Beckham nadęty gwiazdor nie istnieje, istnieje tylko Beckham fajny kolega (był lubiany w każdej szatni), absolutny profesjonalista, wyzbyty z egoizmu stachanowiec. Ten wypacykowany laluś nigdy nie odstawia nogi, potrafi podjąć ciężką, fizyczną walkę
Umberto Eco włożył zdjęcie Davida Beckhama do swojej "Historii piękna" nie dlatego, że wraz z milionami popiskujących nastolatek poci się na widok jego ładnej buzi. Tuż obok umieścił m.in. sponiewieraną facjatę Micka Jaggera czy siedemnastowiecznego mediolańskiego szlachcica, przykrytego długą peruką zdjętą chyba z grzbietu nigdy niestrzyżonej owcy, by sugestywnie pokazać, jak ostro ewoluował przez stulecia kanon urody. Czasy najnowsze opatrzył wizerunkami rozpoznawalnych na całej planecie ikon popkultury - od Grety Garbo i Humphreya Bogarta po Naomi Campbell i George'a Clooneya.
Beckham jako pierwszy wielki futbolista zaczął zarabiać znacznie więcej poza boiskiem niż na boisku, pierwszy zatrudnił tak szeroki sztab specjalistów mających owe zyski maksymalizować, pierwszy jął tak intensywnie sprzedawać swoją twarz. Naraził się wszystkim kibicom prawdziwej, męskiej gry, którzy łypią na piłkarza tym podejrzliwiej, im bliżej mu do popkulturowej megagwiazdy. Nie przepadają za marketingową obudową współczesnego futbolu, nie lubią spychania sportu na dalszy plan. Gdy przed blisko dwoma laty Beckham z Realu Madryt przenosił się do Los Angeles Galaxy, wielu uznało, że właśnie tam, nieopodal Hollywood, jest jego miejsce. Gdy teraz przyleciał do Milanu, usłyszał, że renomowany klub dla celów komercyjnych się ośmiesza. Podważano sportowy sens transferu, kluczową informacją ze zgrupowania drużyny w Dubaju miało być znalezienie wystarczająco luksusowego apartamentu dla żony Beckhama, sławnej piosenkarki, która również wpływa na jego emploi - wszyscy myślą, że w domu to ona trzyma pilota.
Anglik wylądował na stadionie San Siro i z miejsca uciszył szyderców. Strzela gole, asystuje przy golach kolegów, nęka rywali dośrodkowaniami i wślizgami, podaje najczęściej w drużynie. Z dnia na dzień stał się jej niezbędny, trener Carlo Ancelotti sugeruje, że Milan albo wyrwie go z Los Angeles, albo powinien zapomnieć o tytule mistrzowskim.
Za dużo Beckhama w Beckhamie, przerost formy nad treścią, gargantuiczne ego ledwie mieszczące się na boisku? Nic z tego, pomylili się wszyscy, także zadziwieni jego popisami szefowie klubu, którzy nie liczyli na boiskowe cuda, lecz nakręcenie sprzedaży koszulek. Beckham znów dowiódł, że jest jednym z tych piłkarzy, którego publiczny wizerunek nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
Poza boiskiem żadnych fochów, zarozumialstwa i trzymania nosa nad czubkiem głowy, na boisku żadnego efekciarstwa, lenistwa i pozorowania walki. Skromność, nawet pokora, skłonność do rzetelnej dłubaniny w defensywie, entuzjastyczne poświęcanie się dla innych. Beckham nadęty gwiazdor nie istnieje, istnieje tylko Beckham fajny kolega (był lubiany w każdej szatni, teraz zaprzyjaźnił się z samym Paolo Maldinim), Beckham absolutny profesjonalista, wyzbyty z egoizmu stachanowiec. Ten wypacykowany laluś nigdy nie odstawia nogi, potrafi podjąć ciężką, fizyczną walkę. Symptomatyczne, że zajął na boisku miejsce kontuzjowanego Gennaro Gattuso, speca od czarnej i mokrej roboty, którego nieobecność wielokrotnie czyniła Milan bezbronnym w obronie.
Jeszcze więcej o angielskim skrzydłowym mówi historia jego relacji z Fabio Capello, trenerem autokratą nie tyle odpornym na gwiazdorski blichtr, co reagującym nań alergicznie. Wymagający bezwarunkowego posłuszeństwa i chropowaty w obejściu Włoch nie ufał Beckhamowi instynktownie, a na wieść o planowanym przez niego transferze do Los Angeles odsunął go od składu Realu Madryt. Piłkarz nie skarżył się i nie naburmuszył. Wzmógł wysiłki, by udowodnić szefowi, że ten nie ma racji. I zasłużył na ułaskawienie. Bez niego mistrzostwa Hiszpanii Real pewnie by wówczas nie zdobył, a posiadacz całej dostępnej ludzkości trenerskiej wiedzy Capello nie zaszokowałby piłkarskiego światka bezprecedensowym wyznaniem, że w ocenie Beckhama popełnił błąd. Co pozostanie jego najbardziej sensacyjną publiczną wypowiedzią o polityce personalnej przynajmniej do dnia, w którym ujawni, że owszem, zgodził się wziąć udział w konklawe, ale wskazany przez niego Benedykt XVI wcale nie konsultuje z nim treści encyklik.
Teraz Capello - występujący w zupełnie nowej roli - znów Beckhama powołał. Do reprezentacji Anglii. Wziął gracza już podstarzałego (33-letniego), bo ten znów ujął go ambicją, determinacją, niezdolnością do oparcia się tęsknocie za wielkim futbolem. Wpadł Beckham do Milanu na życzenie selekcjonera, by po zakończeniu sezonu ligi amerykańskiej odzyskać kondycję, czucie piłki, szansę na występ w przyszłorocznych mistrzostwach świata. Być może sam nie przypuszczał, jak wszystko się potoczy. Operacja miała sprowadzić się do epizodu, dwumiesięcznego wypożyczenia, ale piłkarz odżył i zrozumiał, że woli mieć szafkę obok Kaki niż rezydencję obok Toma Cruise'a. Nie chce wypełniać do końca kontraktu tam, gdzie był sportowym trupem. On wcale nie pasuje do Hollywood, jego emigracja z wyboru zubaża europejski futbol.
Opowiada, że cierpiał w byle meczach słabej amerykańskiej MLS, do stylu gry Milanu przystosował się tak szybko, jakby czuł, że przed nim ostatnie pięć minut na zmartwychwstanie. Trener Ancelotti zachwyca się jego boiskową inteligencją, dzięki której Anglik nie potrzebował okresu ochronnego, natychmiast pojął subtelności taktycznych schematów, tylko w pierwszym meczu jego ruchy krępowała niepewność. Nawet z powierzchownej analizy wynika, że stał się najaktywniejszym zawodnikiem Milanu. Co analiza głębsza, poparta jeszcze statystyką, potwierdza. Anglik najczęściej dopada piłki, najwszechstronniej łączy wydajność ofensywną z obowiązkami defensywnymi, najintensywniej uczestniczy w grze.
W reprezentacji będzie musiał znosić rolę rezerwowego, na prawym skrzydle ganiać mają Theo Walcott i Shaun Wright-Phillips. W środowym sparingu z Hiszpanią jednak zagra, wyrówna osiągnięcie Bobby'ego Moore'a (108 meczów w kadrze), przed sobą będzie miał już tylko Petera Shiltona (125 meczów). Jest największym angielskim piłkarzem ostatniej dekady, a także jednym z nielicznych w ogóle, którzy - choć wypada poczekać jeszcze na jego ewentualną przyszłość w Serie A - sprostali wyzwaniu gry na kontynencie, w dodatku w legendarnych klubach. Może również dlatego, że nie nasiąkł nawykami gwiazd Premier League. Zamiast beczek piwa wlewa w siebie świeżo wyciśnięty sok pomarańczowo-grejpfrutowy, nie lubi słodyczy, kolację kończy przed dwudziestą, a nie w nocnym klubie.
Lekarze z MilanLabu zdumiewają się możliwościami jego organizmu i prognozują, że szczytową wydolność zachowa do 38. roku życia. Ale dojrzalszy wygląd raczej nie zmieni reputacji Beckhama, który zdaniem wielu na sławę tylko w niewielkim stopniu zapracował na boisku. Sam piłkarz tego nie chce, nawet teraz prasa rozpisuje się o skutecznie wybijającym komary urządzeniu, które zainstalował w swoim tajlandzkim domu, budząc gwałtowny protest buddyjskich mnichów - uznających życie każdej, najmniejszej nawet istoty, za nietykalne. Nieważny sposób, bez hałasu ani rusz, inaczej Beckham nigdy nie trafiłby na wszystkie billboardy świata i do księgi Umberto Eco.
Spektakularny niezbyt często bywa Anglik jedynie na boisku. Zamiast dryblować, haruje, swoją przydatność prezentuje zbyt dyskretnie, by wpatrywał się w nią cały stadion. Jakże paradoksalnie by to zabrzmiało: supergwiazdor Beckham piłkarzem dla koneserów?
autor: Rafał Stec
Zmieniony przez - -Baca- w dniu 2009-02-18 14:02:04
nie widziałem meczów Beckham'a w lidze wloskiej, ale z tego co czytam to naprawde radzi sobie znakomicie. Widziałem za to mecz towarzyski Milanu z Rangers'ami. Anglik zagrał tam bardzo dobry mecz. Wiadomo, że to tylko mecz towarzyski i unika się ostrych starć w takim spotkaniu, ale pomysłowość i kreatywność Beckham'a mozna było zauwazyc. Wiele przemyslaneych podan i takze dokładnych otwierajacych droge do bramki Jesli na dluzsza mete bedzie sie tak spisywal to mozna by nawet rzec ze to był transfer zimy No ale wlasnie czy Beckham w dluzszym okresie czasu utrzyma ta forme. Widac ze ma zapał i ochote na gre w reprezentacji co Capello mu nie utrudnia i powołał na mecz z Hiszpanami.
Podsumowujac oceniam Go na duzy plus jak do tej pory
!!!<<< ARSENAL LONDYN >>>!!! !! Pomyśl, jeśli potrafisz !!
Specjalista -
1234366479000
Vieira
Wysłana - 11 lutego 2009 16:36
Uwielbiam go, fantastyczny piłkarz
juve!!!
Znawca -
1234366560000
wikt SZ i ISO
Wysłana - 11 lutego 2009 16:37
Przejście do Milanu mu bardzo dobrze zrobiło, dogrywa, asystuje - jednym słowem Beckham z najlepszych lat Ciekawe jak się dzisiaj w meczu z Hiszpanią zaprezentuje
W życiu znam się na dwóch rzeczach: na pokerze i na ludziach, dlatego nie przegrywam...
Specjalista -
1234366635000
number1one
Wysłana - 11 lutego 2009 16:43
Ogladalem do tej pory wszytskie mecze Beckhama w milanie w lidze. Jak bedzie tak dalej gral to mysle ze milan nie pozwoli na odejscie. Na razie wielki plusik:) a jak dalej sie potocza jego losy czas pokaze trzeba poczekac do marca.
1234367015000
-Baca-
Wysłana - 11 lutego 2009 16:44
no Milan juz teraz walczy aby nie odszedł w marcu do Galaxy
!!!<<< ARSENAL LONDYN >>>!!! !! Pomyśl, jeśli potrafisz !!
Specjalista -
1234367094000
number1one
Wysłana - 17 lutego 2009 22:41
Kiedy media ogłosiły, że David Beckham został wypożyczony z LA Galaxy do AC Milan, praktycznie nikt nie wierzył, że będzie to jakieś realne wzmocnienie klubu. Wszyscy "eksperci" śmiali się z Anglika, opisując go nie jako piłkarza, ale jako celebrytę. Zakładano, że popularny Spiceboy przez te trzy miesiące potruchta trochę w Milanello, pozwiedza butiki i może czasami wejdzie na murawę, gdy zwycięstwo będzie już niezagrożone. Wszystkie media trąbiły, że jedynym motywem sprowadzenia Becksa na San Siro jest zwiększenie klubowej sakiewki, która zmniejszyła objętość przez brak Ligi Mistrzów. Beckham miał być kolejnym tzw. "wypalonym i starym" do już i tak pokaźnej kolekcji, która przewinęła się przez Milan. Można powiedzieć, że dopiero teraz udał się "numer" z powrotem do wielkiej formy starego mistrza. Galliani nareszcie ściągnął kogoś wielkiego po trzydziestce, kto gra jak przystało na nazwisko jakie nosi na koszulce.
Beckham już od pierwszego treningu zachwycał trenera i kolegów. Pokazywał swoje zaangażowanie i olbrzymie umiejętności, często tak podważane przez innych. Chyba dla wszystkich było olbrzymim zdziwieniem gra od pierwszej minuty przeciwko Romie byłego gracza Manchesteru i Realu. Piłkarz zaledwie po paru dniach treningów w nowym otoczeniu od razu dostał szansę i nie to byle z jakim przeciwnikiem. Wielkie było zdziwienie z tego powodu, bo przecież Ancelotti to nie jest trener, który lubi eksperymentować lub ryzykować i to jeszcze z tak wymagającym rywalem. Beckham wbrew wszystkim krytykom zagrał przyzwoite spotkanie w Rzymie. Widać było, że nie ma żadnych problemów z dostosowaniem się do taktyki drużyny. W przeciwieństwie do gry w MU teraz David nie grał jako typowy skrzydłowy, przywiązany do bocznej linii boiska, w Milanie gra bardziej w środku, ma więcej zadań defensywnych. Z meczu na mecz nowy Milanista grał coraz lepiej, w Bolonii strzelił swojego pierwszego gola. W następnym spotkaniu popisał się swoim firmowym uderzeniem z rzutu wolnego. Z Lazio zaliczył dwie asysty. Nieprawdopodobne stało się faktem &#8211; Beckham się odrodził. W przeciągu tak niewielkiego czasu stał się pierwszoplanową postacią w wyjściowym składzie Mediolańczyków. Dzięki świetnej grze Davida można było zapomnieć o kontuzji Gattuso &#8211; fundamentalnego elementu w układance trenera.
Świetna gra Anglika przynosi tak samo dużo pożytku co problemów dla Gallianiego i spółki. Od samego początku było wiadomo, że piłkarz jest tylko wypożyczony i to nie do końca sezonu, ale do 8 marca. Teraz nikt w Mediolanie nie wyobraża sobie drużyny bez Becksa, odkąd przybył Milan nie przegrał spotkania. Adriano Galliani otrzymał kolejne zadanie, zatrzymanie Beckhama na stałe na San Siro. Misja ta nie jest łatwa ponieważ LA Galaxy nie zamierza pozbywać się reprezentanta Anglii, nawet za spore jak na jego wiek pieniądze. Amerykanie jak zawsze pewni swojej wielkości chyba nie zdają sobie sprawy, że ich pozycja negocjacyjna nie jest wcale tak mocna jak im się wydaje. MLS to nie jest liga, która prezentuje chociażby średni europejski poziom, na pewno grając w USA Beckham nie ma szans na powołania do reprezentacji Anglii. Fabio Capello nie będzie leciał za morze, aby oglądać Davida, a jak sam mówił, jeśli Becksa chce liczyć się w walce o wyjazd do RPA musi grać w Europie. Sam zainteresowany nie śpieszy się do powrotu do Los Angeles. Jak sam mówi zakochał się w Milanie i zamierza tu pozostać na dłużej. Dzięki szansie jaką dostał od Gallianiego Świat przypomniał sobie o Angliku, Capello powołał go reprezentacji, Beckham znów stał się piłkarzem!
Dalej nie wiemy jak potoczą się dalsze perypetie z transferem Becksa. Zapewne każdy Milanista chciałby, aby Anglik pozostał w Europie. Interesy Milanu i Davida Beckhama są podobne. Klub potrzebuje tego gracza do walki o Scudetto i Puchar UEFA, zawodnik zamierza zagrać na Mundialu w Afryce i tylko grając w klubie Berlusconiego może liczyć na bilet od Capello. Galaxy natomiast nie chce nawet słyszeć o stracie swojej megagwiazdy. Jak pokazują ostatnie dni amerykański klub nie chce nawet słyszeć o żadnym transferze, bo pieniędzy w Galaxy nie brakuje. Jedynym racjonalnym rozwiązanie wydaje się być zostawienie decyzje w rękach samego zainteresowanego. Jeśli Beckhamowi tak bardzo zależy na powrocie do wielkiej piłki i spełnieniu swojego wielkiego marzenia gry na Mistrzostwach Świata Anno domino 2010 to powinien rozwiązać kontrakt z Galaxy i związać się na dłużej z czerwono-czarnymi. Za zerwanie umowy Becks musiałby zapłacić Amerykanom około 5 mln dol., ale co to za kwota, skoro na koncie Anglika znajduje się suma 125 milionów funtów!!!
Jeśli więc sam Beckham, wnioskując po jego wypowiedziach, "zakochał" się we włoskiej drużynie sam powinien stanąć na wysokości zadania. Co prawda wymuszenie zgody na odejście do Milanu lub zerwanie umowy z Galaxy nie byłoby zbyt profesjonalnym zachowaniem ze strony Anglika. Stara zasada, że umów należy dotrzymywać powinna być stawiana wyżej niż skłonności hedonistyczne. Z drugiej strony jak powiedział sam Paolo Maldini: "Jeśli dwie osoby mają się ku sobie, to musi być wesele". Decyzja należy do Beckhama, a przecież jak się bardzo czegoś chce to można to osiągnąć. Najbliższe dni pokażą, czy Becks jest facetem z jajami, czy - jak to kiedyś ujął Jan Nowicki - brakuje mu jeszcze piórka w d...
Zmieniony przez - number1one w dniu 2009-02-17 22:43:19
1234906912000
Obi_
Wysłana - 17 lutego 2009 22:51
Świetny zawodnik. (szkoda tylko że wpadł w złe ręce (Viki))
United!! United!!
1234907473000
hub3rt001
Wysłana - 17 lutego 2009 23:07
nie jest juz młody ale grac potrafi :)
1234908423000
Zdenek_SB
Wysłana - 17 lutego 2009 23:22
Obi - sam bym chciał wpaść w tak złe ręce
a co do Beckhama to faktycznie piłkarz nietuzinkowy, można go lubić albo nie ale trzeba cenić nie tylko za dobrą grę (oprócz słabszych okresów, ale kto ich nie ma) ale za propagowanie piłki nożnej na świecie. Jego strzały i dośrodkowania ze stałych fragmentów to kanon piękna w tej dziedzinie
tylko jeden klub kocham aż po grób...
1234909327000
Smokealot
Wysłana - 17 lutego 2009 23:55
jego wielkim błędem było odejście z Man U. tam miał pole do popisu, bo gra Manchesteru opierała się na wrzucaniu piłki w pole karne do wysokiego napastnika (np. van Nistelrooya) - w tym był naprawdę dobry i miał wiele asyst w sezonie. do tego egzekwował większość stałych fragmentów gry, z których również były gole i asysty.
w Realu grał często nie na swojej pozycji, ale np. w środku. za jego czasów na szpicy Królewski grał Ronaldo i gra była raczej nastawiona na szybki atak, grę kombinacyjną i tu już Becks miał mniejsze pole do popisu, bo za plecami R9 głównie operował Zidane. no i do rzutów wolnych było też więcej chętnych..
mimo wszystko wg mnie jeden z najlepszych piłkarzy przełomu wieków
"These are the people who always know a guy who knew a guy, who took steroids and his head exploded."