SFD.pl - fitness, kulturystyka, trening, dieta i suplementacja

Może i bardzo tego chcemy, lecz z grupy i tak nie wyjdziemy /// SPAM TDP !!

temat działu:

Trening dla początkujących

słowa kluczowe: , , , , , , ,

Ilość wyświetleń tematu: 61888

...
napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 0 Napisanych postów 219 Na forum 8 lat Przeczytanych tematów 562
o kurva mam tylu janow ze mi forum zalozyli

daj SOGa :D

bóg, chonor, sfd

...
napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Znawca
Szacuny 31 Napisanych postów 11474 Wiek 25 lat Na forum 10 lat Przeczytanych tematów 63492
Prawdziwy celebryta

www.pajacyk.pl 
[][][]--------[][][]
,, Po co ćwiczyć?? I tak umre. Żeby mnieć, kvrwa, większą trumne!! "...

...
napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 9 Napisanych postów 2425 Wiek 23 lat Na forum 6 lat Przeczytanych tematów 9575
wilku spie tego na K**
...
napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 0 Napisanych postów 219 Na forum 8 lat Przeczytanych tematów 562
cos czuje ze bede z najmanem walczyl jak taki slawny jestem

daj SOGa :D

bóg, chonor, sfd

...
napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 3 Napisanych postów 458 Na forum 6 lat Przeczytanych tematów 3029
Pedał[edytuj]
Ten artykuł dotyczy części mechanizmu dźwigniowego. Zobacz też: film o tym samym tytule.

Zobacz hasło pedał w Wikisłowniku


Stopa - mechanizm uderzający bębna basowego


Pedały w samochodzie: od lewej sprzęgła, hamulca i gazu.
Pedał (łac. pedalis – nożny) to część mechanizmu dźwigniowego służąca do wprawiania go w ruch za pomocą nacisku nogą.
Instrumenty muzyczne[edytuj]
Wykorzystywany m.in. w wielu instrumentach muzycznych.
Organy: klawiatura dla nóg, zwykle budowana w oparciu o wzór klawiatury ręcznej (tzw. manuału) (analogiczny układ klawiszów "białych" i "czarnych", lecz o wiele szersza menzura, gdyż gra odbywa się za pomocą czubka lub pięty); wcześniej w niektórych krajach (Włochy, Hiszpania i inne) miała formę odmienną, występując w postaci np. zwykłych okrągłych przycisków, układem nie przypominających klawiszów manuału. Partia pedału notowana jest zwykle na osobnej (trzeciej), dolnej pięciolinii (pierwszy znany na świecie przykład takiej notacji, autorstwa Adama z Wągrowca, pochodzi z ok. 1618 r.); może natomiast znajdować się na drugiej pięciolinii (w układzie z dwóch pięciolinii), przeznaczonej dla lewej ręki i posiadać wówczas oznaczenie Pedale (wł.), Pedal (niem., ang.), Pédale (fr.) lub ogólnie przyjęte Ped. Pedał w organach zwykle służy do prowadzenia dolnego, basowego głosu, gdyż klawiatura pedałowa obsadzona jest kilkoma lub kilkunastoma registrami (głosami) niskobrzmiącymi; nie są rzadkie natomiast przypadki użycia pedału (a dokładniej, wysokich głosów pedałowych) dla prowadzenia melodii w akustycznym dyszkancie lub do wykonania tzw. cantus firmus, przy akompaniamencie rąk, grających na manuale (manuałach). We współczesnych organach liczba klawiszów pedału wynosi 30-32; w poprzednich epokach była zwykle mniejsza i mogła nawet nie przewyższać ośmiu.
Pianino, fortepian: dwie lub trzy dźwignie pozwalające przede wszystkim na:
zwiększenie wolumenu poprzez zaprzestanie tłumienia wszystkich strun (prawy pedał, pedał forte, rzadziej: pedał sustain)
wyciszenie poprzez przesunięcie całego mechanizmu względem strun nieco w prawo lub przybliżenie młoteczków do strun (lewy pedał, pedał piano, wł. una corda)
znaczne wytłumienie dźwięku poprzez umieszczenie między młoteczkami a strunami filcu (środkowy pedał pianina)
zaprzestanie tłumienia jedynie aktualnie naciśniętych klawiszy (środkowy pedał fortepianu, pedał sostenuto).
Wibrafon: Dźwignia działająca podobnie jak prawy pedał fortepianu.
Harfa: trójstopniowa dźwignia pozwalająca na uzyskanie trzech różnych dźwięków poprzez naciągnięcie lub poluźnienie wszystkich jednoimiennych strun; harfa posiada ogółem siedem pedałów (po jednym na każdy dźwięk gamy diatonicznej C-dur).
Perkusja: dźwignia służąca do naciągania membrany na kotłach, zmiany brzmienia talerzy hi-hat bądź też do uderzania w bęben basowy (bęben wielki).
Pojazdy[edytuj]


Pedał rowerowy
W samochodzie wyróżnia się trzy pedały (od lewej):
pedał sprzęgła, którego wciśnięcie rozłącza połączenie między silnikiem i skrzynią biegów (samochody z automatyczną skrzynią biegów nie posiadają pedału sprzęgła)
pedał hamulca, którego wciśnięcie powoduje dociśnięcie szczęk hamulcowych do bębna lub klocków do tarczy
pedał przyspieszenia (zw. pedałem gazu), którego wciśnięcie powoduje otwarcie przepustnicy w gaźniku, co zwiększa dopływ paliwa do silnika (samochody wyposażone w silnik wysokoprężny bądź w silnik benzynowy z wtryskiem paliwa nie posiadają gaźnika)
Zdarzają się również inne pedały, np. w wielu samochodach produkowanych na rynek amerykański, a także w niektórych modelach Mercedesa hamulec awaryjny (zw. ręcznym lub postojowym) jest uruchamiany pedałem. W produkowanym w latach 1908–1928 samochodzie Ford T pedały służyły do zmiany biegów.
W motocyklach pedały służą typowo do uruchamiania hamulca (prawy) i zmiany biegów (lewy).
Pedał rowerowy (zwany też platformą) to część układu napędowego roweru, która służy przenoszeniu energii z nóg rowerzysty, poprzez korby, do układu napędowego.
Wiele kajaków ma dwa pedały, ułatwiające manewrowanie. Naciśnięcie przez kajakarza prawego pedału powoduje wychylenie steru w prawo, a lewego – w lewo. Pozwala to na zmianę kierunku niezaburzającą rytmu wiosłowania.
Kategorie: Elementy budowy pojazdówInstrumentoznawstwo
Logowanie i rejestracjaArtykułDyskusjaCzytajTekst źródłowyHistoria i autorzy

Strona główna
Kategorie artykułów
Najlepsze artykuły
Losuj artykuł
Dla czytelników
Zgłoś błąd
Częste pytania (FAQ)
Strona kontaktowa
Wykluczenie odpowiedzialności
Wspomóż Wikipedię
Dla wikipedystów
Narzędzia
Drukuj lub eksportuj
W innych językach
Български
Català
Česky
Dansk
Deutsch
English
Español
Esperanto
فارسی
Français
한국어
Bahasa Indonesia
Italiano
Magyar
Nederlands
日本語
‪Norsk (bokmål)‬
Português
Русский
Simple English
Slovenščina
Svenska
Українська
Tę stronę ostatnio zmodyfikowano 10:59, 15 wrz 2011.
Tekst udostępniany na licencji Creative Commons: uznanie autorstwa, na tych samych warunkach, z możliwością obowiązywania dodatkowych ograniczeń. Zobacz szczegółowe informacje o warunkach korzystania.
...
napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 9 Napisanych postów 2425 Wiek 23 lat Na forum 6 lat Przeczytanych tematów 9575
po jakiego hoya to wklejasz? przyprowadze zielonego i cie uj**ie
...
napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 9 Napisanych postów 2425 Wiek 23 lat Na forum 6 lat Przeczytanych tematów 9575
jak ci sie nudzi wklejaj ładne panie
...
napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 3 Napisanych postów 458 Na forum 6 lat Przeczytanych tematów 3029
wy to część układu napędowego roweru, która służy przenoszeniu energii z nóg rowerzysty, poprzez korby, do całegu układu napędowego. Stosowane także niekiedy w niektórych typach motorowerów (mopedów).
Budowa i działanie tradycyjnych pedałów[edytuj]
W najbardziej podstawowej wersji, pedał rowerowy to mała platforma wykonana z tworzywa lub metalu, połączona z krótkim, ułożyskowanym wałkiem, który mocuje się z jednej strony połączeniem gwintowym do korby. Rowerzysta w czasie jazdy trzyma nogi na platformach pedałów, które, dzięku ułożyskowaniu ich wałka, mogą rotować względem korb, dzięki czemu znajdują się w pozycji równoległej do stóp niezależnie od fazy ruchu.
Odmiany[edytuj]
Platformowe - są to najbardziej tradycyjne pedały, składające się z platformy i ruchomego wałka. Platforma może być wykonana z jednego kawałka metalu lub tworzywa, obecnie jednak częściej spotyka się platformy ramkowe - wykonane z metalowej lub lżejszej, wykonanej z tworzywa, ramki. Pedały platformowe posiadają zwykle na powierzchni ząbki, tarkę lub inne wystające elementy zwiększające tarcie butów o platformy, gdyż tarcie to jedyna siła, która utrzymuje buty na platformach. Wadą pedałów platformowych jest słaba transmisja energii, gdyż można w nich pedałować wyłącznie poprzez ich naciskanie, bez możliwości ich ciągnięcia w górę, czy nawet popychania do przodu, co powoduje, że transmitują one energię tylko przez 45% fazy ruchu nóg. Dodatkowo, przy jeździe po wybojach lub w mokrych warunkach istnieje silna tendencja do ześlizgiwania się nóg z tego rodzaju pedałów. Zaletą tych pedałów jest natomiast możliwość korzystania z nich w niemal każdym rodzaju obuwia, a nawet boso;
Platformowe z kolcami - są to pedały, w których z platform wystają specjalne krótkie kolce, które zagłębiają się w specjalne otwory w butach, dzięki czemu buty nie ślizgają się w nich. Wymagają one jednak jazdy w specjalnie przystosowanych butach. Są one stosowane dość powszechnie w rowerach górskich do zjazdu i cyklotrialu. Nie umożliwiają one ciągnięcia pedałów w górę, ale umożliwiają ich pchanie do przodu, dzięki czemu transmisja energii odbywa się przez ok. 55-60% fazy ruchu nóg. Zaletą tego rozwiązania jest możliwość odłączenia się od pedałów w każdej chwili, niemal tak samo szybko jak od zwykłych pedałów platformowych;
Platformowe z noskami - są to pedały, w których do platform są przytwierdzone tzw. noski, czyli plastikowa bądź metalowa kształtka, połączona jeszcze zwykle z paskiem zapinającym, która na stałe przytwierdza nogę do pedału. Pedały z mocno zapiętymi noskami umożliwiają transmisję energii przez 99% fazy ruchu nóg (oprócz tzw. momentu martwego, gdy pedał znajduje się w najwyższym punkcie). Ich zaletą jest też możliwość jazdy w każdym rodzaju obuwia. Podstawą bezpiecznego używania nosków jest możliwie duże ściągnięcie paska, ale umożliwiające jeszcze swobodne wycofanie stopy (przez ruch do tyłu) z noska w razie (nagłej) potrzeby. Wadą nosków jest konieczność wyrobienia odruchu wsuwania drugiej stopy w czasie jazdy - pierwszą można wsadzić, gdy rower jeszcze stoi. Sam pedał z noskami na ogół swobodnie zwisa noskiem na dół. Krawędz pędału należy lekko docisnąć stopą, a jej ruch do tyłu powoduje, że pedał przyjmuje pozycję poziomą, co umożliwia wsunięcie stopy w nosek przez ruch do przodu.
Zatrzaskowe - są to pedały posiadające specjalny mechanizm zatrzaskowy, który podobnie jak noski, na stałe łączy nogi z pedałami poprzez chwytanie i zatrzaskiwanie się na specjalnej metalowej kształtce przytwierdzonej do podeszwy buta, zwanej blokiem. Wpinanie w zatrzask odbywa się niemal automatycznie w momencie pierwszego naciśnięcia stopą na pedał, natomiast wypinanie wykonuje się poprzez ruch stopą na zewnątrz w płaszczyźnie platformy pedału. Pedały zatrzaskowe "trzymają but" tak samo skutecznie jak noski, jednak ich konstrukcja powoduje, że w momencie upadku buty automatycznie wypinają się z nich, podobnie jak to jest w wiązaniach narciarskich. Większość pedałów zatrzaskowych posiada bardzo małe, szczątkowe platformy, gdyż specjalne buty z zatrzaskami muszą mieć twarde i nie zginające się podeszwy, które w pewnym sensie zastępują normalne platformy. Istnieją jednak także pedały zatrzaskowe z normalnymi platformami, które umożliwiają jazdę w zwykłym obuwiu, jednak przy jeździe w zwykłym obuwiu nie można oczywiście się w nie wpiąć. Obecnie w handlu dostępnych jest kilkanaście rodzajów mechanizmów zatrzaskowych, z których najważniejsze to:
Szosowe zatrzaski marki LOOK - wymagają one stosowania bardzo dużych bloków, uniemożliwiających praktycznie chodzenie w butach, do których są przymocowane, ale najlepiej "trzymające" ze wszystkich produkowanych i co za tym idzie najlepiej transmitujące energię. Zatrzaski LOOK były pierwszym tego rodzaju rozwiązaniem na świecie i obecnie stały się normą w rowerach szosowych, którą powiela obecnie wiele innych firm, łącznie z samym Shimano.
SPD - czyli Shimano Pedaling Dynamics - mechanizm zatrzaskowy do rowerów górskich wprowadzony przez firmę Shimano. Wymaga on znacznie mniejszych bloków od szosowych zatrzasków Look, które można "ukryć" w zagłębienu podeszwy, co umożliwia niemal normalne chodzenie. System ten umożliwia też znacznie łatwiejsze wpinanie i wypinanie się z pedałów w porównaniu z mechanizmem Look. Słabiej jednak "trzyma" nogę, co powoduje, że nieco gorzej transmituje energię pedałowania. System SPD jest prawie taką samą normą w rowerach górskich, jak system Look w rowerach szosowych i kopiuje go wiele różnych firm, z których najbardziej znane są: Wellgo i Ritchey. Największą wadą systemu SPD jest jego stosunkowo mała odporność na zabrudzenie błotem, które się dość często zdarza w kolarstwie górskim.
Crank Brothers - ze względu na swój kształt podobny do ubijaczek do jaj potocznie nazywane "ubijakami". Pedały produkowane przez firmę Crank Brothers, wymagają one stosowania innych bloków niż SPD. W przeciwieństwie do systemu firmy shimano, pedały CB dzięki otwartej konstrukcji są niewrażliwe na błoto. Wyróżnia je również brak możliwości ustawienia siły wypięcia tak jak w przypadku SPD (możliwe jest ustawienie kąta wypięcia - 15°, lub 20° przez odpowiednie ustawienie bloków w bucie). Przez wielu kolarzy wybierane dzięki temu, że są zdrowsze dla kolan (posiadają 6° luzu) a także na znacznie mniejszą wagę niż produkty konkurencji, niestety ich cena jest znacznie wyższa niż w przypadku produktów innych firm.
Zatrzaski MTB LOOK - mają nieco podobną konstrukcję do systemu SPD, ale wymagają stosowania innego kształtu bloków. Są nieco bardziej odporne na zabrudzenie od SPD, ale nie rozpowszechniły się za bardzo, głównie ze względu na brak zgodności z normą SPD.
Zatrzaski firmy Time - są coraz bardziej popularne w kolarstwie górskim dzięki stosunkowo prostej konstrukcji i dużej odporności na zabrudzenie błotem, znacznie przewyższającej system SPD i Look. Jednak ze względu na to, że elementem zatrzaskującym bloki są dwa dość cienkie druty, są one albo bardzo kosztowne (w droższych wersjach stosuje się druty tytanowe), albo niezbyt trwałe i podatne na uszkodzenia (w tańszych wersjach stosuje się druty stalowe lub aluminiowe). Mimo tych wad istnieje dość liczne grono zwolenników tego systemu, do których należał między innymi pięciokrotny zwycięzca Tour de France - Miguel Indurain.

W Wikimedia Commons znajdują się multimedia związane z tematem:
Pedał rowerowy
Kategoria: Części rowerowe
...
napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Znawca
Szacuny 31 Napisanych postów 11474 Wiek 25 lat Na forum 10 lat Przeczytanych tematów 63492
konfidentów tutaj nie ma ale trzeba chyba dać cyne do zielonego bo przegina chlopak

www.pajacyk.pl 
[][][]--------[][][]
,, Po co ćwiczyć?? I tak umre. Żeby mnieć, kvrwa, większą trumne!! "...

...
napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 3 Napisanych postów 458 Na forum 6 lat Przeczytanych tematów 3029
To jest długi tekst o konkursie jedzenia ciastek, który znalazłem czytajšc jedno z opowiadań Stephena Kinga. Kto jadł cokolwiek przed przeczytaniem tego naprawdę długiego opowiadania, niech lepiej uważa. Ostrzegam.

Jeden po drugim weszli na podium i ustawili się za długim stołem na kozłach, nakrytym lnianym obrusem. Na umieszczonym na skraju platformy stole piętrzyły się sterty ciastek. Nad nimi wiły się naszyjniki nagich stuwatowych żarówek, o które miękko uderzały ćmy i inne nocne owady, otaczajšc je migotliwymi aureolami. Nad podium, skšpany w blasku reflektorów, biegł długi transparent, który głosił: WIELKI KONKURS JEDZENIA CIASTEK GRETNA 1960! Po obu stronach transparentu wisiały poobijane głoœniki, dostarczone przez Chucka Daya, prowadzšcego sklep radiowo-telewizyjny. Bill Travis, aktualny mistrz, był kuzynem Chucka.

Kiedy kolejny kandydat wchodził na podium, ze zwišzanymi rękami i w rozpiętej koszuli, jak Sydney Carton idšcy na szafot, burmistrz Charbonneau podawał jego nazwisko przez system nagłaœniajšcy i wišzał mu na szyi duży biały œliniaczek. Calvin Spier otrzymał tylko symboliczne oklaski; mimo swego brzucha wielkoœci dwudziestogalonowej beczki na wodę był uważany za najsłabszego konkurenta po małym Hoganie (większoœć uważała Tłustodupskiego za obiecujšcego, ale zbyt młodego i niedoœwiadczonego, by zawalczył w tym roku).

Po Spierze nadeszła kolej Boba Cormiera. Ten był disc jockeyem prowadzšcym popularny program popołudniowy w rozgłoœni w Lewiston. Powitały go żywsze brawa oraz piski obecnych na widowni nastolatek. Dziewczyny uważały, że jest "fantastyczny". Po nim na podium wszedł John Wiggins, dyrektor szkoły podstawowej w Gretna. Jego pojawienie przyjęła goršcym aplauzem starsza częœć widowni, a rozproszeni w tłumie uczniowie ponurymi jękami. Wiggins zdołał jednoczeœnie uœmiechnšć się promiennie i groŸnie zmarszczyć brwi.

Następnie burmistrz Charbonneau przedstawił Tłustodupskiego.

- Nowy uczestnik dorocznego konkursu zjadania ciastek, po którym w przyszłoœci spodziewamy się wielkich rzeczy... młody David Hogan!

Tłustodupski zebrał gromkie brawa, gdy burmistrz Charbonneau zawišzywał mu œliniaczek, a kiedy zamierały, zgrany grecki chór tuż za kręgiem œwiatła stuwatowych żarówek wzniósł gromki okrzyk: "Dalej, Tłustodupski!".

Rozległy się stłumione chichoty, tupot nóg, przemknęło kilka cieni, których nikt nie zdołał (lub nie chciał) zidentyfikować, jedni uœmiechnęli się nerwowo, inni zmarszczyli brwi (najmocniej Hizzoner Charbonneau, najbardziej widoczny z notabli). Sam Tłustodupski zdawał się niczego nie słyszeć. Nikły uœmieszek wykrzywiajšcy jego grube wargi i marszczšcy pucołowate policzki pozostał na swoim miejscu, gdy burmistrz, nadal z marsem na czole, zawišzał mu œliniak i kazał nie przejmować się durniami obecnymi na widowni (jakby miał jakiekolwiek pojęcie, jakich potwornych głupców Tłustodupski Hogan napotykał i miał nadal napotykać, toczšc się przez życie jak ogromny hitlerowski czołg Tygrys). Oddech burmistrza był goršcy i przesycony zapachem piwa.

Ostatni zawodnik wspinajšcy się na udekorowane flagami podium zebrał najgłoœniejsze i najdłużej trwajšce oklaski; był to legendarny Bill Travis, ponad szeœć stóp wzrostu, chudy i żarłoczny. Travis był mechanikiem miejscowej stacji benzynowej Amoco obok dworca i bardzo sympatycznym facetem.

Wszyscy w miasteczku wiedzieli, że w Wielkim Konkursie Zjadania Ciastek chodziło o coœ więcej niż o kilka nędznych dolarów - a przynajmniej Billowi Travisowi. Były po temu dwa powody. Po pierwsze, ludzie zawsze wpadali na stację pogratulować Billowi zwycięstwa i niemal każdy gratulujšcy tankował swój samochód. Po konkursie dwa stanowiska naprawcze bywały zazwyczaj zajęte na miesišc naprzód. Ludzie przyjeżdżali wymienić tłumik albo przesmarować oœki, siadywali w składanych fotelach ustawionych pod œcianš (Jerry Maling, który był właœcicielem stacji, kupił je na wyprzedaży w tysišc dziewięćset pięćdziesištym siódmym, kiedy rozbierano stare kino Gem), popijajšc colę albo soki z automatu, i gwarzyli o konkursie z Billem, gdy wymieniał œwiece lub wjeżdżał na wózku pod czyjšœ furgonetkę, szukajšc dziur w układzie wydechowym. Bill zawsze był chętny do pogawędki, co było jednym z powodów, że tak lubiano go w Gretna.

W mieœcie spierano się o to, czy Jerry Maling daje Billowi sowitš premię za dodatkowe obroty, jakie przynosi jego coroczne zwycięstwo (albo mdlšce męstwo), czy też procent od utargu. Jakkolwiek było, nie ulegało wštpliwoœci, że Travisowi powodziło się znacznie lepiej niż większoœci małomiasteczkowych speców od klucza francuskiego. Miał ładny piętrowy dom przy Sabbatus Road, o którym złoœliwcy powiadali, że "został wybudowany z ciastek". Zapewne przesadzali, ale Bill czerpał z zawodów także inne korzyœci - i tu dochodzimy do drugiego powodu, dla jakiego Travis zyskiwał znacznie więcej niż kilka dolarów. Konkurs jedzenia ciastek był œwiętem hazardzistów w Gretna. Zapewne większoœć ludzi przychodziła tylko poœmiać się, ale znaczšca mniejszoœć stawiała pienišdze na zwycięzcę. Obstawiajšcy obserwowali poszczególnych zawodników i omawiali ich zalety równie goršco, jak miłoœnicy wyœcigów obserwujš i omawiajš cechy koni pełnej krwi. Dyskutowano o przyjaciołach, krewnych, a nawet znajomych poszczeg

ólnych zawodników. Roztrzšsano wszystkie szczegóły dotyczšce ich przyzwyczajeń żywieniowych. Zawsze przedmiotem długich dyskusji były ciastka wybrane w danym roku - jabłka uważano za "ciężkie", a morele za "lekkie" nadzienie (chociaż po zjedzeniu trzech lub czterech ciastek z morelami zawodnik musiał liczyć się z dwudniowš biegunkš). Tegoroczne ciastka z jagodami uważano za szczęœliwy wybór. Oczywiœcie, obstawiajšcy byli zainteresowani stosunkiem poszczególnych zawodników do jagód. Czy lubiš jagodzianki? Czy wolš dżem z czarnych jagód od przetworów z truskawek? Czy posypujš czasem płatki œniadaniowe czarnymi jagodami czy tylko dodajš banana ze œmietanš?

Jednoczeœnie rodziły się inne pytania. Czy zawodnik je szybko i zwalnia, czy powoli i rozgrzewa się z czasem, a może systematycznie pochłania w równym tempie? Ile hot dogów może zjeœć, oglšdajšc mecz Babe Ruth League na boisku baseballowym St. Dom? Czy jest piwoszem, a jeœli tak, ile butelek wypija jednego wieczoru? Czy czka? Uważano, że potężnie czkajšcego osobnika na dłuższš metę trudniej pokonać.

Wymieniano takie i inne informacje, obliczano szanse, robiono zakłady. Nie mam pojęcia, ile pieniędzy przeszło z ršk do ršk w cišgu tygodnia poprzedzajšcego zawody, ale gdybyœcie przystawili mi pistolet do głowy i kazali zgadywać, powiedziałbym, że jakieœ tysišc dolarów - suma, która dzisiaj zapewne wyda się œmiesznie niska, ale w takiej małej mieœcinie piętnaœcie lat temu była całkiem spora.

Ponieważ zawody prowadzono uczciwie, œciœle przestrzegajšc wyznaczonych dziesięciu minut, nikt nie miał nic przeciwko temu, że zawodnik stawiał na siebie, co Bill Travis robił co roku. Powiadano, iż tego letniego wieczoru tysišc dziewięćset szeœćdziesištego roku z uœmiechem oznajmił widzom, że znów postawił na siebie sporš sumkę, chociaż najlepsze szanse, jakie mu dawano, to jeden do pięciu. Jeżeli nie lubicie się zakładać, wyjaœnię to wam następujšco: musiał zaryzykować dwieœcie pięćdziesišt dolarów, żeby wygrać pięćdziesišt. Niezbyt korzystna sytuacja, ale taka jest cena sukcesu - a kiedy stał tam, pławišc się w aplauzie i rozdajšc uœmiechy, nie wyglšdał na specjalnie zaniepokojonego.

- I obrońca mistrzowskiego tytułu - zagrzmiał burmistrz Charbonneau - mieszkaniec Gretna, Bill Travis!

- Hej, Bill!

- Ile dziœ zjesz, Bill?

- Wtrzšchniesz dziesięć, Bill?

- Postawiłem na ciebie, Bill! Nie zawiedŸ mnie, chłopcze!

- Zostaw mi jedno ciastko, Bill!

Kłaniajšc się i skromnie uœmiechajšc, Bill Travis pozwolił, aby burmistrz zawišzał mu œliniak pod brodš. Potem usiadł na końcu stołu po prawej, w pobliżu miejsca, gdzie podczas konkursu miał stać burmistrz Charbonneau. Od prawej do lewej siedzieli: Bill Travis, David "Tłustodupski" Hogan, Bob Cormier, dyrektor John Wiggins oraz zasiadajšcy na samym końcu Calvin Spier.

Burmistrz Charbonneau przedstawił Sylvię Dodge, która była jeszcze bardziej nierozłšcznie zwišzana z konkursem niż Bill Travis. Od niepamiętnych lat (według niektórych dowcipnisiów, od czasów pierwszych chrzeœcijan) zajmowała stanowisko prezesa Ligi Kobiet w Gretna i co roku osobiœcie doglšdała wypieku ciastek, poddajšc każde surowej kontroli jakoœci, obejmujšcej uroczyste ważenie na rzeŸniczej wadze pana Bancicheka - aby upewnić się, iż każde ciastko waży co do uncji tyle samo.

Sylvia obdarzyła tłum królewskim uœmiechem, jej niebiesko-siwe włosy zamigotały w œwietle żarówek. Wygłosiła krótkš przemowę o tym, jak cieszy jš, że tak wielu mieszkańców miasteczka przybyło, by uczcić swych twardych przodków-pionierów, którym ten kraj zawdzięcza swojš wielkoœć, ponieważ jest wielki, nie tylko na małomiasteczkowym szczeblu, na którym burmistrz Charbonneau w listopadowych wyborach znów powiedzie miejscowych republikanów na fotele radnych miejskich, ale na szczeblu krajowym, na którym Nixon z Lodge'em przejmš pochodnię wolnoœci z ršk Naszego Wielkiego i Ukochanego Generała, by nieœć jš wysoko...

Calvinowi Spierowi głoœno zaburczało w żołšdku - bruuum! Zebrani przyjęli to gromkim aplauzem. Sylvia Dodge, która doskonale wiedziała, że Calvin jest nie tylko demokratš, lecz i katolikiem (co z osobna byłoby jeszcze wybaczalne, ale razem - nigdy), zdołała się zaczerwienić, uœmiechnšć, a jednoczeœnie wyglšdać na wœciekłš. Odchrzšknęła i wygłosiła płomiennš przemowę do wszystkich chłopców i dziewczšt obecnych na widowni, każšc im zawsze wysoko nieœć czerwono-biało-niebieski, zarówno w dłoniach jak i w sercach, a ponadto pamiętać, że palenie to wstrętny, obrzydliwy nałóg, od którego się kaszle. Obecni na widowni chłopcy i dziewczęta, z których większoœć za osiem lat miała nosić pacyfy i nie palić cameli, lecz marihuanę, przebierali nogami i czekali, aż coœ zacznie się dziać.

- Mniej gadania, więcej jedzenia! - zawołał ktoœ w tylnych rzędach i znów rozległy się oklaski - tym razem bardziej rzęsiste.

Burmistrz Charbonneau wręczył Sylvii stoper i srebrny policyjny gwizdek, w który miała dmuchnšć po upływie wyznaczonych dziesięciu minut konkursu. Wtedy burmistrz miał wystšpić i podnieœć rękę zwycięzcy.

- Gotowi??? - Głos Hizzonera przetoczył się dudnišcym echem w głoœnikach rozmieszczonych na Main Street.

Pięciu zjadaczy ciastek stwierdziło, że sš gotowi. - Możecie zaczynać? - dociekał Hizzoner.

Zjadacze warknęli, że mogš zaczynać. Na ulicy jakiœ chłopak rzucił grzechoczšcš petardę.

Burmistrz Charbonneau podniósł jednš kluchowatš rękę, a potem opuœcił jš.

- Już! Pięć głów opuœciło się na pięć talerzy. Odgłos przypominał dŸwięk pięciu stóp mocno tupišcych w błotnistš ziemię. W ciepłym wieczornym powietrzu rozeszło się ciamkanie, zaraz zagłuszone przez zwolenników i obstawiajšcych, którzy dopingowali swoich faworytów. Jeszcze nie zniknęło pierwsze ciastko, gdy większoœć ludzi zrozumiała, że szykuje się coœ nieoczekiwanego.

Tłustodupski Hogan, na którego stawiano siedem do jednego ze względu na jego wiek i brak doœwiadczenia, jadł jak opętany. Błyskawicznie przeżuł górnš częœć ciastka (przepisy konkursu wymagały zjedzenia tylko górnej częœci, spodniš można było zostawić), a kiedy jš przełknšł, z jego ust wydobył się donoœny, ssšcy dŸwięk. Ten odgłos przypominał dŸwięk przemysłowego odkurzacza. Potem cała jego głowa zniknęła w talerzu z ciastkiem. Podniósł jš piętnaœcie sekund póŸniej, pokazujšc, że już skończył. Czoło i policzki miał wysmarowane sokiem jagodowym i wyglšdał jak cyrkowy klown. Skończył - i zrobił to, zanim legendarny Bill Travis zjadł połowę swojego pierwszego ciastka.

Podniosły się wštłe oklaski, gdy burmistrz obejrzał talerz Tłustodupskiego i oznajmił, iż jest dostatecznie pusty. Błyskawicznie postawił przed nim drugi talerz. Tłustodupski pochłonšł regulaminowej wielkoœci ciastko w czterdzieœci dwie sekundy. To był rekord zawodów.

Do drugiego ciastka zabrał się jeszcze gwałtowniej, podrzucajšc głowš i zanurzajšc jš w miękkim jagodzianym nadzieniu, a Bill Travis obrzucił go niespokojnym spojrzeniem, wołajšc o drugš jagodziankę. Jak póŸniej powiedział przyjaciołom, poczuł, że bierze udział w prawdziwych zawodach po raz pierwszy od tysišc dziewięćset pięćdziesištego siódmego roku, kiedy George Gamache pochłonšł trzy ciastka w cztery minuty, a potem zemdlał. Zaczšł się zastanawiać, powiedział, czy ma przeciw sobie chłopca, czy demona. Przypomniał sobie o pienišdzach, jakie wchodziły w grę, i podwoił wysiłki.

Jednak jeœli Travis podwoił szybkoœć jedzenia, to Tłustodupski potroił jš. Jagody rozpryskiwały się wokół jego talerza, barwišc obrus jak obraz Jacksona Pollocka. Miał jagody we włosach, jagody na œliniaku i jagody przylepione do czoła, jakby zaczšł je wypacać z wysiłku.

- Gotowe! - zawołał, podnoszšc głowę znad drugiego talerza, zanim Bill Travis zdšżył zjeœć górę swojej jagodzianki.

- Lepiej zwolnij, chłopcze - mruknšł Hizzoner. Charbonneau postawił dziesięć dolarów na Billa Travisa. - Musisz oszczędzać siły, jeœli chcesz dotrwać do końca.

Tymczasem Tłustodupski jakby go nie słyszał. Z szaleńczym poœpiechem wgryzł się w trzecie ciastko, błyskawicznie poruszajšc szczękami. I nagle...

Jednak muszę na moment przerwać i powiedzieć wam, że w apteczce w domu Tłustodupskiego stała pusta buteleczka. Wczeœniej była w trzech czwartych wypełniona perłowożółtym olejem rycynowym, chyba najobrzydliwszym płynem, jakiemu Bóg, w swej niezmiernej mšdroœci, pozwolił istnieć na powierzchni Ziemi. Tłustodupski osobiœcie opróżnił tę butelkę, wypijajšc zawartoœć co do kropli, a nawet oblizujšc zakrętkę, z wykrzywionymi ustami, skurczami żołšdka i umysłem wypełnionym myœlami o słodkiej zemœcie.

Gwałtownie pochłaniajšc trzecie ciastko (Calvin Spier, zgodnie z przewidywaniami, jeszcze nie skończył pierwszego), Tłustodupski zaczšł celowo dręczyć się ponurymi wizjami. Wcale nie jadł ciastek; jadł krowie placki. Jadł wielkie, ogromne michy żółtego, oœlizgłego sadła. Pożerał podœmierdłe szczurze wnętrznoœci polane jagodowym sosem. Skwaœniałym jagodowym sosem.

Skończył trzecie ciastko i zawołał o czwarte, wyprzedzajšc o całe jedno legendarnego Billa Travisa. Płochy tłum, wyczuwajšc nowego i nieoczekiwanego mistrza, zaczšł dopingować go co sił w płucach.

Jednak Tłustodupski nie miał nadziei ani zamiaru wygrać. Nie zdołałby utrzymać obecnego tempa, nawet gdyby nagrodš było życie jego matki. Ponadto, dla niego zwycięstwo oznaczałoby porażkę; zemsta była jedynym trofeum, jakiego pragnšł. Z żołšdkiem kurczšcym się od oleju rycynowego, czujšc œciskanie w krtani, dokończył czwarte ciastko i zawołał o pištš - ostatniš jagodziankę, istnš Jagodziankowš Bombę. Opuœcił głowę na talerz, przebił skórkę i wcišgnšł jagody nosem. Sok pociekł mu po koszuli. Treœć pokarmowa nagle zaczęła mu cišżyć w żołšdku. Przeżuł ciastowate ciasto skórki i połknšł jš. Wcišgnšł jagodowy mišższ.

Nagle nadeszła chwila zemsty. Jego żołšdek, nieprawdopodobnie przeładowany, zbuntował się i zacisnšł jak silna dłoń w œliskiej gumowej rękawiczce. Gardło rozwarło się.

Tłustodupski podniósł głowę. Niebieskimi zębami uœmiechnšł się do Billa Travisa. Wymioty wezbrały mu w gardle jak wielotonowa kolejka metra pędzšca tunelem.

Z rykiem trysnęły z jego ust długš, niebiesko-żółtš fontannš, ciepłš i parujšcš. Strumień sięgnšł Billa Travisa, który zdšżył wybulgotać tylko coœ, co zabrzmiało jak "Guuu". Kobiety na widowni wrzasnęły. Calvin Spier, który z tępym zdumieniem spoglšdał na tę nie zapowiedzianš atrakcję, przechylił się zręcznie przez stół, jakby zamierzał wyjaœnić widowni, co się dzieje, i zwymiotował na głowę Marguerite Charbonneau, żony burmistrza. Wrzasnęła i odskoczyła, daremnie osłaniajšc rękami włosy, które teraz pokrywała warstwa zmiażdżonych jagód, smażonej fasolki oraz częœciowo strawionych frankfurterów (te ostatnie elementy to obiad Cala Spiera). Odwróciła się do swojej przyjaciółki Marii Lavin i obrzygała jej przód żakietu z cielęcej skóry.

Szereg szybko następujšcych po sobie zdarzeń, jak rozbłyski sztucznych ogni:

Bill Travis rzucił wielkiego - i niezwykle dorodnego - pawia na dwa pierwsze rzędy widzów, przy czym oszołomiony wyraz jego twarzy wyraŸnie głosił: Ludzie, sam nie mogę uwierzyć, że to robię;

Chuck Day, szczodrze uraczony niespodziewanym prezentem przez Billa Travisa, obrzygał sobie zamszowe buty, a potem zamrugał oczami, patrzšc na nie z niedowierzaniem, doskonale wiedzšc, że już nigdy z nich tego nie sczyœci;

John Wiggins, dyrektor szkoły podstawowej w Gretna, otworzył otoczone niebieskš obwódkš usta i rzekł karcšco: "Naprawdę, to już uuuuuaaa!". Jak przystało człowiekowi o jego wychowaniu i pozycji, zwrócił wszystko na swój talerz.

Hizzoner Charbonneau, który nagle zaczšł przewodniczyć czemuœ, co wyglšdało raczej na oddział zatruć pokarmowych niż konkurs jedzenia ciastek, otworzył usta, żeby odwołać imprezę, i zapawiował sobie mikrofon.

- Jezusie, ratuj! - jęknęła Sylvia Dodge, a potem cała jej kolacja - smażone ostrygi, sałatka z surowej kapusty, kukurydza z masłem na słodko (co najmniej dwie kolby) oraz spora iloœć czekoladowego ciasta Muriel Harrington - wypadła wyjœciem awaryjnym i z donoœnym plaœnięciem wylšdowała na plecach eleganckiej marynarki burmistrza.

Tłustodupski Hogan, w apogeum swojego młodego żywota, promiennie uœmiechał się do widowni. Wszędzie zalegały wymiociny. Ludzie zataczali się jak pijani, przytykajšc dłonie do ust i wydajšc ciche, rozpaczliwe jęki. Obok sceny przeleciał czyjœ pekińczyk, ujadajšc jak szalony, a mężczyzna w dżinsach i kowbojskiej jedwabnej koszuli zwymiotował na niego, niemal topišc biedne zwierzę. Pani Brockway, żona pastora metodystów, czknęła basowo, po czym trysnęła fontannš przetrawionego rostbefu, tłuczonych ziemniaków i musu jabłkowego. Mus wyglšdał tak, jakby był dobry, kiedy przebywał drogę w przeciwnym kierunku. Jerry Maling, który przyszedł zobaczyć, jak jego ulubiony mechanik znów odchodzi z wygranš, postanowił spieprzać z tego domu wariatów. Przeszedł może siedem jardów, po czym potknšł się o czerwony dziecinny samochodzik i wylšdował w kałuży ciepłych wymiotów. W następnej chwili zwrócił kolację na swój podołek i póŸniej mówił, że dziękował opatrznoœci, iż miał na sobie kombinezon. A panna Norma

n, która uczyła łaciny i podstaw języka angielskiego w zbiorczej szkole œredniej w Gretna, okazała przesadne poczucie własnoœci, wymiotujšc do własnej torebki.

Tłustodupski Hogan patrzył na to wszystko z minš spokojnš i promiennš, czujšc ogarniajšce go, słodkie i wspaniałe uczucie, jakiego mógł już nigdy więcej nie zaznać - uczucie całkowitej i głębokiej satysfakcji. Wstał, wyjšł nieco lepki mikrofon z drżšcej dłoni burmistrza Charbonneau i powiedział...

- Uznaję ten konkurs za nie rozstrzygnięty.

WSTECZ
Nowy temat Temat Zamknięty
Poprzedni temat

SZTYWNY91/Forma is coming (92)

Następny temat

Rodzaj treningu