SFD.pl - Sportowe Forum Dyskusyjne

George Foreman-Największy wybryk natury w historii wagi ciężkiej.

temat działu:

Sztuki Walki

słowa kluczowe: , , , , , , ,

Ilość wyświetleń tematu: 30073

Nowy temat Wyślij odpowiedź
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 6 Napisanych postów 580 Na forum 11 lat Przeczytanych tematów 7237
porównaj se tamto z tym...



Siła+Wytrzymałosc vs Siła Wytrzymałosc Dynamika Szybkosc
Foreman odpada

Nie zaczniesz Dzisiaj - Nie zaczniesz Nigdy!

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Ekspert
Szacuny 90 Napisanych postów 4264 Na forum 10 lat Przeczytanych tematów 21651
argument z dupy.Można porównać też Holyfielda styl i Tysona niby lepiej wyglada tyson,a skończyło sie...wiadomo jak.Co z tego,ze Mike miał taki styl skoro nie potrafił go w pełni wykorzystać z tuckerem i innymi,bo...byli za dobrzy.Przeczytałeś art jak to mike nie chciał walczyc z Foremanem ?Co mam jeszcze polecieć do Stanó i Mike'a sie pytać ??

George Foreman w roku 1973 nie miał rzecz jasna fizycznej możliwości spotkać się z Mikem Tysonem z roku 1988 w ringu, gdyż najprawdopodobniej obaj ulegliby anihilacji wskutek paradoksu czasowego wywołanego zakłóceniem kontinuum czasoprzestrzennego. Mogli jednak walczyć ze sobą w roku 1990 bez zakłócania zasad mechaniki kwantowej, kiedy Mike już podrósł (i zmężniał). Wtedy jednak jak wieść gminna niesie, nieustraszony "Żelazny" stał się na chwilę nieco mniej nieustraszony. Stan ten wywołały u niego dwa słowa: George Foreman.
Świadkowie tamtych historycznych wydarzeń, choć niechętnie, odkrywają po latach mroczne sekrety. W czerwcu 1990 (dokładnie w dniu walki Holyfield-McDonagh), spotkali się na popołudniowej przekąsce: Frank Lotierzo (dziennikarz sportowy specjalizujący się w boksie), Lou Duva, Georgie Benton (trenerzy bokserscy) oraz Bobby Goodman (działacz bokserski, organizator imprez z firmy Dona Kinga). W pewnym momencie, pomiędzy kotletem a surówką, rozmowa zeszła na temat pojedynku, nad którym najsłynniejszy amerykański promotor aktualnie pracował. Chodziło o spotkanie George'a Foremana z Mikem Tysonem. Benton zapytał:" Bobby, co jest z Foremanem i Tysonem, dlaczego nie walczą szesnastego? Przecież to chyba ich ma obecnie King na tapecie?" Goodman przełknął kawałek ogórka i odrzekł: "Georgie, nie uwierzysz, ale Tyson sra w gacie przed Foremanem (scared shitless of Foreman) i nie chce mieć z nim nic wspólnego. Byłem przy tym jak Don próbował namówić go na tę walkę. Powiedział chłopakowi, że Foreman reprezentuje dużą kasę, jest także stary i wolny więc nie będzie problemu. Mike na to wstał i zaczął krzyczeć na Kinga: >>Nie będę walczył z tym pieprzonym zwierzem (f***in' animal). Sam walcz, jak tak kochasz tego ********a!<<" Goodman stwierdził następnie, że według Tysona Forman jest lepszy niż ludzie sądzą i cała aktualna czołówka wagi ciężkiej ma podstawy by się go obawiać. Mike miał także wyrazić o Foremanie taką oto opinię: "to wilk w owczej skórze - próbuje przekonać opinię publiczną, że jest słaby i łatwy do pokonania, tymczasem nie ma nic bardziej mylnego".
Zdaniem Bobby'ego Goodmana była jeszcze jedna przyczyna, dlaczego Tyson nie chciał mieć nic wspólnego z "Wielkim" Jerzym. Otóż, kiedy żył Cus D'Amato, na okrągło puszczał Mike'owi walkę Foreman kontra Frazier. Tyson uwielbiał ją oglądać, ponieważ był zachwycony siłą Foremana i charakterem Fraziera, który wstawał i ruszał do ataku każdym knock-downie. Cus tłumaczył wtedy cierpliwie swemu podopiecznemu, że " dla niskiego, walczącego ofensywno-"rzęsistym" stylem zawodnika jak Marciano czy Frazier, stawanie przeciwko Foremanowi to zwykłe samobójstwo". Nie wyobrażał sobie nawet, by ten mógł być kiedykolwiek przeciwnikiem Mike'a - ścieżka kariery rozrabiaki z Brooklynu nie przewidywała spotkania z groźnym zabijaką z "Krwawej Piątej" w Marshall. Cus przekonywał, że tylko wysocy, walczący na dystans zawodnicy mają jakieś szanse wyjść cało ze starcia z Georgem Foremanem.
Na marginesie, nie mogło być też tak, jak napisał wcześniej jeden z dyskutantów, że opiekunowi Mike'a "chodziło o dostanie Holyego w okresie 88-91 r." ponieważ D'Amato zmarł w 1985 roku, a wtedy Holy odbywał staż łomocząc pracowicie kelnerów w wadze lekkociężkiej i świat miał o nim dopiero usłyszeć.
Zdaniem Lotierzo, który był blisko ludzi z kręgów boksu w USA, znających zarówno "Iron" Mike'a jak i "Big" George'a, jest faktem bezspornym, że "Bestia" bał się walczyć z czterdziesto jedno letnim Foremanem - tym samym, którego nie przestraszył się i rok później zwyciężył Evander "The Real Deal" Holyfield (podobnie postąpił on z Żelaznym", ale to już inna historia). Zdaniem tych samych ludzi, Foreman najprawdopodobniej znokautowałby Tysona w ciągu trzech rund.
Foreman miał niesamowitą krzepę, był jednym z najsilniejszych pięściarzy wagi ciężkiej. Na pewnym filmie można zobaczyć, jak w czasie treningu wersji "Foreman II" (wiek ok 40 lat) wbiegał pod górę holując za sobą jeepa. Fakt, w ringu był niezbyt szybki i finezyjny, ale miał cios, który odrywał przeciwników od maty lub ich głowy od tułowia. Był też odporniejszy na uderzenia niż Tyson, co w zestawieniu z większym sercem do walki dało widowisko, jakiego byliśmy świadkami w 1976 r. ze współudziałem Rona Lyle'a. We wspomnianym wcześniej pojedynku Foreman kontra Holyfield , "dziadek" przyjął w trzeciej rundzie centralnie na szczękę wszystko co Holy miał w sobie najlepszego, lecz na jego twarzy zagościł nieledwie przelotny grymas zdziwienia.
Przede wszystkim zaś "Big" George posiadał silniejszą psychikę niż "Iron" Mike. Był to pięściarz, który nigdy się nie cofał i nie znał strachu. Chłodny i opanowany w każdej sytuacji - prawdziwy zimnokrwisty "morderca". Pod tym względem stanowił alter ego "Bestii", gdyż ten zmieniał się w "mrocznego frustrata" kiedy sytuacja na ringu nie układała się po jego myśli.
Foreman to taki "Tyson" lat siedemdziesiątych, zwanych "złotą erą wagi ciężkiej", tylko straszniejszy. Było to jednak przed epoką MTV, która wykreowała "Bestię" niczym objazdowy cyrk na kółkach (nie przeczę, że bardzo dobrego boksera) do postaci rodem ze starożytnej mitologii. Herkulesa jednak bardziej przypomina George Foreman (co prawda wiemy, że nie był on murzynem, jednak nie możemy tego stwierdzić z całą pewnością) :wink:

Coś jest w tych dwóch momentach.Co prawda Holy bardziej nakoksowany(waga zwiększa się z wiekiem),ale i łysy i starszy i wolnoiejszy,co prawda w innym momencie walki,ale...

od czasu 6:55 minut i też pół minuty do końca rundy...





od 3:50 minut i George sie nie dal w następnej rundzie i ma 42 lat przy 30 Mike'a...a Holy ma 29...duże łapy dobrze bronią i ta czacha,postura pomaga w obronie,Foreman w jak sam raz do zniszczenia stylem i warunkami na Tysona,na pewno Foreman ma większe serce do walki...











Zmieniony przez - Cezi1987 w dniu 2009-05-22 20:36:16

Zmieniony przez - Cezi1987 w dniu 2009-05-22 22:50:27

Zmieniony przez - Cezi1987 w dniu 2009-05-22 22:51:06

Zmieniony przez - Cezi1987 w dniu 2009-05-22 22:54:59

Zmieniony przez - Cezi1987 w dniu 2009-05-22 22:57:14

Zmieniony przez - Cezi1987 w dniu 2009-05-22 22:58:34

Zmieniony przez - Cezi1987 w dniu 2009-05-22 23:00:57
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Kask ZASŁUŻONY
Znawca
Szacuny 32 Napisanych postów 3395 Na forum 18 lat Przeczytanych tematów 21094
Cezi1987 masz zdrowie - dobry art.

Andrew3 no wlasnie dzieciak ze wzrostem 178 i tu widac cala Twoja fascynacje Tysonem a Twoj art. jest spoko tyle ze jak pisalem legenda - za pare lat bedzie jeszcze wieksza ...
To ze Tyson zostal znokautowany nie niczym nadzwyczajnym oczywiscie mozna sie podniecac ze po tak licznych jego nokautach znokautowal go nikt ale urasta to do rangi nie wiadomego jak fascynujacego KO
Wielu ciezkich mialo za soba kariere amatorska a Tyson sie nie zakwalifikowal na IO i od razu zrobili z niego krola.

Nie spij, bo ci garnek zlota podrzuca.

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Ekspert
Szacuny 90 Napisanych postów 4264 Na forum 10 lat Przeczytanych tematów 21651
Żeby nie było,ten art w 100% nie jest mój,a źródło podałem,na poprzedniej stronie óśmej.Teraz znowu go wkleiłem,bo nie każdy czyta tu wszystkie strony i zginął by w gąszczu.Mam farta,że ktoś to przetłumaczył oraz oddał samo sedno,bo już chciałem to tłumaczyć sam(harówka,by była).



Polecam prześledzenie całej tu dyskusji na forum...na linku poniżej...

[http://www.boxing.pl/forum/viewtopic.php?f=3&t=2350&start=60] 

źródło-przetłumaczone przez kogoś w linku powyżej





oryginał angielski

[http://www.eastsideboxing.com/boxing-news/lotierzo1609.php] 

Teraz już zawsze będę pamiętał,by za każdym razem,było źródło pod jakimkolwiek artem albo nawet materiały jakimi się posiłkowałem przy mojej produkcji.ALL RIGHT RESERVED

Zmieniony przez - Cezi1987 w dniu 2009-05-23 20:02:22

Zmieniony przez - Cezi1987 w dniu 2009-05-23 20:04:50

Zmieniony przez - Cezi1987 w dniu 2009-05-23 20:06:43

Zmieniony przez - Cezi1987 w dniu 2009-05-23 20:21:08

Zmieniony przez - Cezi1987 w dniu 2009-05-23 20:22:08
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 14 Napisanych postów 4568 Na forum 11 lat Przeczytanych tematów 34748
Nie jestem aż takim fanem i znawcą boksu ale jestem fanem Tysona, i znam się trochę na ludziach, sam niejedno przeszedłem i niejedną jazdę miałem, więc wypowiem się.
Fenomen Tysona wynika z jego psychiki. Tak samo z tej psychiki wynika styl jego walki. Popatrzcie na życie Tysona, ile razy nerwy mu puszczały, do ilu ludzi wyskakiwał poza ringiem, albo słynna sprawa z uchem Holly'ego.
Co do gadania "to nie ten Tyson" to wystarczy obejrzec walkę z Lewisem i chociażby z Gołotą i porównać z okresem PRIME, aby przekonać się jak powolny, ostrożny i "strachliwy" stał się Żelazny Mike. Mimo to wystarczyło to by spędzić z ringu tak dobrego boksera jak Andrew.
Tyson był silny, był szybki, itd. Ale tak naprawdę zawsze był niezrównoważony. Kiedy cały ten potężny ładunek emocji, złości, swoich "demonów" (jak zwał tak zwał) wkładał w trening i walki, otrzymywaliśmy boksera o ciosie który do dziś jest uznawany za jeden z najsilniejszych w historii - o ile nie najsilniejszy, niezwykle dynamicznego i absolutnie nieustraszonego, który bez wahania wchodził w przeciwnika, parł do przodu,unikał jego ataków prąc cały czas i - dopadał go. Taka kombinacja jest autentycznie nie do powstrzymania, i nie ma to nic wspólnego z klasą przeciwnika. Był za zwinny żeby go złapać w celownik, a on sam wykorzystywał każdą lukę.
Oczywiście gdyby nie był tak silny i dynamiczny wyglądałoby to inaczej, ale był.
Problemem było to, że tak potwornego skupienia i woli walki nie utrzyma się długo bez motywacji. Tyson wbił się na szczyt przebojem, wszyscy srali ze strachu na sam dźwięk jego nazwiska.
Osobiście jestem zdumiony że wygrywał tak długo nawet z gorszymi bokserami. Pieniądze, kobiety, prochy, wóda i tłum fanów. Był królem. Po co sie dalej starać? Ok, powiecie że to nie pierwszy chłopak z biednej dzielnicy który zrobił karierę w boksie. Ale tamci byli normalni, po prostu. Mike miał potężne skłonności autodestrukcyjne, póki wkładał wszystko w trening, walkę, było ok. Ale potem wszystko się rozleciało.
Dlaczego Tyson "bał się Foremana"? Osobiście uważam że okres PRIME Tysona był sporo krótszy niż się ogólnie przyjmuje. Gdy stracił parę i zaczął myśleć
Myślę że po prostu skrzyżowanie rękawic z kimś, kto był w jego oczach legendą boksu, mocno Go onieśmielała. Zrozumcie, że Tyson, mimo całego gadania, nigdy się nie uwazał za "kogoś". On zawsze uważał się za kogoś gorszego, zwykłego śmiecia. Na ringu udowadniał sobie i innym że jest inaczej, że jest kimś, że należy Go szanować. Dlatego tyle w to wkładał.
Foreman to była inna bajka. To był ktoś, kogo Tyson szanował, po prostu. Nie potrafiłby chcieć Go zniszczyć na ringu, a Tyson "normalnie" walczył cienko....
Podsumowując: uważam że Tyson był najlepszy w historii. I mógłby pobić każdego. Ale właśnie to, co stworzyło z Niego niepokonanego boksera, zniszczyło Go jako człowieka. Za wszystko trzeba płacić.
Styl walki w duzej mierze wyraża psychikę boksera, jego wnętrze (głębokie, wiem ) Spójrzcie na Alego, Foremana, Tysona.
Kibice to ludzie, a ludzie tak naprawdę kierują się w życiu emocjami, nie rozumem
Nie bez powodu Tyson, jego walki, tak przemawiają do wszystkich, nie bez powodu ma tylu fanów, nie bez powodów jest uważany za najlepszego.
Jak to wielu już udowodniło w tym temacie, jest wielu bokserów którzy mieli większe dokonania. Ale to Tyson był fenomenem
I w szczycie formy pokazywał to, czego nikt inny na szczycie sobą nie pokazał i już pewnie nie pokaże. Bo psychika Tysona nie nadaje się na psychikę sportowca. On sam zresztą o tym wie, co widać po jego staraniach "uczłowieczania się" . Nawet gdy wszyscy nazywali Go Bestią, zagrał sam siebie w epizodzie w serialu "Webster" gdzie pokazał się bardzo łagodnie, wbrew swojemu wizerunkowi. Popatrzcie też np na epizod w trzeciej części Krokodyla Dundee
Tyson próbuje i stara się znaleźć w sobie łagodność, humor i człowieczeństwo. Niby nic, ale u człowieka który niemal całe życie starał się zniszczyć sam siebie i wszystkich wokół - to właśnie budzi mój największy szacunek
Pozdro

Zmieniony przez - tygrum w dniu 2009-05-24 14:00:16

Witalij Kliczko na prezydenta Ukrainy !!!

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 6 Napisanych postów 580 Na forum 11 lat Przeczytanych tematów 7237
zaj****scie to wszystko opisales
sog

Zmieniony przez - Modboy w dniu 2009-05-24 14:52:39

Nie zaczniesz Dzisiaj - Nie zaczniesz Nigdy!

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Ekspert
Szacuny 90 Napisanych postów 4264 Na forum 10 lat Przeczytanych tematów 21651
tygrum-bardzo dobry tekst twój i zgadzam się z nim w prawie 100 procentach.Jest to według ciebie najlepszy bokser w historii i według modboya i innych ,i szanuje wasze zdanie i chociażby nie wiem co to i tak go wam nie zmienię.Jednakże czyż wielkość boksera nie mierzy się nie tylko w jego PRIME,ale w całym jego życiu ?Wielcy mistrzowie zawsze walczyli dobrze po 30-stce,ale nie Mike,ale z drugiej strony nie było mistrza,który by tak wcześnie zdobył pas.Taka już jego uroda szybko wspiął się na piedestał i szybko z niego spadł.Walczył jak maszyna,ale wydaje mi się,że na zbyt dużych obrotach i szybko się spaliła ta maszyna.Rzeczywiście miał przechlapane życie prywatne.

Jednakże człowiek legenda - cus d'amato,który jak nikt inny znał słabości Mike,widział jego wszystkie mankamenty -cholernie nie wyobrażał sobie kiedykolwiek by Mike mógł stanąć w szranki z Foremanem-wnioski wyciągnij już sobie sam(gdy bestia spotka jeszcze większą bestię zmienia się w szarą myszkę).Ponadto bokserzy rozłożeni przez mike'a to nigdy nie byli i nie będą wybitni bokserzy.A nie widziałem Mike,a który kiedykolwiek lądował na dechach(jak porządnie dostał to nie potrafił wrócić w rytm walki-mroczny frustrat) i wygrywał walki,a to jest element boksera wszechczasów-jego serce.Ponadto nie rozłożył jakiegos dobrego punchera nawet starego Foremana,ale Mike się go bał czyli jego mit nieustraszonej bestii i najniebezpieczniejszego człowieka na ziemii trochę na wyrost ,dlatego myśle,ze to mit wymyślony przez ludzi czasów MTV,a gdyby w czasach MTV walczył Foreman ?...No właśnie,a co by było gdyby...hehe.

Miedzy innymi dlatego Mike nie jest dla mnie wielki,bo bał sie Foremana.Riddick Bowe nie stał sie wielki,bo odmówił walke z Lewisem i zwakował pas(dostal od Lewisa baty na olimpiadzie).
Co dobrze zauważył jarzynek ,Lewis nie chciał dać rewanzu Vitalijovi co jest jedyną skazą w jego karierze .Muhammad Ali i Evander Holyfield nikogo się nie bali i dlatego ich stawiam wyżej od kogokolwiek i wygrywali...Pozdro

Zmieniony przez - Cezi1987 w dniu 2009-05-24 16:44:42

Zmieniony przez - Cezi1987 w dniu 2009-05-24 16:47:28

Zmieniony przez - Cezi1987 w dniu 2009-05-24 16:51:23

Zmieniony przez - Cezi1987 w dniu 2009-05-24 16:53:34

Zmieniony przez - Cezi1987 w dniu 2009-05-24 17:18:03
Nowy temat Wyślij odpowiedź
Poprzedni temat

Chcę iść do pracy w wojsku, a teraz muszę wybrać kierunek... :)

Następny temat

Zapasy na wesoło ;-)

Fruzelina