SFD.pl - fitness, kulturystyka, trening, dieta i suplementacja

Konkurs Magor - Prehistoria kulturystyki : kult siły i piękna w cywilizacjach

temat działu:

Po 35 roku życia

Ilość wyświetleń tematu: 1629

napisał(a)
masti M.P. w Kulturystyce Moderator
Ekspert
Jest liderem w tym dziale Szacuny 1167 Napisanych postów 21855 Na forum 15 lat Przeczytanych tematów 331029
Ekspert SFD
Pochwały Postów 686 Wiek 32 Na forum 11 Płeć Mężczyzna Przeczytanych tematów 13120
napisał(a)
Ekspert
Szacuny 565 Napisanych postów 10112 Wiek 43 lat Na forum 5 lat Przeczytanych tematów 65954
Dwa pojęcia: siła i piękno. Jaki można dla nich wyznaczyć wspólny mianownik?

Nie jesteśmy ani najsilniejszym, ani największym gatunkiem zwierząt zamieszkujących tę planetę. Jesteśmy gatunkiem najsprytniejszym, obdarzonym wyjątkowo skutecznym i wyrafinowanym zmysłem analitycznym, wyprzedzającym swą złożonością wszelkie instynkty przynależne królestwu zwierząt. To właśnie ta unikalna umiejętność umożliwiła nam zapanowanie nad światem przyrody. Umiemy obserwować, wyciągać wnioski i na ich podstawie podejmować działania. Potrafimy - w odróżnieniu od innych zwierząt - przekazywać swą mądrość kolejnym pokoleniom. Posiadamy dar definiowania pojęć, odległych od bezpośredniej użyteczności biologicznej, jak piękno, honor, dobro. Dążymy do rzeczy wykraczających poza nasze konieczności i umiemy dokonywać cudów w imię własnych aspiracji. Gdzie jednak należałoby szukać źródeł kultu siły połączonego z nieprzemijającą fascynacją urodą ludzkiego ciała? Czy z tego dziedzictwa również możemy być dumni?

Istnieje na ten temat wiele teorii. Od trywialnego i drobnomieszczańskiego “dbania o wygląd”, po różne mniej lub bardziej wydumane systemy filozoficzne, mówiące o drodze, o rozwoju, sięgania po nieosiągalne. Ilu ćwiczących tyle postaw. Zdrowie, poczucie zagrożenia, chęć wyróżnienia się z tłumy, higiena i kosmetyka wizerunku własnego, ambicje sportowe - prawdopodobnie każdy z tych czynników dzień w dzień wypędza miliony mieszkańców Ziemi do siłowni, klubów sportowych, na bieżnie, leśne ścieżki... W imię siły. I piękna. Bo piękno to dziecko siły.

No właśnie? Po co trening? Czym bywa trening, a co treningiem być nie może? Otóż treningiem możemy nazwać świadomy akt woli, ukierunkowany na poprawę wybranej cechy trenującego. Cechy dodajmy, która zostanie przez niego wykorzystana w codziennym życiu. Twarde czasy tworzą twardych ludzi.

W roku 1938 Johan Huizinga przedstawił światu koncepcję homo ludens - człowieka bawiącego się. Zgodnie z nią większość zachowań społecznych wyprowadzić można z idei gry, zabawy, rywalizacji i tym samym nadawaniu nowych sensów starej rzeczywistości. Naturalna skłonność istot cech**ących się instynktem społecznym (stadnym, gdyż zwierzęta potrafią się bawić również) przybiera formy odtwarzania pewnych sytuacji takiej jak polowanie czy walka. Im bardziej złożona społeczność, tym bardziej złożone są jej zabawy. Im większe wyzwania stają przed grupą tym większy kładzie ona nacisk na rozwijanie cech ważnych z punktu widzenia osiągnięcia sukcesu.

Niestety nie dysponujemy żadnymi materialnymi dowodami poświadczającymi, iż nasi praprzodkowie uprawiali zabawę jako element przygotowania do wyzwań czasów, w których musieli żyć. Poza figurkami kobiet o wybujałych kształtach, symbolizujących - rzekomo - kult płodność, nie mamy praktycznie żadnych dowodów, iż ludzie prehistoryczni zauważali związek pomiędzy cechami fizycznymi, a predyspozycjami do tej, czy innej aktywności. Archeolodzy twierdzą, na podstawie analizy zachowanych szkieletów, iż nasi przodkowie byli raczej biegaczami długodystansowymi niż atletami. Z całą pewnością walczyli, rywalizowali, polowali... Lecz czy umieli się do tych zajęć celowo wprawiać? Działalność współczesnych antropologów kultury odtwarzających mozolnie kulturowy rodowód ludzkości można potraktować z przymrużeniem oka. Zastanawia jednak fakt, iż jedną z pierwszych tendencji w sztuce było ukazywanie postaci najważniejszych, jako największych. Zupełnie jakby rozmiar podkreślał rangę społeczną. Czy jednak ranga społeczna wynikała z gabarytów? Odpowiedzi na to pytanie prawdopodobnie nigdy nie poznamy.


Na gruncie nauk przyrodniczych zwykło się mówić o pewnych nienaruszalnych wzorcach kulturowych, które mogły decydować o zachowaniach wewnątrz pierwszych wspólnot ludzkich. Na pierwszy plan wysuwa się tu zwłaszcza teoria doboru naturalnego. Ten mechanizm ewolucyjny polega na zdolności dostosowania się organizmów do otaczających warunków. Inaczej mówiąc: obie strony transakcji genetycznej szukają najlepszych warunków dla swojej puli genów. Jednym z kryteriów doboru mogłyby być właśnie walory fizyczne. Mężczyźni, czy też ogólnie samce, poszukują atrakcyjnych partnerek, które stwarzają szanse na dobrą lokatę genów, którą będzie pełnowartościowe potomstwo. Samice również dokonują wizualnej selekcji partnerów i np. z aprobatą przyjmują wynik nierzadko brutalnej rywalizacji o ich wdzięki. Jeżeli zaufamy współczesnym psychologom, to wiele się w tej materii nie musiało zmieniać i choć kultura dołożyła do owego procesu otoczkę emocjonalno-duchową, to jednak główną misją żywych organizmów pozostaje rozmnażanie. Czy zatem nasi przodkowie dążyli do zajęcia pozycji najbardziej okazałego samca w stadzie? Prawdopodobnie tak, aczkolwiek niekoniecznie musiało to dotyczyć cech fizycznych, a tym bardziej świadomej aktywności jaką powinien być trening. Do spraw doboru naturalnego wrócimy w stosownym czasie.


Wraz z rozwojem cywilizacyjnym rośnie stopień skomplikowania struktur społecznych. Grupy te muszą wykonywać coraz bardziej złożone zadania. Muszą poprawiać swój byt, dbać o bezpieczeństwo i rozwój, rywalizować, zdobywać i bronić przewagi. Wciąż jednak siła mięśni i ogólna sprawność ułatwiają zdobycie pożywienia, zbudowanie domostwa czy walkę. I tym zadaniom podporządkowane zostały pierwsze formy ćwiczeń fizycznych. Zaryzykować można tezę, że potrzeba świadomie ukierunkowanego rozwoju młodzieży leży u podstaw szkolnictwa i wychowania jako takich. W opisach wszystkich form kształcenia, w większości starożytnych kultur, pojawia się motyw dbania o rozwój fizyczny młodego pokolenia. Proste, użyteczne przejawy aktywności fizycznej, stopniowo łączą się religią i innymi formami życia społecznego. Proces ten zaobserwować możemy niemal u każdej ze starożytnych kultur. Każda szanująca się starożytna cywilizacja wytworzyła jakąś pokojową odmianę rywalizacji fizycznej. Być może mówienie tu o sporcie w sensie jaki znamy z czasów nowożytnych byłoby lekkim nadużyciem, jednak od najdalszych rubieży azjatyckich, przez Europę po obie Ameryki, znaleźć możemy wzmianki o tym jak duże znaczenie przykładano do rozwoju fizycznego młodzieży i ogólnie męskiej części populacji. Jak można przeczytać w Powszechnych dziejach wychowania fizycznego i sportu już w VI w. p.n.e., w Chinach, wzorzec wychowania młodego szlachcica postulował szczególną dbałość o umiejętności takie jak strzelanie z łuku czy umiejętność powożenia. Wiązało się to ze społeczną rolą, do której szykowani byli potomkowie możnych rodów. Wojownik wprawiał się w sztukach niezwykle ważnych z punktu widzenia prowadzonych ówcześnie wojen i realiów pola bitwy. Organizowano zawody, których uczestnicy rywalizowali nie tylko o palmę pierwszeństwa, ale również bronili honoru swojej wsi, rodziny. Mizerny wynik reprezentanta był często przyczyną hańby spadającej na cały ród!

Obok form kształcenia sprawności fizycznej zarezerwowanych wyłącznie dla osób ze sfer wyższych równolegle rozwijał się również nurt aktywności ludowej. Istnieje wiele dokumentów poświadczających, iż turnieje zapaśnicze, bokserskie (wszak Hollywood uczy nas, że Daleki Wschód to kolebka sztuk walki) łucznicze czy... gra w piłkę nożną stanowiły istotny element lokalnych świąt, festynów czy jarmarków. Najbliżej naszych rozważań sytuuje się starożytna szkoła Kung-Fu. Dzieje się tak za sprawą upowszechnienia tej aktywności jako rodzaju gimnastyki i aktywności prozdrowotnej. Starożytni Chińczycy zaobserwowali związek pomiędzy określonymi ćwiczeniami, regularnością ich wykonywania i ogólnym stanem zdrowia. Prawdopodobnie opracowali również coś co dzisiaj nazwalibyśmy programami treningowymi, lecz niestety nie wiemy czy można byłoby w ich przypadku mówić już o kulturystyce.



Najbliżej współczesnej kulturystyki sytuuje się szkoła hinduska. Nie mówimy w niej jeszcze o świadomym kształtowaniu ciała ćwiczeniami, lecz napotykamy na całe systemy masażu tzw. atletycznego oraz na pradawny i skuteczny system jakim bez wątpienia była joga. Połączenie oddechu, odpowiedniego rytmu pracy mięśni, spięć, rozluźnień i medytacji daje niesamowity koktajl, po dziś dzień stosowany również przez zawodników sportów siłowych i sylwetkowych.


Podobizny wysportowanych ciał męskich znajdziemy w sztuce egipskiej, nielicznych reliktach kultury kreteńskiej czy zabytkach etruskich. Świadczyć to może o dostrzeganiu przez artystów piękna ludzkiego ciała i podziwianiu jego możliwości.
http://bundles.sfd.pl/" data-lightbox="zdjecie" data-title="http://bundles.sfd.pl/">http://bundles.sfd.pl/" alt=""/>

Jednak to prawdopodobnie Europa stała się matecznikiem kulturystyki. Większość Europejczyków zna pochodzenie igrzysk olimpijskich. Starożytna Grecja, antropocentryczny kult ludzkiego ciała, kalokagatia - to pojęcia hasłowo odwołujące się do dziedziny naszego życia stanowiącej symbol tego co w sporcie najważniejsze: sportowej rywalizacji na arenie. Starogrecki ideał wojownika-sportowca z czasów achajskich, które za sprawą Homera przeszły do legendy, kształtował się w otoczeniu sprzyjającym tężyźnie fizycznej i ogólnemu rozwojowi. Jednak to dopiero wieki późniejsze dały podwaliny pod idee sportu olimpijskiego.

Cały basen Morza Śródziemnego był teatrem zmagań kilku bardzo silnych formacji kulturowych. Jednak to właśnie Grecja “strzeliła płomieniem”.

W starożytnej Helladzie mówimy o dwóch biegunowo różnych podejściach do kultury fizycznej. Pierwszy z nich tradycyjnie kojarzymy ze Spartą. W wielu językach funkcjonują określenia odwołujące się do twardego wychowania jakie było przeznaczeniem młodzieńców spartańskich. Ten surowy i wymagający system był jednak niezbyt nowatorski i przełomowy. Powiedzieć można, że odpowiadał najbardziej palącym potrzebom społeczności bezustannie zagrożonej wojnami. Młodzież od najwcześniejszych lat zaprawiana była w walce i znoszeniu trudów codziennego życia. Bezustanny trening, prosta dieta, ćwiczenia fizyczne miały w efekcie dać Sparcie obywatela-żołnierza, gotowego do walki w obronie ojczyzny.


Drugim modelem było podejście “ateńskie”. W procesie kształcenia młodzieży postawiono tam na wszechstronność rozwoju, którego kwintesencją stało się pojęcie kalokagatii, od greckich słów: kalos - piękny i aghatos - dobry. Człowiek wychowany w duchu ateńskim był piękny i dobry. Pojęcie dobra odnosiło się do - jakbyśmy dzisiaj powiedzieli - warstwy duchowej i obejmowało wszystkie cechy moralne i umysłowe. Natomiast pojęcie piękna... to mówiąc wprost sprawność fizyczna i harmonijna budowa ciała. A zatem znajdujemy się gdzieś zupełnie niedaleko przedmiotu naszych rozważań. To jednak nie koniec. Okazuje się, że młodzi Ateńczycy mieli do swej dyspozycji kadrę trenerską, tzw. paidotrybów, czyli wyspecjalizowanych nauczycieli wychowania fizycznego. Po szesnastym roku życia rozwojem młodego człowieka zajmował się gimnazjon. Tam w ramach efebii (rodzaju przygotowania wojskowego) kształcono umiejętności przydatne zarówno w czasach pokoju, jak i na polu bitwy. Najwyższą formą rywalizacji były igrzyska olimpijskie. Dobór konkurencji i zasady ich rozgrywania również podporządkowane zostały potrzebom społecznym. Rywalizowano między innymi w biegach, rzucie dyskiem, powożeniu, zapasach czy pięściarstwie.


Spadkobiercą kulturowym Grecji było Imperium Romanum. Do naszych czasów przetrwały dzieła pisane poświęcone kwestiom wychowania fizycznego. Mędrcy zabierający głos w sprawach publicznych wielokrotnie przywoływali konieczność rozwoju fizycznego młodzieży. Dodać należy, iż pojawiały się już wtedy głosy postulujące również kształcenie w tym kierunku kobiet. Do tradycji greckiej dodaje Rzym element rozrywkowy, a mianowicie szkoły i walki zawodowych atletów jakimi byli gladiatorzy. Niestety dysponujemy niezwykle skromnym materiałem naukowym, by odtworzyć nawet podstawowe informacje o przygotowaniach tej grupy wykwalifikowanych sportowców.

Można stwierdzić, iż starożytność podchodzi do kwestii kultury fizycznej dość ambiwalentnie. Z całą pewnością realia życia wymuszają na mieszkańcach starożytnych krain konieczność bycia sprawnymi i silnymi. Na pewno dostrzegają oni związek pomiędzy ćwiczeniami i treningiem, a możliwościami i ogólną kondycją ciała. Z drugiej jednak strony, przeciętny obywatel ateński czy rzymski, po ukończeniu edukacji, nie traktuje aktywności fizycznej jako czegoś nobilitującego.

Po tamtej epoce zostają nam również legendy o mitycznych siłaczach. Zresztą znamiennym może być, iż większość religii obdarza przymiotem siły najpotężniejsze bóstwa. Wśród licznych zabytków kultury greckiej znaleźć można i te związane z popisami czystej siły. “Eumastas, syn Kritobulusa, uniósł mnie z ziemi.” - taki napis widnieje na kamieniu znalezionym na wyspie Santorin. Kamień waży 480 kg...


Na innym kamieniu, o masie 143,5 kg, widnieje napis: “ Bybon ująwszy mnie jedną ręką przerzucił przez głowę.”


Jeżeli lekko przymrużymy oko i z tej perspektywy spojrzymy na starożytne opowieści, to znajdziemy wśród nich pierwszy udokumentowany plan treningu siłowego, z bardzo wyraźnie rozpisanym progresem. Niejaki Milon z Krotony zyskał (czy raczej: wytrenował) wielką siłę, nosząc codziennie na ramionach cielaka. Na pomysł takiego treningu wpadł rzekomo w dzieciństwie, gdy będąc małym i wątłym chłopcem wzmacniał się biegając do zmęcznia z małym bykiem na rękach. Efekty? Milon czterokrotnie zwyciężył na igrzyskach. Jak chcą autorzy opowieści potrafił obnieść ofiarnego byka wokół stadionu, a na koniec zabić go uderzeniem pięści.

Również rzymscy kronikarze wspominają nazwiska ludzi, którzy publicznie popisywali się siłą fizyczną. W “Historii naturalnej” Piliniusza Starszego znajdujemy niejakiego Salviusa, potrafiącego wchodzić na kolejne szczeble drabiny z dodatkowym obciążeniem 200 kg oraz kilku innych siłaczy, którzy dokonywali równie zadziwiających czynów.

Wraz z upadkiem kultury antycznej zaprzepaszczeniu ulega część jej dorobku. Czy dotyczy to również kwestii rozwoju fizycznego? Stereotypowy obraz średniowiecza jako epoki rozświetlanej jedynie stosami, na których płonęły zakazane księgi, czarownice i światli heretycy, nie pozwala nam myśleć o tej epoce pozytywnie, a już na pewno nie z nostalgią. Po części dzieje się tak za sprawą bardzo jednostronnego materiału badawczego pozostałego po tej trwającej tysiąc lat epoce. Milcząc akceptujemy fakt, że mówimy o dziesięciu wiekach i większość naszych sądów budujemy w oparciu o nieliczne teksty powstające głównie w kręgach kościelnych i dworskich. To co w nich znajdujemy rzadko dotyka spraw związanych z wychowaniem fizycznym. Powód bywa zazwyczaj bardzo prosty. Po pierwsze: sprawom błahym, a więc doczesnym i cielesnym, nie poświęcano zbyt wiele uwagi. Po drugie: wraz z odchodzeniem od rzymskiego modelu nauczania, usuwano z programów szkół wszystko co nie służyło bezpośredniemu umacnianiu prawd nowej wiary. Niemniej jednak pewne ślady są! Sam św. Augustyn - główny ideolog średniowiecza, pośredni sprawca obciążenia sfery cielesnej odium grzechu - wskazuje na pożytki płynące z gimnastyki i aktywności ruchowej. Kilku ojców kościoła wspomina o zamiłowaniu do hippiki, pływania czy... gry w piłkę!

Głównym nośnikiem wychowania fizycznego rozumianego jako coś, co moglibyśmy dzisiaj nazwać treningiem, stał się etos rycerski. Życiowym powołaniem rycerza była walka. Jego główną cechą miała być zręczność i męstwo w czasie walki (czy to na polu bitwy, czy na turniejach organizowanych w czasie pokoju). Wychowanie młodego szlachcica miało swoje etapy, a dla każdego z nich przewidziano inny rodzaj ćwiczeń fizycznych. Młodzi chłopcy w wieku 7 - 14 lat uprawiali dyscypliny ogólnorozwojowe: biegi, zapasy, skoki. Stopień złożoności programów treningowych rósł wraz z wiekiem ćwiczących, aż do uzyskania optymalnego stopnia rozwoju, umożliwiającego wywiązywanie się z obowiązków rycerskich. Dla chłopców starszych niż 14 lat przewidziano coraz bardziej złożone i trudne ćwiczenia. Dość wspomnieć, że ich treningi obejmowały naukę podnoszenia wielkich ciężarów, jazdę konną w pełnym oporządzeniu, biegi na znacznych dystansach, woltyżerka (również w oporządzeniu), pływanie, łucznictwo czy rzut oszczepem.

Istnieją również zapisy świadczące o aktywności warstw mieszczańskich i plebejskich. W społecznościach ceniących pracę fizyczną zdrowie, siła i sprawność były cnotami głównymi, a ich objawieniem mogły być popisy lokalnych siłaczy. Życie było twarde, a ludzie musieli mu sprostać. W zasadzie każdy jarmark, każde świeckie zgromadzenie zawierało w sobie element sportowej rywalizacji. Używano do niej kamieni, kłód, a niekiedy również żywych zwierząt. W etymologii wielu przysłów i powiedzeń słychać echa fascynacji niecodziennymi cechami fizycznymi.

Na pierwsze prawdziwie “kulturystyczne” dzieło naukowe trzeba było jednak poczekać do roku 1569. W Wenecji ukazuje się wtedy O sztuce gimnastycznej... niejakiego Mercurialisa. Ta swoista encyklopedia wiedzy o ćwiczeniach fizycznych powstała na podstawie analizy dzieł starożytnych. Autor zebrał w niej wszystko to, co udało mu się wyczytać w antycznych traktatach na ten temat. O powadze, wewnętrznej logice i mądrości dzieła świadczy chociażby jego struktura. Pierwsze trzy księgi poświęcone są przybliżeniu terminologii, opisowi ćwiczeń oraz metodyce ich nauczania! Natomiast trzy ostatnie księgi podejmują tematykę z pogranicza medycyny i wychowania fizycznego. Merculialis podaje zasady stosowania ćwiczeń fizycznych, porównuje ich wartość rozwojową, a także podejmuje tematykę wpływu określonych ćwiczeń na organizm. Stwierdzić można, że późniejsi teoretycy wychowania w zasadzie tylko rozwijali pomysł Merculialisa. Sama aktywność fizyczna awansowała do rangi wychowania, kształtowania człowieka wg pożądanych wzorców.

Oba nurty: arystokratyczno-wojskowy i ludowo-jarmarczny szły swym własnym torem, rozwijając się wraz z cywilizacją. W XIX wieku zmiany w stylu życia mieszkańców Europy pociągnęły za sobą szereg konsekwencji. Wzrósł ogólny poziom wiedzy medycznej i wszystkich nauk przyrodniczych. Postęp technologiczny spowodował, że przemianie uległ tradycyjny model społeczeństwa feudalnego. Arystokracja zaczęła tracić na znaczeniu; mieszczaństwo zamieniało się w dojrzałą i dostatnią warstwę społeczną, a miasta przyciągały nowych mieszkańców, oferując im wyższy standard życia i nowe perspektywy. Rzeczywistość polityczna wymusiła zmiany w wojskowości. W niestabilnym otoczeniu każdy rozsądny kraj musiał utrzymać regularną armię o jak największej sprawności bojowej. Prawdopodobnie pierwszymi podręcznikami treningowymi były instrukcje dotyczące wyszkolenia fizycznego żołnierzy. Oczywiście żołnierz musiał być wyszkolony w zakresie jaki interesował jego dowódców na ewentualność udziału w konflikcie zbrojnym. Stąd szczególny nacisk kładziono na rozwój wytrzymałości (marsze i biegi), zręczność (nauka szermierki), jazda konna, strzelectwo czy pływanie. Środowiska wojskowe starały się również wspierać inicjatywy proobronne w rozrastającej się sieci szkolnictwa powszechnego. To za ich staraniem do programów szkolnych trafiają obowiązkowe ćwiczenia fizyczne. To wszystko stanowi grunt, na którym - w swoim czasie - wykiełkuje kult silnego ciała.

Najciekawsze jednak rzeczy - z punktu widzenia naszych rozważań - dzieją się poza wojskiem. Otóż przeciętny człowiek drugiej połowy XIX wieku, średniozamożny mieszczanin, ma coraz więcej czasu dla siebie. Krócej pracuje, żyje w miarę dostatnio i stopniowo zaczyna uprawiać coś, co po latach socjologowie nazwą “kulturą czasu wolnego”. Czas wolny - pojęcie nieistniejące w wiekach ubiegłych staje się przestrzenią, w której narodzi się pomysł na zmianę własnego ciała w ciało... kogoś innego. Czas wolny pozwoli na powrót do zabawy, do owego wzoru homo ludens. Mieszkańcy XIX-wiecznej Europy zaczną bawić się w podróżników, rybaków, myśliwych, wioślarzy, sportowców, gladiatorów.

W XIX wieku mamy również do czynienia z kilkoma przełomami naukowymi. Tryumfy święcą zarówno nauki ścisłe jak i przyrodnicze oraz... nauki humanistyczne, o czym jednak za chwilę. W stosunku do ubiegłych stuleci nastąpił ogromny przyrost szeroko pojmowanej wiedzy medycznej. Lekarze coraz lepiej poznawali funkcjonowanie organizmu, odkrywali mechanizmy działania i funkcje poszczególnych narządów itd. Środowiska lekarskie od wieków lansowały poglądy o pozytywnym wpływie ćwiczeń fizycznych na ciało i umysł człowieka. Teraz w sukurs przyszła im psychologia rozwoju oraz pedagogika, które wskazywały na aspekty rozwojowo-wychowawcze ćwiczeń. Już na początku XIX wieku powstają systemy gimnastyczne pomyślane zarówno jako narzędzia kształtowania ogólnorozwojowego, jak i specjalistycznego, a także wychowawczego. Ciągle jednak nikt nie używa w stosunku do nich terminu: kulturystyka. Pojęcie to rodzi się dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Przy czym pamiętajmy, że bywa ono, poza językiem polskim, używane wymiennie z pojęciem bodybuilding, czyli: budowaniem ciała.

Zadziwiający konflikt nazwy ze stereotypowym ujęciem adepta kulturystyki wynika z prostego faktu, że na zasadzie mechanicznej wytyczamy krąg znaczeń dla słowa kultura i wypełniamy go pojęciami związanymi potrzebami wyższymi. Prędzej zatem znajdziemy w nim określenia takie jak: teatr, kino, dobre maniery; niż: biceps, triceps; które kojarzą nam się raczej z obrazem przygłupiego osiłka, niezdolnego do głębszych refleksji. Tymczasem opozycja kultura - natura ma dużo głębszy wymiar. Naturalne bywa wszystko co wytworzyła Natura bez ingerencji człowieka. Kultura to wszystko to, co stworzył człowiek korzystając z materiału dostarczonego przez Naturę. Inaczej mówiąc: wilk to natura, ale pies, czyli udomowiony wilk, to już wytwór naszej kultury. W naturze psy praktycznie nie występują. Mizerny biceps, ukryty pod warstwą tłuszczu i służbową marynarką to coś naturalnego. Monstrualnie przerośnięty biceps, z minimalnym otłuszczeniem, widocznymi żyłami, wyeksponowany na światła sceny, to już wytwór kultury. O ile oczywiście został “stworzony” przez właściciela, w sposób celowy, przewidziany i powtarzalny. Nienaturalnie wyeksponowana, "przerośnięta" muskulatura to efekt nienaturalny, ale celowy i świadczący o rozwoju naszego gatunku. To swoisty manifest: “Patrzcie! Mogę zmienić się w kogoś innego. Mogę więcej niż chciała natura! I wiem jak tego dokonać!" Chciałoby się powiedzieć: Ćwiczę, więc jestem.

Wielcy siłacze XIX wieku nie zrobiliby kariery kulturystycznej w naszych czasach. Początek ich działalności to zazwyczaj cyrkowa arena, gdzie za pieniądze wykazywali się krzepą i odwagą. Oczekiwano od nich rozrywki i zazwyczaj ją otrzymywano. Byli profesjonalistami - zawodowo trudnili się siłą, aby nią urzekać publiczność. Mieli również swoje metody, a nawet specjalne szkoły. Dysponowali olbrzymią siłą. Czy byli piękni? Obawiam się, że ich sylwetki nie budziłby dzisiaj zachwytu średnio zaawansowanych miłośników kulturystyki. Mają jednak wspólną cechę. Eugene Sandow, Georg Hackenschmidt, Iwan Poddubny, Zbyszko Cyganiewicz - łączy ich jedno: czytając o ich losach poznajemy ludzi o szlachetnych charakterach i wielkiej mądrości.


Czy jednak przypadkiem najważniejszym elementem kariery Sandowa nie był fakt, że Attilla wiedział jak stworzyć siłacza, który podbije serca widowni nie tylko pokazem nadludzkiej siły, ale również (a może: przede wszystkim) swą apollińską sylwetką? Czy w duecie Georg Hackenschmidt - dr Władysław Krajewski, ważniejsza była genetyczna baza siłacza z Królewca, czy pedantyczna i rozległa wiedza naszego rodaka - ojca treningu siłowego - na temat fizjologii, treningu, kształtowania określonych cech? A może chodziło jeszcze o coś innego? Może XIX wiek kończył się pragnieniem dorównania ideałom?

Nietzsche pisał, na przełomie wieków, o dwóch postawach człowieka wobec życia. Postawa apollińska cechowała się umiłowaniem wszystkiego co piękne, harmonijne, jasne i szlachetne. Patronem jej był właśnie ów bóg grecki, który słynął z pięknie uformowanego ciała. Na drugim biegunie umieścił niemiecki filozof postawę dionizyjską, czyli fascynację tym co cielesne, mroczne, podporządkowane syceniu żądz i instynktów. W jego dziełach pojawia się również rozróżnienie na moralność panów i niewolników. Pan - ma moralny obowiązek manifestowania wszem i wobec swej siły, niezależności i pełni mocy... Wynikający z filozofii Nietzschego ideał nadczłowieka - jednostki szlachetnej, stojącej moralnie ponad społeczeństwem, a równocześnie silnej i sprawnej fizycznie - zanim naziści sprowadzą go do symbolu swej szowinistycznej ideologii, sprawia, że mówić możemy o filozoficznych podstawach kulturystyki. Bo tacy chcieli być kulturyści z przełomu wieków.

Złota era siłaczy niespodzianie zamieniła się w erę kultury masowej. Upowszechnienie fotografii i narodziny sztuki filmowej pchnęły zarówno sport, jak i przemysł rozrywkowy na zupełnie nowe tory. Piękno i siła stały się kolejnymi elementami widowiska. Siła, w swej czystej postaci, uzbroiła się w reguły, by zostać matką dyscyplin związanych z ciężką atletyką. Piękno zostało podporządkowane wizji producentów filmowych i handlowców wszelkiej maści. Za sprawą twórców popkultury ideał męskiej urody zmieniał się kilkukrotnie w ciągu ostatnich 50 lat. Siła przekazu nowych mediów była ogromna i zupełnie nieporównywalna z dawnymi metodami propagowania kultury fizycznej. Czasy po drugiej wojnie światowej przynoszą nowy model bohatera. Do kryształowego charakteru dołączony zostaje zazwyczaj komplet cech fizycznych o wyjątkowej atrakcyjności. W przypadku kobiet mówić można o atrakcyjność wynikającej ze stopniowego łamania licznych tabu. Mężczyźni zaczynają na ekranach popisywać się budową ciała. Od mocnych sylwetek pierwszych Bondów - po typowo kulturystyczne postury Conana, czy Rambo, którzy na pewien czas stają się wyznacznikami tego jak powinien wyglądać filmowy heros.


Oczywiście na fali zainteresowania sztukami audiowizualnymi wyrasta bardzo silna tendencja do naśladowania. Mnożą się sylwetki sportowców, którzy zaczynają osiągać niezwykłe wyniki w procesie budowania własnych ciał. Na dalszy plan schodzi siła, która potrafi być nieestetyczna. Jej miejsce zajmuje dopracowane do perfekcji ciało, w którym odbijają się wzorce piękności wypracowane przez całe tysiąclecia. Wiedza na temat odżywiania i treningu, badania naukowe dotyczące rozwijania cech fizycznych organizmu - osiągają poziomo niespotykany wcześniej.

Pojawiają się również patologie. Stopniowo ze zmagań silnych mężczyzn uczyniono popis możliwości przemysłu farmaceutycznego i kosmetycznego, a sam pojedynek został zdegradowany do konfrontacji wrażeń. Okazało się, że wygląd i stan muskulatury to towar na tyle atrakcyjny, że można pokusić się o jego sprzedaż. “Dobrze wyglądać” powoli przestało oznaczać bycie posiadaczem eleganckiego smokingu. Przemiany w kulturze spowodowały, że wygląd został sprowadzony do prezencji ciała w warunkach “ plażowych”. Proporcjonalna, umięśniona i opalona męska sylwetka stała się symbolem zdrowia, oraz dostatniego i spokojnego życia. W dawnych czasach mocna sylwetka zdradzała kogoś, kto prawdopodobnie ciężko pracuje fizycznie. Jednak począwszy od lat 70-tych XX wieku, stała się ona raczej wyznacznikiem statusu społecznego. Jedną z najbardziej widocznych z zewnątrz tendencji bywa zmierzanie przez współczesnych amatorów sztangi do osiągnięcia stanu odległego od anatomicznych uwarunkowań ciała. W zasadzie w ciągu ostatnich 30 lat widać jak coraz więcej pracy i środków angażuje się w uzyskanie efektu przerysowania sylwetki, niekiedy ocierającej się o groteskową deformację, która jednak budzi podziw w środowiskach sportów sylwetkowych. Być może dlatego pojawiają się zarzuty wobec współczesnej kulturystyki, iż przez lansowanie karykaturalnych wzorców wypędziła z siłowni kobiety. Może dlatego dzisiaj kobiety okupują na siłowniach strefy cardio i reagują histerią na fakt, że zaczynają im rosnąć mieśnie?

Czy w XXI wieku potrzebujemy ogromnych mięśni? Czy to co widzimy dzisiaj na wybiegach zawodów kulturystycznych to jednak piękno? Obawiam się, że trudno odpowiedzieć na to pytanie. Osoby znające od podszewki ten rodzaj zmagań widzą w nim dużo więcej niż przeciętny zjadacz chleba. O ile postronnego obserwatora być może nie przytłacza rozmiar mięśni, stopień separacji, zawartość tkanki tłuszczowej, to jednak powinien pochylić czoło nad pracą wykonaną przez kulturystę i nad drogą jaką przebył nasz gatunek, by w ogóle umieć czegoś takiego dokonać. Solidna praca wykonywana z pasją zawsze musi zrodzić piękno. I chociaż posiadanie nienaturalnie ogromnych mięśni wynikać może z wielu motywacji, to jednak zawsze stanowić będzie dowód geniuszu ludzkiego, który potrafi się angażować w wielkie, nikomu niepotrzebne, idee. Czy w czasach samochodów, samolotów i Internetu wciąż potrzebujemy wielkich mięśni? A czy wciąż potrzebujemy malarstwa, muzyki, filmu, literatury?



Zmieniony przez - MaGor w dniu 2016-01-31 09:38:30

Zmieniony przez - MaGor w dniu 2016-01-31 09:39:34
2

------------------------------------
Сила это способность
http://www.sfd.pl/Kettlebells_Sztanga_Bieganie_Sila_dla_cierpliwych_By_MaGor_Vol3-t1078817.html
------------------------------------
Spis treści i indeksy:
https://dl.dropboxusercontent.com/u/69665444/sfd/pub/dziennik/spis_tresci.html
------------------------------------
http://www.sfd.pl/Pomoc_dla_małego_Igorka__serdecznie_zapraszamy_!-t1022615.html 

napisał(a)
Specjalista
Szacuny 53 Napisanych postów 1641 Wiek 36 lat Na forum 5 lat Przeczytanych tematów 31304
Zaj**isty art: mega dawka wiedzy przedstawiona w łatwoprzyswajalny sposób. Magor jak zwykle daje redę! ;)
Nowy temat Wyślij odpowiedź
Poprzedni temat

Kolejne podejście: _CORTES_ wyciska 170kg w 3 miesiące

Następny temat

Konkurs VVizard89 - Prehistoria kulturystyki : kult siły i piękna w cywilizacjach

Anna Karcz- długo wyczekiwany powrót! Grzegorz Kępa- "oczyszczenie" branży Paige Hathaway na stole operacyjnym! Suplementacja na odchudzanie - Johimbina Suplementacja a timing - czyli co i w jakich porach dnia spożywać Waxy maize, vitargo vs carbo – o co tu chodzi? Nietypowe metody regeneracyjne Oleya Indeks glikemiczny i indeks sytości