Jak ja miałam wstrząsnienie mózgu to przez dwa dni w ogóle leżałam, bo jak tylko siadałam albo nawet podnosiłam głowe to miałam zawroty i nudności, o dłuższym chodzeniu w pionie nie było mowy, przez kilkanaście dni miałam b. silną chorobę lokomocyjną (przejechanie pół godziny autobusem to był nie lada wyczyn

). W ogóle pierwsze godziny to mi sie tak dziwnie chodziło, jakby nie było grawitacji, heh, tzn. zero poczucia pionu, kierunków, tego gdzie jest lewo, prawo, góra dół...
Pomijając już zaburzenia równowagi, problemy z wysławianiem się, i hehe mysleniem i pamięcią w ogóle (mówiłam np. 'podaj mi to białe', bo zapominałam słów; albo w połowie zdania czy słowa zapominałam, o czym mówiłam na poczatku

, no jak kaleka dosłownie, ale takie ostre jazdy 'dziur w mózgu' miałam tylko przez 2-3 dni...).
Potem przez miesiąc w ogóle nie było mowy o ćwiczeniu, bo po kilku minutach zawroty głowy i nudności, itd. Po trzech miesiącach jeszcze nie mogłam sobie pozwolic na pełny wysiłek fizyczny, i miałam jeszcze np. gorszą równowagę niż wcześniej.
Przez jakieś pół roku miałam lekkie zaburzenia wzroku, potem stopniowo zniknęły.
W każdym razie po wstrząsnieniu najważneijsza jest na początku obserwacja, przez pierwsze 48 godzin bodajże. Chodzi o to, że dopiero w tym czasie (a nie zaraz po uderzeniu), moga się ujawnić różne powikłania, itd., jak np. może się okazać, że się robi jakis krwiak w mózgu czy coś. W praktyce wyglada to tak, że trzeba się niepokoic, jak nastepuje nagłe pogorszenie stanu osoby w ciągu pierwszych dwóch dób od urazu, zamiast delikatnej poprawy (chociaż nie ma co liczyć na szybkie ustapienie objawów, to musi trochę potrwać - oczywiscie to zalezy od siły urazu, ja miałam dosc mocny).