Transfery Abramowicza: Do granic absurdu
Nawet Roman Abramowicz nie potrafi ożywić letniego okresu zakupów. Zapowiadane rekordy transferowe kończą się na razie na słowach – informuje „Rzeczpospolita”.
Specjaliści od marketingu dwoją się i troją, by podtrzymać mit Chelsea Londyn jako klubu, który może mieć każdego piłkarza. Tego lata gazety informowały już o tym, że Roman Abramowicz zaproponował Milanowi 85 mln euro za Andrija Szewczenkę, teraz granica absurdu została przesunięta jeszcze dalej. Według włoskiego dziennika "Corriere dello Sport" właściciel Chelsea jest gotów wydać 120 milionów na Ronaldinho. Wprawdzie Brazylijczyk cały czas powtarza, że nie chce się ruszać z Barcelony i w tym tygodniu ma przedłużyć umowę co najmniej do 2010 roku, ale specjaliści od transferowych plotek wiedzą swoje. Kibice chcą wierzyć w nieograniczone możliwości Abramowicza, więc trzeba spełniać ich życzenia. Nieważne, że przez trzy lata inwestowania w Chelsea Rosjaninowi nie udało się skusić żadnej gwiazdy z najwyższej półki, nie licząc trenera Jose Mourinho. Odmawiali mu już m.in. Raul, Samuel Eto'o, Adriano, a ostatnio Steven Gerrard.
Abramowicz ma jeszcze sporo czasu, bo otwarte 1 lipca okno transferowe zamknie się z końcem sierpnia. Na układanej przez dziennikarzy liście życzeń Chelsea są m.in. Alberto Gilardino z Parmy, David Trezeguet z Juventusu Turyn i Joaquin z Betisu. Trener Mourinho mierzy skromniej niż dziennikarze: oprócz kupionego już z Athletic Bilbao Asiera del Horno chciałby mieć w drużynie Shauna Wrighta-Philipsa z Manchesteru City i Michaela Essiena z Olympique Lyon (pierwsza runda negocjacji zakończyła się niepowodzeniem, bo Chelsea zdaniem władz Lyonu zaproponowała zbyt mało pieniędzy).
Więcej w "Rzeczpospolitej"
onet.pl
ciekawe czy romek kogos kupi?
