie w o2 arena. David Haye będzie tam boksował, także musiałem się oszczędzać. Co do planów na przyszłość to nie mam jakichś konkretnych. Nie będę tu zgrywał Najmana, że mam jakieś plany... Po prostu boksować i nie dać sobie zrobić krzywdy! Wiem, że bije rezygnacja z mojej strony ale
jak na pierwsze 10 walk przegrałem 10, a wiem, że te 10 wygrałem to aż ręce opadają! Co mi pozostaje... Albo nie dać się trafić, albo gwiazdy na lodzie! Haha!

Kornel Matusewicz: Bardzo dziękuję Ci za wywiad i za szczerość.

Michał Banbula: Dzięki i pozdrawiam.
Źródło: przegladligowy.pl


Wywiad nr 2.
Kornel Matusewicz: Michał, w 2008 roku przeprowadzałem z Tobą wywiad, w którym powiedziałeś wiele szczerych słów o swojej karierze. Czy w Twojej karierze od tamtego czasu cokolwiek się zmieniło?

Michał Banbula: Kariera... (śmiech) Trochę mnie rozbawiłeś! U mnie po staremu, bo karierę to robi Doda. Ja chcę tylko przeżyć w życiu i w ringu! (śmiech)

KM: Anglicy określają takich bokserów jak Ty mianem yourneyman. Nie przeszkadza Ci ta rola? Nie wolałbyś mieć prowadzonej stopniowo kariery i wygrywać?

MB: Przecież ja na nawet na spodenkach mam napis „yourneyman". Śmieję się z tego, bo co mi pozostało?

KM: Widziałem kilka nagrań z Twoich walk i trzeba przyznać, że masz duże możliwości. Do tego dochodzi całkiem niezła kariera amatorska. Dlaczego dzieje się tak, że taki bokser jak Ty ma tak słaby zawodowy rekord?

MB: No słuchaj, to jest zwykły biznes. Jeżeli nie masz medalu z dużej imprezy w amatorach, to nikt nie podpisze z Tobą dobrego kontraktu. Taka jest prawda. Tu w Anglii wygląda to tak - sprzedasz dwieście biletów na swoją walkę, to ok - boksujesz u siebie, dadzą Ci zawodnika jakiego sobie sam wybierzesz i jest mało prawdopodobne, że przegrasz. Ja boksuję zawsze na wyjeździe, no i mój rekord znasz... To jak polska liga w piłkę nożną każdy każdego zna i zna niepisane reguły. Przegrywasz, widzisz wałek, wszyscy to widzą, no i co? Pieniądze w kieszeń i domu! Jak będziesz robił sceny z tego powodu, to już nikt cię na swoją galę nie zaprosi, prawda?

KM: Wiele Twoich pojedynków obfituje w sędziowskie przekręty. Chyba jesteś najczęściej oszukiwanym polskim bokserem. Dlaczego sędziowie w Anglii nie zachowują się w sposób obiektywny?

MB: Na to pytanie już Ci po części odpowiedziałem. Fakt, jestem
najczęściej oszukiwany, bo też walczę najczęściej z Polaków, ale tu jest takich chłopaków jak ja bardzo dużo i nie mam na myśli tylko Polaków. Może nie będę wymieniał tutaj nazwisk, ale jeżeli wejdziesz na boxrec i widzisz, że taki bokser na Wyspach przegra jednym - dwoma punktami, a boksował na wyjeździe, to możesz być pewny, że to był wałek.

KM: Dlaczego walczysz wyłącznie na rynku brytyjskim?

MB: Miałem kilka ofert Niemiec i Francji, ale na miejscu lepiej płacą. Poza tym mój menager stąd pochodzi, tu go znają, więc raczej oferty płyną z Anglii.

KM: A co sądzisz o boksie zawodowym w Polsce?

MB: No niektórzy chłopacy to po rekordach muszą być naprawdę kozaki! (śmiech) A tak na poważnie to jest kilku dobrych zawodników. Bardzo fajnie boksuje młody Mateusz Masternak. Ma dobry lewy prosty i widać, że myśli w ringu. Jackiewicz też zasługuje na uznanie. Może z tych niektórych wypowiedzi w wywiadach, mogę sądzić, że nie jest mistrzem intelektu (śmiech), to jednak widzę, że jest bardzo ambitny i pracowity. On chyba nawet więcej zawdzięcza ciężkiej pracy niż talentowi. A zaczynał
tak jak ja (śmiech). Ale naprawdę dobry chłopak! No i oczywiście mój dobry kolega, czyli Grzesiek Proksa. To jest olbrzymi talent, widzi dosłownie wszystko w ringu. Jak nie zrobi tytułu Mistrza Świata, to się chyba na niego obrażę! (śmiech) Więcej to ja nikogo nie widzę takiego dobrego jak sugeruje rekord. Nie wspominam o Adamku, Włodarczyku, albo Sosnowskim, bo to już inna liga, więc nawet nie muszę mówić. Rekord to może każdy mieć trzydzieści do zera. Potrzebny dobry promotor i wszystko załatwi!

KM: Myślisz, że gdybyś walczył w Polsce, to też miałbyś nieskazitelny rekord?

MB: Nie wiem, bo nie zależałoby to ode mnie, tylko od promotora! (śmiech) Na pewno można do pewnego momentu nabić czysty rekord. Wiadomo też, że z walki na walkę zawodnik się uczy. Niestety w walkach o tytuł często prawda wychodzi na jaw. Przykładowo ostatni przeciwnik Khana. Chyba każdy widział i rekord i umiejętności. Rozumiesz, co mam na myśli.

KM: Można więc powiedzieć, że rekord nie jest wyznacznikiem klasy
zawodnika. Gdybyś miał się więc pod względem umiejętności sklasyfikować wśród naszych bokserów, to które miejsce byś sobie przydzielił?

MB: No na boxrecu jestem czwarty. Wyprzedza mnie Soszyński, Kostecki i Kuziemski. Co ja na to? (śmiech) Ale Ty mnie podpuszczasz... Powiem Ci tylko tyle, że Kuziemski byłby dla mnie nie do przejścia.

KM: W piątek pojedynek ze Stevie McGuire'm, który niedawno walczył o pas wspólnoty brytyjskiej. W Twoim ostatnim pojedynku utarłeś nosa niejakiemu Jonowi Ibbostonowi. Czy myślisz, że w piątek też będzie taka szansa?

MB: Teraz będzie trochę kabaretu (śmiech). Walki nie będzie, bo ten kozak o rekordzie 12-1-1 się boi boksować ze mną - yourneymanem! Długa historia z tą walką. Dwa tygodnie temu dostałem ofertę tej walki i miałem zrobić 79,5kg, a po świętach ważyłem 90, bo przytyłem. Schudłem do 83kg. Dzwonią, że walki nie ma. Przytyłem do 87kg, a oni dzwonią, że jest, ale mogę mieć 82kg. A za dwa dni powiedzieli, że jednak walki nie mam. Teraz
największy paradoks. Wygrałem z Ibbostonem i teraz prawie 2 miesiące nie boksuję, bo tak to właśnie w Anglii działa! Całe życie sędziowie nie dadzą ci wygrać, a jak już się któryś zlituje, to przez to nie masz ofert.

KM: Masz jeszcze jakiś cel w boksie zawodowym, czy spokojnie czekasz na kolejny telefon z ofertą?

MB: Cel mam! Zrobić 100 walk i może sobie dać spokój z boksem. Pobawię się trochę w klatkach. Trenuję od jakiegoś czasu ju-jitsu. Może za trzy - cztery lata powalczę w klatkach, ale to tylko plany. Na razie mój poziom w tej dyscyplinie to jest coś jak Najman w MMA, czyli potrafię odklepać w locie (śmiech)!

KM: Byłeś bliski zdobycia mało prestiżowego pasa International Masters, ale znów przeszkodzili Ci nieobiektywni sędziowie. Żałujesz tego? Taki pas to przynajmniej fajna pamiątka?

MB: No trochę żałuję, bo zawsze to jakiś pas. Pasek od spodni jak to mawia pewien mój... „ulubiony" komentator (śmiech). Przegrałem jednym punktem, usta miałem rozcięte od trzeciej rundy i bardzo krwawiłem. Sędzia się „zlitował" i pozwolił walczyć. Walkę wygrałem bez pytań, no ale cóż... Tak myślę, żeby może te walki powrzucać na youtube? Żeby potem czytelnicy nie mówili, że siedzi jakiś koleś i opowiada głupoty.

KM: Spróbuj przypomnieć sobie swój zawodowy debiut i tym samym pierwszą zawodową porażkę. Co czułeś po tej przegranej, kiedy to miałeś pewnie spore marzenia i ambicje? A z drugiej strony przypomnij sobie jedną ze swoich ostatnich porażek, nawet nieuczciwą, kiedy już na wynikach przestało Ci zależeć. Jak te wrażenia po walce zmieniły się na przestrzeni blisko 5 lat kariery.

MB: No ciekawe pytanie. Wtedy po pierwszej walce to byłem strasznie rozczarowany, myślałem, że może to wszystko się jakoś wyjaśni, że sędzia jest upośledzony, czy naprawdę coś takiego. A po ostatniej walce? To było z Craig Denton, chyba 7-0 rekord, „przypadkowo" przegrałem jednym punktem. I wtedy po walce nawet się cieszyłem, bo miałem już

zarezerwowaną walkę z Ibbotsonem. Jakbym wygrał to pewnie Ibbotson by się wycofał, a tak? Chłopak zapłacił za mój weekend z dziewczyną w Paryżu!

KM: Na koniec jeszcze jedno. Sparujesz z Pawłem Trebińskim. Który z Was jest lepszy?

MB: Tak, z Pawłem bardzo dobrze się znamy. Sparujemy tak co dwa tygodnie, bo przyjeżdża do nas. To mój kolega, więc nie odpowiem kto jest lepszy. Paweł kiedyś ze mną wygrał na zawodowstwie, to wynika, że on. Już się chyba nagadałem co?

KM: Też tak sądzę. Dziękuję za rozmowę.

MB: Dzięki.
Źródło: boxingnews.pl

Rzuca się w oczy, że facet podchodzi z lekkim dystansem do tego co robi, daje się odczuć żartobliwy ton w jego wypowiedziach. Może to taki mechanizm obronny a być może forma okazania rozczarowania jakie zafundował mu świat boksu. Chciałbym zobaczyć choć kilka z jego walk żeby móc w miarę obiektywnie odnieść się do jego słów. W każdym bądź razie życzę mu powodzenia, gdyż sam nie wiem czemu ale zdobył moją sympatię. Jak donosi jeden z najpopularniejszych polskich serwisów bokserskich Michał Bańbuła celuje w wygranie Prizefightera. Trzymam kciuki!!

Dla zainteresowanych na YT można obejrzeć Michała w akcji

Zmieniony przez - Pakofak w dniu 2011-01-26 14:12:50

Na sportowo.. Tygodniami..

Ekspert SFD
Pochwały Postów 686 Wiek 32 Na forum 11 Płeć Mężczyzna Przeczytanych tematów 13120
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 1 Napisanych postów 793 Wiek 35 lat Na forum 18 lat Przeczytanych tematów 23741
Coś w tym musi być, jeżeli są mega wprost niewyobrażalne wałki które mamy nieszczęście wszyscy oglądać w walkach na dużych galach transmitowanych w TV, to co dopiero na jakiś lokalnych galach. Lepiej nie myśleć co tam się dzieje.

Szkoda takich bokserów, ale to już chyba bokserska tradycja oszustwa, wbieganie niemieckich promotorów na ring którzy wiedzą przed ogłoszeniem werdyktu kto wygrał itp. cyrk, chore sytuacje aż szkoda gadać.
A o dziwo pomimo tych skandali i innych szopek boks dalej jest popularny.
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 1 Napisanych postów 5454 Wiek 9 lat Na forum 10 lat Przeczytanych tematów 26001
Na razie mój poziom w tej dyscyplinie to jest coś jak Najman w MMA, czyli potrafię odklepać w locie (śmiech)!

haha;D
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Znawca
Szacuny 34 Napisanych postów 7667 Na forum 17 lat Przeczytanych tematów 81617
Fajne wywiady. Aż nie sposób kolesia nie polubić.

A w UK rzeczywiście tak jest.
Nowy temat Wyślij odpowiedź
Poprzedni temat

Ścięgna

Następny temat

godziny

injelly