SFD.pl - fitness, kulturystyka, trening, dieta i suplementacja

tommo666 / dziennik / bieg po zdrowie

temat działu:

Trening dla początkujących

słowa kluczowe: , , ,

Ilość wyświetleń tematu: 9073

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 5 Napisanych postów 1015 Na forum 10 lat Przeczytanych tematów 2585
No to jadziem z dzienniczkiem - brakuje mi takiego miejsca w sieci, gdzie mogę wypisywać co robię i jak to robię :D

Uuu, tu widzę trzeba wg jakiegoś schematu pisać o sobie... no to info "permanentne". Przez x lat trenowałem przeróżne sporty walki, ostatnie latka spędziłem całkowicie zakopany przed komputerem, jak przystało na grzecznego admina. Parę lat bez wychodzenia na słońce, na diecie czipsy + cola, dodatkowo za szafką koło okna wyrósł grzyb na który miałem, jak się okazało, bardzo silną alergię. Skończyło się dość poważnym załamaniem zdrowia, m.in. początki astmy, niedoczynność tarczycy, wycieńczenie organizmu - jak zawsze przy alergii. Poskładałem nieco zdrowie do kupy, jakoś pół roku temu postanowiłem wrócić do formy. Swoje lata już mam (34), więc sporty walki raczej odpadają - wybór padł na bieganie.

Yyyy... info aktualne? Stan zdrowia po chorobie i latach śleczenia nad kodem komputerowym zostawiły po sobie spustoszenie :D Jak zaczynałem biegać, nie byłem w stanie kilometra pokonać bez zadyszki, do tego bardzo wolnym tempem. Po 3 miesiącach już biegałem na treningach półmaratony poniżej 2 godzin. Stan na jesieni - przy tętnie 78% kilometr pokonywałem w około 6 minut (dla tych co nie wiedzą, tętno 78% to nie jest w zasadzie bieg tylko taki trucht, można nim śmigać i 100 km). Czas na kilometr - 3 minuty 30 sekund.

Jest zima, więc biegać nie bardzo jest gdzie i jak - chyba, że ktoś chce zaryzykować zapalenie oskrzeli. Dla mnie szaleństwo biegania skończyło się solidnym przetrenowaniem, nie wykazałem się inteligencją i trenowałem dalej pomimo wyraźnego sygnału żeby przestać - efektem był najpierw spadek hematokrytu poniżej 40, potem silne przeziębienie, pierwsze od chyba 7 lat. Skoro nie biegam, po co piszę? Ano postanowiłem wzmocnić pozostałe mięśnie w organizmie, kupiłem na allegro 2 regulowane hantle po 15 kg i robię trening "na masę" :P Efekty pierwsze już są, po niecałych 2 miesiącach machania żelastwem i baaaardzo obfitych posiłków waga skoczyła z ~64kg do ~70 kg, sylwetka w lustrze mocno się poprawiła, hematokryt ładnie powędrował powyżej 48 (a jeszcze cała hemoglobina się nie unormowała).

Sporo będzie w dzienniku informacji z pogranicza medycyny, jako że mocno się ową szlachetną nauką interesuję - musiałem, po pół roku biegania po lekarzach i wydaniu ponad 1000 zł na różne badania i leki polecane i przepisywane przez nich, bez żadnej poprawy zdrowia, musiałem się podstaw medycyny po prostu nauczyć. Efekt - w kilka tygodni trafie zdiagnozowałem co mi dolega, potwierdziłem odpowiednimi testami i po prostu wyleczyłem :D

Co jeszcze.... podam może wymiary sprzed 2 miesięcy, zanim złapałem się za żelazo:

łydka - 33,5
udo - 50.5
lewy biceps - 28,5
klata 95/101 (cholera wie, czy dobrze mierzę)
talia 82
szyja 38

waga ~64 kg, %bf 6-7, wzrost 179 cm

Dieta

Jestem wegetarianinem który odrzuca również wszelkiego rodzaju nabiał (wszystko, co ma coś wspólnego z mlekiem), najchętniej odrzuciłbym też jajka, ale po prostu nie ma w kraju odpowiednio taniego białka roślinnego które jest równie tanie i równie łatwo się je przygotowuje, dlatego też 2-3 jajka dziennie ładuję do jadłospisu.

Moja dieta jest niemal kompletnie pozbawiona tłuszczu, jest go tyle ile występuje naturalnie w produktach - nie używam ani masła, ani oleju. Wyjątek robię dla produktów bogatych w wielonienasycone kwasy tłuszczowe - słynne omega 3 i omega 6, np teraz zamówiłem sobie za 30 zł buteleczkę oleju bogatego w jeden z nich. Podstawa mojej diety to surowe warzywa i owoce. Przez całe życie byłem niejadkiem, teraz zmuszam się do jedzenia - staram się dziennie "wyciągnąć" ponad 3000 kcal i do 100 gram białka. Jak zacznę znowu biegać, zapewne zwiększę kalorie powyżej 5000 kcal.

Nigdy nie myśl o drugim miejscu.
VEGE POWER!

Ekspert SFD
Pochwały Postów 686 Wiek 32 Na forum 11 Płeć Mężczyzna Przeczytanych tematów 13120
Masz problem z przybraniem na wadze lub zgubieniem zbędnych kilogramów? Indywidualne plany dietetyczne i treningowe
  • 23 383 spalonych kg tłuszczu
  • 27 059 zbudowanych kg mięśni
Sprawdź więcej
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 5 Napisanych postów 1015 Na forum 10 lat Przeczytanych tematów 2585
OK, jak wyglądał dzisiejszy dzień - dziś zrobiłem sobie serię podstawowych badań, aby sprawdzić co i jak z organizmem, czy nie przeforsowałem go dietą i ćwiczeniami. Myślę, że lektura tego jak się to robi każdemu może się przydać, więc mam nadzieję że nie zostanie to potraktowane jako "post nie na temat" :D

Muszę tutaj też przyznać się, że zrobiłem dość poważny błąd medyczny - pożałowałem grosza na dokładne badania żelaza i założyłem, że niski poziom we krwi jest spowodowany jego niedoborem. Błąd, niski poziom był spowodowany przemęczeniem, zapasy były bardzo duże. W efekcie zatrułem się suplementami żelaza. Wątroba jeszcze trochę to czuje, heh.

OK, na początek może wyniki krwi - jak wyglądały 2 miesiące temu, 6 tygodni temu, dzisiaj. 6 tygodni temu był właśnie szczyt przemęczenia.

RBC - 4,49 - 4,44 - 4,97

Czerwone krwinki, leciały w dół, leciały, po 6 tygodniach odpoczynku, diety i rozsądnych ćwiczeń poszły w górę.

HCT - 43,9 - 39,9 - 48,4

To samo, widać wyraźnie moment załamania organizmu. Jakbym wyłapał go wcześniej, nie straciłbym prawie miesiąca na chorobę, odpoczynek i regenerację.

Analizą danych dotyczących wątroby może nie będę przynudzał, za to coś co się może każdemu przydać:

Cholesterol całkowity - 128,6

Dolna granica normy. W sumie nie wiem, czy na diecie beztłuszczowej taki wynik jest czymś normalnym, ale niski cholesterol może świadczyć o 2 rzeczach - zajechaniu wątroby odzywkami albo treningiem na granicy energetycznej - gdy przez parę miesięcy dostarczamy mniej kalorii, niż jesteśmy w stanie strawić. Sygnał do zwrócenia uwagi na ilość kalorii w diecie, chociaż w moim przypadku to może wiązać się z wątrobą.

Kreatynina - 0,76. Idealna wartość, biorąc pod uwagę, że zjadam 2 krotnie więcej białka niż zalecają lekarze. Wartości mocno podwyższone świadczą o tym, że właśnie sobie zajechaliśmy nerki - i jeśli nie przestaniemy, być może za kilka lat będziemy potrzebować przeszczepu. Nerki nigdy się same nie regenerują.

Dzisiejszy trening - barki, przedramiona i plecy, nie wiem czy jest w zwyczaju opisywać co i jak się robi, powiem tylko że śmiesznie wygląda martwy ciąg wykonywany 15 kg hantelkami :D W sumie 2 godziny przerzucania żelastwa. Zeszły zakwasy z łydek, znaczy jutro można liczyć na superkompensację i zrobić im porządną drogę przez mękę pod kątem przygotowań do zawodów - nawet będzie co opisywać.

Nigdy nie myśl o drugim miejscu.
VEGE POWER!

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 5 Napisanych postów 1015 Na forum 10 lat Przeczytanych tematów 2585
Streszczenie dzisiejszego dnia, chociaż pewnie nie ma co za bardzo pisać.

Ale na początek streszczę może jak wygląda mój plan treningowy do końca zimy.

Nie trzymam się żadnych sztywnych reguł, typu 1 dzień w tygodniu robię to, drugi to. Jedyna stała to zasada - jednego dnia robię zawsze piersiowe i ramię (biceps i trójgłowy), jednego mięśnie nóg (dwójki, czwórki, wszystkie przywodziciele, pośladkowe), jednego mięśnie grzbietu i barki. Przedramiona, łydki i brzuch trenuję starając się wyczuć moment superkompensacji. Trochę to spowalnia trening, jako że np biceps na krótszy czas regeneracji niż mięsnie piersiowe, ale myślę że jakoś to przeżyję.

Suplementy które aktualnie biorę - witamina B12, jod, witamina B complex, glukozamina. Dodatkowo zafundowałem sobie ostatnio 100 000 jednostek witaminy D i jestem na etapie forsownego uzupełniania wapnia - co i tak pewnie trochę potrwa, biorąc pod uwagę tempo nabierania masy. Dodatkowo 1000 mg witaminy C aby lekko zakwasić mocz i uniknąć zagrożeń związanych z taką ilością wapnia w diecie, czyli zwapnienia kanalików nerkowych, czasem magnez aby umożliwić aktywniejsze wchłanianie wapnia.

Jadziem trening:

Na początek test ortostatyczny. Jest wiele wzorów na wykonanie tego testu, u mnie wygląda to tak, że kładę się z pulsometrem na 5-10 minut i czekam aż tętno się całkowicie ustabilizuje, sprawdzam ile wynosi średnie tętno spoczynkowe, wstaję normalnym tempem, czekam 20 sekund i ponownie sprawdzam tętno. Różnica oznacza stopień zmęczenia organizmu. Wynik wysoki (trochę ponad 30), ale jeszcze umożliwiający trening. Jutro konieczny będzie odpoczynek, heh.

Właściwy trening - dziś piersiowe, biceps, triceps, brzuch, łydki. Najpierw rozgrzewka kardio plus trening łydek - pulsometr, 20 minut truchtania po pokoju na tętnie ~137 bez dotykania piętą ziemi (bieganie na paluszkach), za każdym razem starając się mocno wybić. Ciekawe co na to sąsiedzi. Prawdziwe zabójstwo dla łydek - wyznajdę starą szkołę biegania, wg którek czas w którym pięta dotyka ziemi to czas stracony dla biegacza.

Potem właściwy trening siłowy - serie pompek, wyciskanie hantli leżąc chwytem dla odmiany młotkowym, rozpiętki, biceps - dziś bez chwytu młotkowego za to 2 razy tyle zwykłym, triceps - ciągle to samo, to się chyba wyciskanie jednorącz zza głowy nazywa? W dalszym ciągu lekko czuję przyczepy łokciowe tego mięśnia, niestety - jak to początkujący. Na koniec, po 2 godzinach, podejście do 3go stopnia ABS i wielka porażka. Łatwiej dwukrotnie zrobić drugi niż raz trzeci, heh.

Dieta na dziś - jak zawsze nie udało mi się zjeść tyle, ile powinienem.

Paczka wafli ryżowych z pełnego przemiału
2 parówki sojowe (fuj...)
6 bananów
gar (200g) kaszy gryczanej z cebulą (yeah, tak bez żadnych sosów ani dodatków)
puszka czerwonej fasoli
1/3 chleba maczanego w miodzie
litr soku pomarańczowego

Białka nigdy nie liczę, ale dziś zrobię wyjątek dla dzienniczka - suma około 140 gram białka, czyli 2 gramy na kilogram masy ciała. Białko fasoli zawiera monstrualne ilości lizyny, która pięknie komponuje się z kaszą i chlebem, z których białka zawierają wszystkie niezbędne aminokwasy egzogenne z wyjątkiem lizyny, której mają nieco za mało. Przypuszczam, że po przeliczeniu wszystkich egzogennych aminokwasów wyjdzie około 110 gram pełnoprzyswajlnego białka.

Kalorie - 3100, za mało. Coś nie czuję się za dobrze, nakaszlała na mnie w przychodni jakaś baba, dziś rano trochę gardło pobolewało. Przez cały dzień musiałem się zmuszać do jedzenia.

Nigdy nie myśl o drugim miejscu.
VEGE POWER!

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 5 Napisanych postów 1015 Na forum 10 lat Przeczytanych tematów 2585
Parę dni przerwy, leżenia do góry brzuchem i wciskania w siebie gigailości kalorii i białka. Niech się zregeneruje, co ma się zregenerować, zagoi co ponadrywało, niech się siły zbiorą... no i się zebrały.

Ale coś mi w tym wszystkim nie gra - tętno spoczynkowe i testy ortostatyczne dalej wychodzą nieciekawie, lepsze miałem w czasie przetrenowania. Wszystko zaczęło się, odkąd zmieniłem dietę i zacząłem dokładać kilogramy białka. Skoki tętna, katar, poranny ból gardła, zapuchnięte oczy - alergia jak 2x2=4. Pytanie na co - kurz, który zaczął szaleć od momentu odkręcenia kaloryfera? Czy raczej na coś w diecie? Póki co odstawiam jajka i soję, zawsze się po nich paskudnie czułem.

Dziś trening spokojny, bardziej żeby pobudzić organizm niż zmęczyć. Wypadło na nogi. Najpierw łydki, 20 minut skakania na paluszkach przy tętnie powyżej 140, potem wspinanie się na palce jednonóż z obciążeniem. Może w końcu zakwasy na łydkach poczuję?

Z czworogłowymi uda zawsze będę miał kłopot, treningi karate dość ładnie dobiły mi stawy kolanowe (już w dzieciństwie miałem z nimi bardzo duże problemy). Na szczęście do biegu ważniejsza jest wytrzymałość niż masa, więc rozgrzeszyłem się 2 seriami po 100 przysiadów i krótkimi seryjkami z obciążeniem pomiędzy nimi.

Nie bardzo jest jak w domu trenować dwugłowe, nie ma maszyn - więc po prostu przywiązuję sobie parę ciężarków do stopy :D

Na koniec mięśnie stabilizujące w czasie biegu - siad wykroczny i zakroczny. Znowu będę pewnie miał zakwasy w dziwnych miejscach przez kilka dni :D

Z dietą cienko, dziś prawie głodówka - wstałem tak zapchany alergią, że nie miałem siły nic jeść. Pod koniec treningu uderzył wielki głód, nie dokończyłem ćwiczeń nawet, żeby przypadkiem nie spalić mięśni. Wmusiłem dziś w siebie niecałe 2000 kcal, jeszcze spróbuję przed snem coś wbić.

Dwa pozytywy - przez te parę dni odpoczynku przyrósł kilogram masy, a także udało mi się zdobyć parę płyt Emperora :D

Nigdy nie myśl o drugim miejscu.
VEGE POWER!

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 5 Napisanych postów 1015 Na forum 10 lat Przeczytanych tematów 2585
Dzień dobry pamiętniczku.

Wczorajszy dzień stracony - spałem 2 godziny, nie chciałem dobijać organizmu ćwiczeniami. Tylko by pogorszyły formę zamiast poprawić. Ale dziś od rana miło i przyjemnie, tętno spoczynkowe tam gdzie ma być, ortostatyki tylko leżą i kwiczą. Nic to. Niedługo czuję będzie potrzebna pauza w treningach, lepiej stracić tydzień czy dwa na odpoczynek, niż przetrenować się i mieć przymusowy odpoczynek przez miesiąć, cofając się o 2 miesiące na skutek zniszczenia organizmu.

Korzystając z pieknej pogody, postanowiłem dziś przebiec kawałek - ot, żeby sprawdzić jaka forma. Spodziewałem się fatalnej i nie rozczarowałem się. W czasie przetrenowania leciało w dół, potem pauza, odpoczynek, potem prawie 8 kg więcej do dźwigania i lekka zmiana profilu mięśniowego z wytrzymałościowego na beztlenowy. Raptem 2 km bo mróz trzymał, wyniki - przy tętnie 145 wyszło mi 6'40'' na km, przy tętnie 166 - 5'15''. Pojęcia nie mam, czemu tak mocno przyspieszam przy tak niewielkiej zmianie tętna, pewnie brak rozbiegania. W sumie nie tak tragicznie, biorąc pod uwagę to że jeszcze mnie trzymały silne zakwasy na nogach.

Właściwy trening siłowy - dziś barki i plecy. Wyciskanie hantli zza karku, "ikar", podnoszenie hantli jak przy heilowaniu (cholera wie jak to się nazywa), potem drążek - nachwyt szeroki, wąski, podchwyt, powtarzanie serii aż nie byłem w stanie więcej jak 3 razy się podciągnąć.

Przerwa, bo na raz nie zrobię treningu. Zjedzenie 1500 kcal, odpoczynek, trochę pracy przy kompie, druga porcja. Tym razem na rozgrzewkę uniki rotacyjne, serie mae keage i mawashi, po 50 na nogę. Druga połowa treningu siłowego - shrugs, martwy ciąg (hehe, hantelkami po 15 kg :P ), ABS - wystękany 3 poziom, przedramiona. Na górne partie robię nawijanie sznurka z podwieszonymi talerzami na drążek trzymany w wyprostowanych przed siebie rękach, na dolne - udało mi się kupić coś a'la ścisk dla sportowców, ale 3 razy tańsze i 2 razy mocniejsze. Cholera wie do czego to oryginalnie służy, pewnie do zaciskania kabli elektrycznych bo izolowane.

Co dziś jadłem. Muszę przyznać, że głupio trochę, nierozsądnie. Postanowiłem jednak dopuścić trochę tłuszczy do diety, przynajmniej do czasu aż po przetrenowaniu cholesterol wróci powyżej 140-150. Zwłaszcza muszę zacząć dojadać większe ilości NNKT, podstawa budowy sieci naczyń włosowatych. Zawsze to parę sekund na km szybciej przy takim samym tętnie.

Na śniadanie miska soczewicy i baton marcepanowy - no nie mogłem się powstrzymać... Przez resztę dnia 6 bananów, pół chleba, gigatalerz frytek, micha gotowanej fasoli, litr soku pomarańczowego. Dzień zapchany tłuszczem i fastfoodami, w sumie wyszlo jednak 150 gram białka - ale obawiam się, że po przeliczeniu wartościowości wyjdzie mniej niż 120 gram. Nie tak tragicznie, ale za mało jak na trening "na masę". Lepiej z kaloriami, tutaj zaszalałem - 4700 kcal. Spróbuję jeszcze dobić do tych 5000, dla równego rachunku. O dziwo, wątroba wyjątkowo dobrze reaguje na rzeczy typu frytki. Zastanawiam się, na ile problemy z nią były spowodowane nadmiarem żelaza, a na ile po prostu przetrenowaniem.

Stanowczo za mało dziś witamin i minerałów w diecie. W ogóle już nie lubię zimy, świeże warzywa i owoce są albo w kosmicznych cenach, albo w fatalnej jakości.

Nigdy nie myśl o drugim miejscu.
VEGE POWER!

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 5 Napisanych postów 1015 Na forum 10 lat Przeczytanych tematów 2585
Regeneracji organizmu ciąg dalszy. Coraz bardziej zbliżałem się do tej trudno uchwytnej granicy, po której kolejne treningi zamiast zwiększać siłę i wydolność, zmniejszają ją. Odnoszę wrażenie, że zbyt wcześnie po tym przetrenowaniu zacząłem znowu ćwiczyć. Tak czy tak tętno spoczynkowe trzyma się niskich wartości nawet po posiłku, testy ortostatyczne niziutkie. Jak jutro będzie podobnie, pojutrze wznawiam ćwiczenia. Mam nadzieję, że trafnie odczytuję sygnały od organizmu - "wyluzuj i daj czas na odnowę, bo nie nadążam i nie mogę wzmacniać mięśni ani układu krwionośnego". Ciekaw jestem jakie będę miał wyniki biegowe czy niskich wartościach ortostatyka, teoretycznie powinny być dużo lepsze.

Kupiłem gumę gimnastyczną, nawet przyjemna rzecz. Pozwala na izolowane ćwiczenia mięśni niezbędnych do biegu.

Mały przegląd diety z 2 ostatnich dni:

Wczoraj - garść paluszków, micha soczewicy, kawał chleba polanego olejem z wiesiołka lekarskiego, puszka groszku, 4 banany, pół kilo ziemniaków w mundurkach, sok pomarańczowy. Ledwo 2500 kcal. Białka wolę nawet nie liczyć.

Dziś już lepiej. Ćwiartka chleba na śniadane, do tego 2 paczki sezamków (eh te słodycze) i puszka fasoli. Obiad - ryż brązowy z surówką, 5 bananów. Pierwsza kolacja - makaron, druga kolacja - puszka fasoli. Może na trzecią walnę sobie trochę frytek (premiowe 800 kcal), chociaż jedzenie na noc obciąża organizm, który trawi zamiast się regenerować. Wszystko przegryzane słonecznikiem (ma kosmiczną zawartość witaminy D) i zapijane nieśmiertelnym sokiem pomarańczowym. Ponad 3000 kcal, do tego 115 gram białka. Aż za dużo jak dla biegacza, ale trochę za mało jak dla człowieka budującego masę. Pocieszające, że białko nieżle skomponowane pod względem aminokwasów, więc prawie całe się wchłonie.

Nigdy nie myśl o drugim miejscu.
VEGE POWER!

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Senegroth POWERLIFTING
Początkujący
Szacuny 23 Napisanych postów 9543 Na forum 14 lat Przeczytanych tematów 61854
Fajnie wszystko opisujesz. Podoba mi się. Za to chyba przesadzasz z tym wsłuchiwaniem się w organizm i różnymi pomiarami. Jak dla mnie to za dużo rzeczy sobie wkręcasz(z tymi osłabieniami itd....chyba, że z natury chorowity jesteś i rzeczywiście taki słaby ale wątpię...). Jezeli chodzi o przysiady to przy Twoich możliwościach sprzętowych móglbyś spróbować siadow z hantlami trzymanymi nad głową(overhead squat tylko, że z hantlami).

PS: Skąd Ty wziąłeś b-f 6-7%....po talii patrząc to masz przynajmniej 12-15%
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 5 Napisanych postów 1015 Na forum 10 lat Przeczytanych tematów 2585
he, po prostu bez wcześniejszego przygotowania zacząłem biegać naprawdę OSTRO, po 20 km dziennie niezłym tempem, do tego prawie nic nie jadłem. Każdy by się takim czymś zajechał, i tak mam szczęście że skończyło się parotygodniowym wypadnięciem z treningów :D

Czy za mocno się wsłu****ę - hmm... może po tym, jak się rozchorowałem i pół roku lekarze nie byli w stanie mnie zdiagnozować to trochę się faktycznie przewrażliwiłem, ale faktem jest też, że przeciętny sportowiec - amator połowę swoich treningów wykonuje zupełnie niepotrzebnie albo wręcz mu szkodzą - właśnie przez to, że za ostro traktuje organizm, przez co nie ma on czasu się odbudować. Ja staram się znaleźć ten złoty środek, treningi na tyle intensywne, żeby dawały mi maksimum efektu, ale nie na tyle mordercze, aby przeciążyły organizm. Jak czytałem np blog Wodyna, u niego wszystko rozbijało się właśnie o przetrenowanie i niedokładne ułożenie diety. Co przybrał dziesięć kilo, to chorował i tracił pięć kg plus parę miesięcy czasem na dojście do siebie. Właśnie teraz stracił kolejne 3 kg i chyba miesiąc efektywnego trenowania.

body fat wziąłem z pomiarów fałdów, zresztą widać po mnie że to skóra i kości, jak się fałd skórny chwyci na ramieniu to tam nie ma kompletnie nic. Talię mam nie tyle tłustą, co mocną - efekt długich, długich lat spędzonych na trenowaniu sportów walki, nienaturalnie silne skośne brzucha i okolice :D

Nigdy nie myśl o drugim miejscu.
VEGE POWER!

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 1 Napisanych postów 34 Na forum 12 lat Przeczytanych tematów 2942
Fajnie opisujesz wszystko,profesjonalne podejscie.
Bede wpadal

Przeszkody to zakamuflowane szanse

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 5 Napisanych postów 1015 Na forum 10 lat Przeczytanych tematów 2585
Kolejny dzień ćwiczeń zaliczony. Zakończona przerwa, organizm zregenerowany, gotowy na więcej i więcej. Z rana wyszedłem sobie pobiegać, czapa na uszy, kurtka na grzbiet, w mp3 "In the nightside eclipse" Emperora - miodzio. Na trasie zaskoczenie - biegnie się jakoś o wiele lżej niż ostatnio. Skupienie się na prawidłowym oddechu, właściwej pracy stopy, wpadnięcie w ten rytm którym można lecieć godzinami w stanie niemal autohipnozy. Kontrola czasu - co jest grane? 40 sekund szybciej niż ostatnio, przy tym samym tętnie? Przyspieszenie do 166 uderzeń, najbardziej komfortowa dla mnie szybkość, czuję jakbym zrywał się do lotu, szybkość - 4'40'' / km. 35 sekund szybciej. Heh, a więc to jednak nie dodatkowe kilogramy mięśni mnie spowalniały. Większej szybkości wolałem nie rozwijać, nie byłbym w stanie kontrolować oddechu, co przy mrozie może mieć przykre konsekwencje dla gardła, ale czułem wyraźnie, że organizm jeszcze może się rozbiegać, że samym zwiększeniem aktualnej formy, bez superkompensacji wytrzymałościowej, jestem w stanie jeszcze z 10-15 sekund zgubić.

Skoro wyniki spadły tylko nieznacznie (w szczytowej formie biegałem może 15 sekund szybciej), mam piękną bazę wyjściową. Liczę, żę do wiosny uda się zbić jeszcze ze 30 sekund / km, samymi delikatnymi rozbieganiami po 3-4 km dziennie z dodatkiem treningu na izolowane mięśnie biegowe. Powinno to dać w sumie możliwość spokojnego łamania 40 minut / 10 km. Z takim czymś można planować trening na dalsze obcinanie sekund. Właśnie, lepiej biegać codziennie czy co drugi dzień, oto jest pytanie. Wszyscy mówią codziennie, ale też wszyscy mówią, że mięśnie powinny mieć tydzień odpoczynku przy treningu na masę / siłę, co ponoć jednak jest błędem. Wszyscy też potwierdzą, że galaretki żelatynowe dobrze wpływają na stawy, co jest kompletną bzdurą - 3 niezależne badania wykazały że nie mają żadnego wpływu. To może z bieganiem jest podobnie - latanie co drugi dzień szybciej wytrenuje niż codzienne? Nic to, póki biegam po kilka zaledwie km będę to robił codziennie, potem się przekopie sieć i pomyśli co dalej.

W treningu pozabiegowym - zmiana.

http://www.kulturystyka.org.pl/modules/news/article.php?storyid=41

Jakoś mnie to przekonuje. Nie wiem czemu, ale bardziej ufam wynikom badań, niż opiniom ludzi z forów wszelkiej maści. Zaufam tej rozpisce, a co tam... i tak rozbudowę mięśni traktuję jedynie jako dodatek do biegu.

Czyli jedziem nowy typ treningu, coś jak FBW. Rozgrzewka a potem na każdą grupę mięśni 1-2 serie, powtórka po 48 godzinach. Zaskoczyło mnie, że bez problemu jestem w stanie zrobić wszystko w trochę ponad godzinę, mając jedynie minimalne przerwy między ćwiczeniami. O tyle jest to dla mnie korzystne, że nie spada tętno, co w konsekwencji tworzy trening kardio.

W kolejności - pompki, wyciskanie sztangielek leżąc, wyciskanie sztangielki zza karku, biceps, wyciskanie na barki, drążek nachwytem, podchwytem, shrugs, martwy ciąg z kosmicznym obciążeniem 30 kg, wspięcia na łydkach z takim samym obciążeniem, z takowym przysiady, zabawa z gumą gimnastyczną - ćwiczenia sprinterskie, jakieś dziwaczne ćwiczenie na pośladki rodem z pism dla kobiet, moje ulubione - przenoszenie złączonych, obciążonych i wyprostowanych nóg z lewej na prawą leżąc (takie jakby wahadło), czyli męczenie skośnych brzucha i pleców, ABS - cofka do 2 poziomu ze względu na wcześniejszy trening skośnych, to co zwykle na przedramiona, na koniec mostkowanie bez pomocy rąk przodem i tyłem na mięśnie karku. Zapomniałem o jakiejś grupie mięśniowej?

Teoretycznie wydaje się to trochę nielogiczne, jedno powtórzenie miałoby dać taki efekt jak 5 powtórzeń? I tylko 48h odpoczynku? Wbrew wszelkim zasadom, no ale skoro naukowcy twierdzą że to działa lepiej, nie pozostaje nic innego jak im zaufać. Nawet jak działa trochę gorzej, zawsze jest korzyść w postaci treningu kardio. Po takim zestawie czuję się wręcz wypoczęty, heh.

Dieta - ah, słowo wyjaśnienia, wyżej napisałem że słonecznik ma witaminę D, chodzi oczywiście o witaminę E. Po kolei, od rana - kasza jęczmienna z gigailością surówek i mandarynkami, wiadro makaronu zagryzane mielonym siemieniem lnianym, puszka fasoli, gotowana soczewica, paczka paluszków (hehe), wszystko obgryzione słonecznikiem i zapite sokiem pomarańczowym. Suma - 3200 kcal, nie tak źle, ale mogłoby być lepiej. Szkoda, ze nie idzie u nas dostać odżywek na bazie ziarna konopi - perfekcyjny skład aminokwasów, do tego NNKT, w tym wyjątkowo rzadko spotykany kwas gamma linolenowy. Kusi mnie, żeby kupić ziarno konopne w zoologicznym (karmią tym kanarki), ale trochę się boję że dla ptaków nie przestrzegają norm, może być skażone chemią czy nawozami.

Idzie epidemia grypy, prewencyjnie nasączam się witaminą C. Grypę łapałem w zasadzie tylko jak akurat się przetrenowałem, ale lepiej dmuchać na zimne. Tabletkę 1000 mg łamię na 4 części i co godzinę - dwie jedną wciągam. Inaczej organizm błyskawicznie wydaliłby nadmiar witaminy przez nery.

Nigdy nie myśl o drugim miejscu.
VEGE POWER!

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 5 Napisanych postów 1015 Na forum 10 lat Przeczytanych tematów 2585
Kolejnych dzień zmagań ze słabością organizmu. Wczorajszego nie wpisywałem, bo w sumie z ćwiczeń to miałem 2 km biegania. Chyba zdecyduję się na plan biegowy typu 1 dzień ostrego treningu sprinterskiego / stamina run (biegi na 90% mocy), jeden dzień odpoczynek z ewentualnym truchtem (recovery jog). Do czasu całkowitej odbudowy organizmu po przetrenowaniu bez treningu objętościowego. W sumie wyjdzie śmiesznie mała ilość kilometrów miesięcznie, heh.

Dziś trochę lewą nogą wstałem, wczoraj stanowczo nie powinienem przekraczać 150 uderzeń serca / minute. Poleciałem na 165 (88% maksymalnego obciążenia), w efekcie miałem w sumie 3 dni pod rząd szybkiego biegania. Czuć ten efekt, biegało się twardo, opornie, organizm nie był zregenerowany. Ale wyniki nie spadły, na 78,5% dalej 6 minut z kawałkiem, na 88,5% - dalej 4'45''. Odwilż, odwilż, postanowiłem przyspieszyć. Wskoczyłem na tętno 170-171, 91% wydajności organizmu, szybkość - 4'20''. Za cholerę nie wiem, co jest grane, zwiększam tempo o 4-5 uderzeń serca / minutę, szybkość powinna wzrosnąć o góra 7 sekund na kilometr, wzrasta o 25 sekund. Heh.

Kolejna wątpliwość - biegam rano, jeszcze przed śniadaniem (łykam tylko banana albo dwa jak budzę się głodny i zapijam sokiem owocowym), trening siłowy robię wieczorem. Nogi w konsekwencji dostają 2 porcje, jedna rano, druga wieczorem, po czym mają jakies 36 godzin przerwy. Dwa treningi dziennie na te same mięśnie po czym przerwa - przepis na sukces czy na zajechanie się? Zobaczymy po paru tygodniach.

Wieczorem typowy trening - to się chyba FBW nazywa? Czy jakoś tak. Po dwie serie na nogi - wspięcia na łydkach jednonóż z obciążeniem, "żabka" (wyskoki do sufitu z siadu kucznego), na dwugłowe ud - leżąc na plecach jedną nogę kładę zgiętą na pufie, drugą wyciągam prosto (kolana się stykają) i podnoszę biodra z ziemi, siad wykroczny, zakroczny, jeszcze coś muszę mądrego na pośladki wymyśleć. Reszta ciała po jednej serii - w zasadzie wszystko to co ostatnio, z tą różnicą, że zamiast wyciskania na barki był "ikar".

Dieta na dzień dzisiejszy - w sumie 10 bananów, 50 gram orzechów nerkowca, parówki sojowe (przeprosiłem się z soją, ale będę obserwował czy tętno znowu nie zacznie wariować), parę bułek, pierwszy raz od dawna normalny obiad - ziemnaki, kotlet sojowy, sałatka z czerwonej kapusty, kilka buraków. w sumie wszystkiego 2900 kcal. Wyjątkowo ubogo i mało urozmaicone, niech ta zima się już skończy - rozsądne żarcie jest w kosmicznych cenach. Jeszcze walnę na kolację trochę kaszy jęczmiennej i drugą dawkę parówek sojowych.

Nigdy nie myśl o drugim miejscu.
VEGE POWER!

Nowy temat Wyślij odpowiedź
Poprzedni temat

Trening na masę - do oceny i poprawy.

Następny temat

Plan do oceny!!