Czytam od wczoraj różne tematy dotyczące odchudzania... Od 3 lat moja dzienna dawka nie przekracza 2000kcal, najczęściej jest to 1200-1500... Mam 160cm wzrostu i ważę 72 kg - tragedia. Jeszcze rok temu ważyłam 65, po schudnięciu 20kg... Teraz waga ogromnymi krokami wraca :( Kilka dni temu odstawiłam większość węglowodanów z mojej diety - ziemniaki, pieczywo [chrupkie i ryżowe, ewentualnie ciemne, bo tylko takie jadałam], kasze, ryż, makarony [jadałam raz na miesiąc-dwa], zostały tylko płatki [owsiane do jogurtu, czasem łyżka cornflakesów do jogurtu] Czytając jednak wpisy, zgłupiałam, bo widzę, że dla mojego bilansu proponujecie dużo większą dawkę kalorii, a gdybym ja zjadłam więcej niż 2000 to chyba bym pękła, nie umiem jeść więcej, bo czuję się jeszcze bardziej słoniowato... :P Staram się min. pół h dziennie jeździć na rowerku stacjonarnym, robić trochę brzuszków, rozciągać się, 2x w tygodniu korzystam z 'body space'a' Mięsa nie jadam - tylko ryby, tak 1-2 x w tygodniu. Moje przykładowe menu wygląda tak : Śniadanie [godz 9:00] Jogurt + łyżka płatków owsianych + łyżka błonnika w proszku 2 śniadanie [godz12:00] Serek homo + owoc [winogrona lub jabłko] Obiad [godz 15:00] : rybka, gotowane warzywa, serek wiejski lub biały Kolacja [18:00] : serek twarogowy, jakieś warzywa lub lekka zupa
Pijam zieloną herbatę, 1 kawę, trochę wody - wyjdzie w sumie 1-2 litry płynów.
Lekarz podejrzewał niedoczynność tarczycy, ale potem niby wyniki były ok, sama nie wiem doradźcie coś :( Co radzicie :(
Tam miało być 2000, a nie 20000 kcal oczywiście :P
M.
1226417822000
Bborsuk
Wysłana - 11 listopada 2008 17:09
Doradzam naukę edytowania postów :] Bo jeśli post jest ostatnim w temacie to autor może go edytować.
Poprzednimi dietami zabiłaś swój metabolizm i teraz masz dwa wyjścia: Albo: ułożyć dietę zbilansowaną (SAMODZIELNIE!) i stopniowo dodając kalorie zwiększyć też swój metabolizm - ten etap nie będzie polegał na chudnięciu, ale po pewnym czasie będziesz mogła jeść ok. 2000 kcal i wcale nie tyć. Później obcinasz kalorie i stopniowo gubisz wagę. Albo: katować się dietami, obcinając kolejne kalorie, dodając kolejne ćwiczenia (i gubiąc mięśnie, choć może i chudnąc), by po pewnym czasie obudzić sie ze świadomością, że jedząc 1000 kcal, ćwicząc wcale nie chudniesz. A każda nadwyżka kalorii zaraz się odkłada w postaci boczków. A stopniowo dorastając Twój metabolizm też będzie opadał i to pogorszy jeszcze sprawę.
Teraz możesz się zastanowić co Tobie bardziej odpowiada i wybrać jedną z dróg.
Tak czy inaczej: przeczytaj posty podwieszone, bo idąc dalej tak na łatwiznę to pomocy tutaj także nie otrzymasz. Oraz polecam poczytanie dzienników treningowych - tam znajdziesz dowody, że kobieta o świetnej figurze, poświęcając tygodniowo 2-3 godziny na odpowiedni trening, może jeść 2000 kcal i niczym się nie przejmować.
Zmieniony przez - Bborsuk w dniu 2008-11-11 17:10:57
Ale nawet lekarka zalecała mi dietę 1000-1200 kcal... Ale jeśli zwiększę ilość kalorii przytyję... :( A ruch... fakt mam go mało, ale... Przez kompleksy wstydzę się gdziekolwiek wyjść - siłownia, bieganie itd i koło się zamyka ;/ Sama już nie wiem co robić.. Dziennie liczę kalorie, aby nie przekraczały 1500. Jeśli zjem więcej czuję się strasznie, mam wyrzuty sumienia i na drugi dzień bardziej się pilnuję...
M.
1226423904000
Venomik
Wysłana - 11 listopada 2008 18:23
Cóż, wybrałaś drugą drogę. Kwestia tłumaczeń raczej tu nikogo nie obejdzie.
Nie mówię, że wybrałam. Chcę po prostu osiągnąć cel... Lepiej wyglądać... Myślicie, że zwiększając ilość kalorii do 2000 i trening dałby efekty ? Uważacie, że siłownia 2-3x w tygodniu wystarczy ?
M.
1226424562000
Venomik
Wysłana - 11 listopada 2008 18:33
Przeczytałaś dokładnie to napisane wyżej? Zerknęłaś do postów podwieszonych? Nim skłamiesz, że tak - w profilu widać ile czytałaś.
Z Twoich postów tutaj czy: "O matko, ja ważę 72, ale gdybym tyle zjadła, to chyba by mi dupsko rozerwało :P moja dzienna dawka nie przekracza 2 000, ale przeważnie jest to 1000-1500kcal... nie rozumiem ;p " w innym temacie widać, jakbyś się czuła pokrzywdzona - inni mogą jeść więcej i mieć ładną figurę, a ja jem mało i nie mogę schudnąć. Cóż, sama doprowadziłaś do tego, więc teraz do postów podwieszonych marsz: http://www.sfd.pl/Zbi%C3%B3r_link%C3%B3w_dzia%C5%82u_Odchudzanie-t418943.html i nadrabiać zaległości w wiedzy
No nie wszystkiego, na pewno nie, póki co wyrywkowo czytałam, bo zaczęłam wczoraj :) Dzięki za linka na pewno poczytam.
Pewnie masz rację, że sama sobie zrobiłam krzywdę... Przez jakiś czas te obniżenie kaloryczności dawało efekty, później dopiero zahamowało, a później to już tylko w górę ;/ Ok, więc zabieram się do czytania )
M.
1226425166000
Martaaa89
Wysłana - 21 listopada 2008 16:27
Super ;) Biorę się za siebie, tydzień temu zaczęłam ćwiczyć na siłowni [3x w tygodniu] + 2 x body space, od początku grudnia chcę chodzić jeszcze częściej ;D Nie powiem, że widzę efekty, bo to za krótko, aleee.... czuję się dobrze :) No może z wyjątkiem początkowych zakwasów :P Bardziej teraz patrzę na zawartość danego produktu [białka, tłuszcze i węglowodany] niż na kalorie i mimo, że jem ich więcej, to czuję się wiele lepiej niż jadłam same niskokaloryczne rzeczy. Ograniczam węglowodany, staram się wybierać te produkty, które mają więcej tłuszczu i białka, co prawda trochę to nudne, bo ciągle serki, jajka, rybki, ale jest ok :) czuję się dobrze, także warto!
DZIęKI WIELKIE ZA PORADY I CENNE TEMATY DO CZYTANIA ;) GDYBYM NIE WSTąPIłA NA TO FORUM, PEWNIE TERAZ PLANOWAłABYM JAKąś KOLEJNą DIETę 1000-1200KCAL, A POTEM DENERWOWAłA SIę CZEMU JA NIE CHUDNę ;/
POZDRAWIAM !!
M.
1227281270000
Spells0n
Wysłana - 21 listopada 2008 20:31
Ja tez mam podobny problem, moja zapotrzebowanie wynosi okolo 2800 kcal, a ja jadlem tyle co kot naplakal, a teraz tez jak zjem troche wiecej to odklada mi sie to. Ale ja wole ulozyc sobie diete, a pozniej ewentualnie zredukowac to co bedziue zbedne ;)
Deep into yourself is where You will find motivation.
1227295910000
Martaaa89
Wysłana - 21 listopada 2008 22:14
Wiesz co, ja się przyznam szczerze bez bicia, że nie chce mi się zabrać za ułożenie konkretnej diety, chociaż wiem, że powinnam. ALE tak jak napisałam wyżej - jem może objętościowo tyle samo, ale kalorii jest troszkę więcej i smaczniejsze, a brzuszek jakby troszkę mniejszy się wydaje, a nie taki wielgaśny.. Fakt jest jeszcze sporo centymetrów do zrzucenia, ale czuję się ok ;) Wykluczyłam głównie ziemniaki i pieczywo chrupkie, kaszę bo to takie główne węglowodany które spożywałam. Nie używam już margaryny typu rama itd. Teraz same konkrety, jajeczko, serek, jogurcik :) A z maszkietów do suszone owoce :P