Pierwszy miesiąc za mną, dzisiaj zacząłem brać 3 opakowanie Curacne. Wysyp powoli się goi, twarz nawilzam jakims kremem z filtrem UV, poznikaly mi pozostalosci po podskornych syfach z twarzy, ktorych wczesniej nie wywalilo, tylko "wchłonęło" i było wyczuwalne pod skorą, na plecach nadal horror. Ale walczę dalej...

Bylem u dermatolog po kolejne recepty i powiedziala mi cos co mnie zdziwilo. Biorę ostatnie opakowanie 20mg i mam sobie kupic 10...

Moja dzienna dawka spadnie do 20mg (teraz jade na 40) i potrwa to wszystko do czerwca. Przeciez jakkolwiek bym liczył, nie uda mi sie wyrobic tego 120mg*kg ciala.. Co o tym sądzicie? Zapytam ją o jej motywy przy najbliższej wizycie, wtedy ustalimy co dalej - moze wydluzenie kuracji? Albo zmiana dermatologa?

Druga sprawa to skutki uboczne. Oprocz takich standardów jak wysychajaca skora i usta mam problemy z nosem, ktory zapycha sie ciągle i z którego często leci krew. Macie jakies pomysly na zlikwidowanie tego problemu?
DRugi, mysle ze powazniejszy problem to problem z brzuchem, albo raczej z jakims wewnętrznym narządem, ale nie mam pojecia jakim. Otóż męczą mnie wzdęcia, trochę mi się przez ostatni miesiąc przytyło (a mialem dobrą przemianę materii, moglem jesc w miarę rozsądnie co chciałem, nie cwiczyc i nie obawiac sie przy tym, ze moja sylwetka zacznie zmierzac ku amerykanskim standardom), często się wyprózniam (wczesniej raz na kilka dni, teraz raz dziennie), "kupka" ma zazwyczaj normalny kolor ale np wczoraj byly w niej jakies jasnopomaranczowe "dodatki", towarzyszy mi tez uczucie niepelnego wyproznienia. WTF?! Czy takie objawy kwalifikują mnie do przerwania kuracji czy moze wystarczy leczenie objawowe. I czy wlasnie rozwalam sobie nieodwracalnie jakis narząd wewnętrzny czy to ustąpi po zakonczeniu kuracji?