Sorry ogólnie za mój brak zdecydowania i chaotyczność wypowiedzi - straszne rzeczy się ze mną dzieją, wiadomo - hormony. Ale wszystko idzie ku lepszemu. Z dietą nareszcie doszłam do ładu po wielu eksperymentach metodą prób i błędów. CKD w łagodnej formie zrobiłam na próbę 2 dni i, rzeczywiście, miło było się trochę "odglikogenić" i pozbyć widoku pulchnych rączek - woda podskórna, oczywiście została, ale ta z mięśni zeszła. Kombinowałam z tym niełączeniem znowuż i te resztki mięśni straciłam

ale przynajmniej teraz wiem, że rzeczywiście były, bo już nie mam twardych bicepsów i brzuch gorszy. Doszłam do wniosku, że powinnam słuchać własnego organizmu i dietę układać wg własnych potrzeb. Nie leży mi łączenie węgli z białkiem, ale w 100% założeń tej diety nie zamierzam się trzymać, bo przesada nigdy nie jest wskazana. Znalazłam dobre wyjście z mojej sytuacji, na forum parę lat temu był post właśnie nt. tej diety, konkretnie dieta tao, jakiś koleś ponoć nie miał problemów z przyrostami. Ja stosuje podobny system, ale wybiórczo. Dobrą mam dietkę, zero suplementów, a nie mam niedoborów przy dużej aktywności fizycznej.
Skupiam się teraz na treningach, narazie moimi głównymi celami są utrzymanie wagi, poprawa kondycji do tego stopnia, by móc przebiec godzinę w szybkim tempie, no i może wzmocnić górne partie ciała.Na całe szczęście, mogę już biegać, bo straciłam sporą część wody, choć do ideału jeszcze długa droga, ale nogi mi już tak nie ciążą i jest coraz lepiej. Siłownię muszę sobie darować, ze względu na zdrowie i finanse (mam cichą nadzieję, że dam radę się zapisać na doskonalenie pływania). Dobra, sorry za gadanie bez sensu, to jest taka gadka zdesperowanej kobity z zaburzeniami hormonalnymi

nie życzę nikomu takiej masakry, jaką przeszłam. Mam do Ciebie, Obliques jeszcze tylko jedno (chyba ostatnie

) pytanko, gdyż wiem, że się znasz i masz dystans zdrowy do tego całego fitnessu i kulturystyki, a ja to cenię

Kupiłam hantle 2x10kg i lada dzień będę miała piłkę stabilizacyjną, mam zamiar zainspirować się Twoim programem treningowym z forum i 2xtyg robić trening na same ręce, tzn solidny trening "obręczy barkowej", bicepsy, tricepsy. Głównie chodzi mi o wzmocnienie i, chociaż lekkie, rozbudowanie góry. Może uda się na zerowym/ujemnym bilansie... Będę robić wszystko "z głową", bo moje początki były wielce nierozważne, nabawiłam się kontuzji. No i moje pytanie - czy hiit raz w tygodniu (wolałabym częściej) i bieganie 3xtyg nie będzie za bardzo kolidował z treningiem siłowym, który chcę robić rzadziej, nogi raz w tygodniu porządnie, no i te 2xtyg łapki. Chodzi mi o to, czy nie będzie to bez sensu? Bo hiit chcę robić dla kondycji, a biegi kocham i chcę zrobić jakiś progres w tym kierunku, ale czy to nie przyczyni się do palenia mięśni? Ogółem, zawsze stawiałam bardziej na sporty wytrzymałościowe/aeroby, a siłownia byłaby dodatkiem. Wiem, że w takich sytuacjach najlepiej jest ćwiczyć ogólnorozwojówkę na siłowni, ale ja wolę dobrze zmęczyć konkretne partie i im poświęcić tą godzinkę, niż machnąc po 2 cwiczenia na daną partię w jednym treningu. Jeszcze raz sorry za te wszystkie pytania

wiem, że na niezrównoważoną wyglądam, ale co się dziwić, od pół roku wyglądam, jakbym przytyła, a jednocześnie schudłam, bo widzę znacznie więcej kostek na dłoniach, a jak wiadomo, dłonie puchną najmniej... Z góry dzięki i to mój ostatni post, żeby nie męczyć tym zrzędzeniem...