proszę, pomóżcie bo ja już zupełnie zgłupiałam. z braku czasu na wypady na siłkę ćwiczę rano na stepie, staram się trzymać średnią intensywność żeby jak najlepiej spalić tłuszczyk, w sumie będzie tego ok. godziny stepu + 20 minut rozciągania i teraz która wersja jest lepsza:
A. 1. pobudka, pół lekkiej porcji jedzenia + spalacz 2. step + rozciąganie 3. ok 30 minut po treningu drugie pół porcji + białko (jajka, odżywka)
czy
B. 1. pobudka, trening na czczo 2. 30 min. po treningu większy posiłek (też z białkiem)
główny cel to spalić tłuszcz, troche się boję o mięśnie, bo jakieśtam zbudowałam na siłowni, ale z drugiej strony nie zależy mi na nich tak bardzo jak na zejściu z obwodów. co robić? :)
konsekwentnie nie tracę nadziei, że kiedyś w końcu się ogarnę
Daj jakieś 30-40g WPC jakieś pół godziny przed treningiem i będzie dobrze.
Nie doradzam ludziom leniwym! Moderator działu odchudzanie i Charles Poliquin
Ekspert -
1265756348000
zla_zolza
Wysłana - 10 lutego 2010 03:10
ooo idealnie :) krótka i konkretna odpowiedź, dziękuję bardzo:)
a mogę do tego białka łyknąć jakiś spalacz, i jeśli tak to co by było najlepsze? niekoniecznie musi być lightowy, kiedyś brałam thermal pro, który podobno był mocny, i nigdy mnie nie wytrzepało, prawde mówiąc czasami ledwo go czułam, bo a) jestem mało wrażliwa na kofeine i b) mam adhd więc wszystko oparte na efedrynie mnie uspokaja ;D wiem że spalacze wykonują swoją pracę nawet bez tego odczuwalnego "kopa" ale lubiłam ten przypływ energii, bo działał motywująco :D
konsekwentnie nie tracę nadziei, że kiedyś w końcu się ogarnę
1265767841000
Morales_37 Zdrowa Kuchnia
Wysłana - 10 lutego 2010 06:00
Wypełnij ankietę, bo mam za mało informacji o Tobie. Jest w regulaminie na górze działu.
Nie doradzam ludziom leniwym! Moderator działu odchudzanie i Charles Poliquin
Ekspert -
1265778014000
zla_zolza
Wysłana - 11 lutego 2010 16:27
Płeć : kobieta Wiek : 24 Waga : 68 Wzrost : 167 Obwód klatki : słuszny :D Szacunkowy poziom tkanki tłuszczowej : 33%? moja waga łazienkowa twierdzi że 29,2 ale ona zawsze zaniżała o kilka %... Aktywność w ciągu dnia : praca (na nogach, w nocy) Uprawiany sport lub inne formy aktywności : zgodnie z planem 1h TBC dziennie Odżywianie : mam catering, dieta 1400 kcal, jest dość sensowna - 5 posiłków dziennie, produkty pełnoziarniste, dużo warzyw, dobre źródła białka. 1400 kcal to oczywiście dla mnie za mało więc dodatkowo piję białko albo zgrzeszę z waniliowym matrixem, bilans wychodzi circa 1700 kcal Cel : -5 kg do końca marca (7 tygodni, chyba da sie zrobić?:P) Preferowane formy aktywności fizycznej : siłownia, fitness, basen Stosowane aktualnie i wcześniej preparaty : thermo speed extreme (bieda), thermal pro (był dość spoko, i nawet troche wagi poleciało) Czy możliwe jest wprowadzenie suplementów : z miłą chęcią, ale nie wiem jakie ;) Stosowane wcześniej diety : zbilansowana
tadam. jakieś pomysły?:)
konsekwentnie nie tracę nadziei, że kiedyś w końcu się ogarnę
1265902042000
obliques SZEFOWA
Wysłana - 11 lutego 2010 16:43
i co sie stalo z ta waga ktora poleciala? ktory raz sie odchudzasz? i ile ważyłaś przed kazdym z odchudzan?
waga? wróciła z nawiązką ;) nie jestem w stanie stwierdzić który już raz. niby wydawało mi się że zawsze podchodziłam do tego z głową, nigdy nie miałam pomysłów typu diety kopenhaskie, diety kapuściane i cholera wie co jeszcze. tak domyślnie wydaje mi się że najlepiej mi z wagą ok 58-60 kg. nie należę do drobnokościstych i nawet nie chcę należeć do chudzielców, no ale prawie 70 kg to dla mnie o wiele za dużo... tak naprawdę problem zrobił się jakoś rok temu. w lutym było w miare stabilne 62-63 kilo, i w lutym też zaczęłam biegać prawie codziennie i uważać na jedzenie. ale potem w okolicach maja puściły mi wszystkie hamulce, miałam sesje na uczelni i siedziałam po 15 h przy komputerze nad projektami, przy okazji jedząc wszystko co mi wpadło w ręce, głównie niestety słodycze, które kocham tak że mogłabym na nich żyć, i to nie jest przesada :P wtedy w efekcie ważyłam jakoś circa 70. Wzięłam się w garść i w wakacje pilnowałam diety, 1700 kcal z odchyleniem w strone lekkiego lowcarb, siłownia+interwały 4 x w tygodniu no i efekt był, we wrześniu 63. W październiku powoli przestawałam się pilnować z jedzeniem, ale wyszłam z założenia że skoro zdrowo i w rozsądnym tempie zeszłam z tej nadwagi to mogę wrócić do normalnych nawyków albo pozwolić sobie na małe grzeszki. Ale potem normalne nawyki mi odpuściły, wydawało mi się że nie jem jakoś strasznie dużo, i najwyraźniej byłam w błędzie. W grudniu wróciłam z wakacji i ważyłam znów 70. Zgroza.
Odnosze wrażenie że rozwaliłam sobie troszeczke metabolizm i to co mnie teraz spotkało to klasyczne jojo, którego naiwnie się zupełnie nie spodziewałam.
Nie mam kompletnie czasu na gotowanie i robienie zakupów więc opcja diety z dowozem mi bardzo odpowiada. Mam tam 1400 kcal i to jest dobre o tyle, że mam kontrolę nad tym co jem i ile jem, zawsze to jest 5 posiłków, i zawsze tyle samo kcal, więc pozostaje mi ok. 300 kcal na zagospodarowanie na własną rękę w ciągu dnia, i po prostu przeznaczam to na białko w różnych postaciach.
Tak szczerze to najbardziej panikuję nie przez to odchudzanie, bo wiem że jak się zepnę, to się uda, i dojdę do takiej wagi jaką chcę mieć. Ale przeraża mnie że dojdę do celu i znów okaże się że coś było nie tak w trakcie, że znów przygasiłam sobie ten metabolizm np zbyt małą ilością kalorii albo bóg wie czym. Teoretycznie wg mojego zapotrzebowania powinnam jeść ok. 2300 kcal dziennie, gdybym mogła tyle jeść to chyba bym sie popłakała ze szczęścia. Ale z niejasnych przyczyn (a pewnie z własnej głupoty) przy takiej ilości kcal już tyję.
Więc plan mam taki, żeby dobić do takiej wagi (bądź obwodów, nie mam spinki na kilogramy), jaka mi będzie odpowiadać, i potem dokładać 100 kcal tygodniowo, dobić do tych 2000-2200 i zobaczyć, czy moje ciało wróciło do normalności. I tak mi się widzi że problemem nie jest sama redukcja czyli wyjście z niej, i też troche brak wiary że to jest możliwe w moim przypadku :PP
konsekwentnie nie tracę nadziei, że kiedyś w końcu się ogarnę
1265952008000
obliques SZEFOWA
Wysłana - 12 lutego 2010 09:53
To niedobrz, bo nie masz wplywu na to co jesz, na skladniki, katering nigdy nie bedzie dobry, a to ze jest tak 1400kcal to zupelnie nic nie oznacza W Ameryce tez nie maja czasu na gotowanie oprcz paskudnych zwyczajow zywieniowych uwaza sie to za jeden z glownych powodow otylosci. Tak masz racje, dieta jest na cale zycie a nie na chwile. Musisz zmienic wszystko i na zawsze, owszem bedziesz mogla jesc wiecej kalorii ale niewiele wiecej, chyba ze sie bedziesz ruszac, no islodycze i inne syfy niestety odpadaja na zawsze. To ile bedziesz dokladac kalorii i jak dlugo nie ma znaczenia poki nie zmienisz swoich zwyczajow zywieniowych.
Wyjscie z redukcje nie jest trudne. jak nie scina sie duzo to w ogole nie trzeba "wychodzic" Twoim problemem jest zly styl jedzenia ktory masz na stale.
Śniadanie - papryka faszerowana ziołowym twarożkiem na kiełkach, chlebek razowy II Śniadanie - deser brzoskwiniowy z zarodkami pszennymi Obiad - makaron razowy z sosem bolońskim light z mięsem drobiowym, surówka z pora Podwieczorek - mus jabłkowy z cynamonem Kolacja - krem z zielonego groszku
albo
Śniadanie - jajko w koszulce ze szparagami, szczypiorkiem, bułeczka z ziarnami II Śniadanie - serek waniliowy z brzoskwinią i siemieniem lnianym Obiad - ziołowy schab z grilla z pilawem z ryżu brązowego, sałatka z ogórka konserwowego Podwieczorek - galaretka jogurtowa Kolacja - sałatka toskańska
troche mnie boli np ten krem z groszku na kolację, bo już mam zakodowane że na noc węglowodanów niet, ale ja mam też troche inny tryb życia niż normalny człowiek :P (jestem tancerką w klubie), więc jem ten ostatni posiłek ok. 3, pracuję jeszcze 2 h i do pójścia spać ok. 6 spokojnie spożytkuję tą energie.
wcześniej miałam dietę którą ułożyłam sama, wyglądała przykładowo tak:
Tuńczyk w wodzie Ryż brązowy Kukurydza konserwowa Pomidor
Pomidor Ogórek sałata kukurydza konserwowa papryka czerwona Ser typu "Feta" oliwa z oliwek
Ser twarogowy półtłusty migdały Whey protein
i miała dwie zasadnicze wady, pierwsza taka że odmierzanie, krojenie i gotowanie tego wszystkiego w wakacje było możliwe, ale teraz zupełnie nie, bo zajmowało za dużo czasu, i niestety jeszcze przez jakieś 5 miesięcy nie będę miała na to wpływu (dwa etaty + studia). drugą wadę zaś taką, że słowo daje, pod koniec i po tylu podejściach do redukcji chciało mi się wyć na widok tego mintaja, tego ryżu i twarogu, muszę od tego odpocząć bo to już etap że wolałam nie jeść, niż otwierać puszkę tuńczyka wsw.
odnośnie moich nawyków, to ja chyba nigdy nie miałam jakichś karygodnie złych, pomijając słodycze, z którymi ostatnio wygrywam i to mnie cieszy. nie pamiętam ile lat temu jadałam biale pieczywo, jasne makarony, ziemniaki i tego typu rzeczy. praktycznie codziennie owsianka z orzechami i jajka na śniadanie (uwielbiam to), dużo warzyw i owoców, mięsa nie jadam w ogóle poza kurczakiem i rybami. gubiły mnie nieregularne posiłki i dość częste przejadanie się na noc.
w tej diecie którą mam teraz nie ma gotowców, wszystko jest świeżutkie i zdrowożywnościowe, a ten czas który zaoszczędzam mogę wreszcie przeznaczyć na ćwiczenia, w mojej sytuacji wydaje mi się to niezłym dealem. postanowiłam na jakiś czas spróbować odejść od skrupulatnego wyliczania sobie B W i T i skupić się na kaloriach, obcięciu słodyczy, ograniczaniu ww na rzecz białka i przede wszystkim regularnych małych porcjach. na razie schudłam tak 4 kilo.
uff znów się rozpisałam ;) czekam na dalsze rady:P
konsekwentnie nie tracę nadziei, że kiedyś w końcu się ogarnę
1265985139000
patero90
Wysłana - 12 lutego 2010 15:50
Wiem, że to może zabrzmieć dziwnie, ale wg mnie jesz za mało.. Organizm cały czas pracuje w trybie oszczędzania i gromadzi tłuszcz zamiast używać go jako normalne źródło energii. Przy takiej aktywności fizycznej podliczyłem Cię i to na redukcji wyszło mi 1750kcal. Czytałem ostatnio trochę na temat zatłuszczenia organizmu i w większości przypadków stopniowo dokładanie posiłków do poziomu zapotrzebowania -300/400kcal (redukcji) powodowało drastyczny spadek wagi. Wiele osób które jadło dziennie po 1000kcal ważyło po 80-90 kg. Wydawać by się mogło nie możliwe, jednak to normalna reakcja obronna organizmu. Przy unormowaniu zapotrzebowania waga spadała. Pozdrawiam i życzę wytrwałości ;)
"Train hard or go home" "Anything in life is possible, but you have to make it happened."
1265986214000
patero90
Wysłana - 12 lutego 2010 15:54
W twojej obecnej diecie ta galaretka jest tragiczna.. Wszystkie takie przetworzone produkty to, przepraszam za wyrażenie, syf i to straszny. Tuczą i to jest fakt. Ja nawet tego jako szybkie węglowodany bezpośrednio po treningu nie jem, mimo iż dobijam masy.
"Train hard or go home" "Anything in life is possible, but you have to make it happened."