Ależ spamuj mi tu Bronku,inaczej jest cisza w eterze

Dzisiejszy dzień był dziwny

Dieta byłaby prawie trzymana,gdyby nie spadek endorfin i moje łakomstwo. Połakomiłam się na małego batonika

Ale powiem szczerze,że warto było dla tej chwili rozkoszy

Dawno się tak nie delektowałam batonikiem

Sprawa druga: z plecami dochodzimy do punktu wyjścia najprawdopodobniej. Niby już było ok,ale czekał mnie dziś ciężki dzień treningowy: W-F na uczelni, judo i bjj. Plecy zbuntowały się już na wfie i "strzeliły" ponownie,kiedy wyskoczyłam do bloku

Ale że nie lubię,gdy coś przeszkadza mi w realizowaniu planów,to twardo poszłam na judo. Tam zrobiłam wyciskanie (4 serie po 10 powt. 25 kg, 2 serie po 10 powt. sama sztnaga), bicepsy i barki oraz przedramie (wszystkie te cwiczenia sztangielką 5kg).
Zastanawiałam się pilnie,czy iśc na bjj,ale stwierdziłam,że pójdę chociaz się pokazać. I ćwiczyłam,ale robiłam jedynie techniki i ćwiczenia,które nie sprawiały bólu (no i powalczyłam 4 walki o pozycję

) i chyba to był dobry wybór. Mam wrażenie,że się nieco rozluźniłam,przez co ból zelżał.
I mam nadzieję,że taką porcją ruchu odrobiłam tego batonika
