SFD.pl - fitness, kulturystyka, trening, dieta i suplementacja

Grapplerzy i uderzacze

temat działu:

Scena MMA i K-1

słowa kluczowe: ,

Ilość wyświetleń tematu: 5000

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Ekspert
Szacuny 10675 Napisanych postów 44853 Na forum 18 lat Przeczytanych tematów 57734
oczywiście pisząc o preferowaniu miękich bloków, odruchowym przechwytywaniu kończyn czy obalaniu przeciwnika na glebę mam na myśli techniki chwytacza - jasna sprawa

---------------------------
Gaworzenie o Szopenie
W plecak szmatę - i na matę!
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 5 Napisanych postów 366 Na forum 15 lat Przeczytanych tematów 2887
Mam juz pierszy sparing za soba(Kick box) Bylo tak jak myslalem. Klepalem sie z kumplem ktorego znam od 1 klasy podstawowki. Obydwaj malo praktyki mamy bo od awantur z daleka sie trzymalismy, tylko jesli trzeba bylo. Na kicka chodzimy ja 4 miechy on 1,5. Lalismy sie tylko lewa reka- wszystkie mozliwosci,a prawa tylko prosty na korpus. Myslalem ze latwo mi z nim pujdzie ale nie wymiana ciosow byl abardzo zacieta:) Dzialalo to w ten sposob ze zaczelismy dosc spokojnie,ale wiadomo jak ktorys dostal czysta bombe to bardzo chcial sie odegrac i walka stawala sie coraz ostrzejsza. Ja wpewnym momencie odruchowo strzelilem go w twarz jak sie odslonil(przeprosilem), ale i tak odegral sie tym samym, tu byl moment jego przewaki i w desperacji podszedlem na full kontakt i trafilem go lewym seirpem w twarz(udzezylem lekko nie wiecej niez 1/2 sily) i ku mojeu zdziwieniu polecial na dechy i wtedy juz dalismy sobie spokoj, spokojnie wymieniajac ciasy. Czy taka zazartosc to stadnart za pierwszym razem??? Dobrze ze to dobry kolega bo zadnych zali nikt do nikogo nie mial i nie ma:) Pozdrawiam

DJ SPIN THAT SHIT!!!

Czasem trzeba ustąpić żeby wygrać

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 4 Napisanych postów 1402 Wiek 40 lat Na forum 16 lat Przeczytanych tematów 32262
oczywiscie zazartosc i spiecie sa cecha poczatkujacych. zaawansowany zawodnik prowadzi walke w sposob porownywalny do parti szachow - kazdy ruch jest przemyslany i stanowi wlasciwa reakcje na posuniecie przeciwnika.

"Nie dyskutuj z d****em bo najpierw ściągnie cię do swojego poziomu a potem pokona doświadczeniem"

Nie dyskutuj z d****em bo najpierw ściągnie cię do swego poziomu a potem pokona doświadczeniem

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Znawca
Szacuny 38 Napisanych postów 997 Na forum 16 lat Przeczytanych tematów 5493
Nie jestem zapaśnikiem,ale zdarzało mi się,że walczyłem na macie z zapaśnikami.
Na ulicy miałem również sytuacje w których się konfrontowałem swe umiejętności w walce z chwytaczami.Jedna z takich walk szczególnie utkwiła mi w pamięci.Miało to miejsce w 2000 roku w wakacje przed dyskoteką Viva w Wiśniowej Górze koło Łodzi.Przyjechali bawić się tam zapaśnicy bodajże ze Zgierza.Wiadomo jak to się zaczyna najpierw alkohol,następnie od słowa do słowa i awantura.Jednemu z nich szczególnie ja nie przypadłem do gustu.Wyszliśmy na zewnątrz dyskoteki,on ze swoimi kolegami ja ze swoimi.Obydwaj rozebralismy się do pasa.Przeciwnik był mniej więcej mojej postury,choć nieco wyższy.Zaatakowałem go pierwszy.Dostał całą serię uderzeń na głowę i przewrócił się na ziemię.Wtedy jeden z jego kolegów złapał mnie z tyłu,abym czasami nie kopał go na ziemi.Starał sie mnie uspokoić,mówił,że tamten ma juz dość.Rzeczywiście mój przeciwnik podniósł się z ziemi cały zalany krwią i powiedział,że juz nie chce się bić.Rozluźniłem się i zacząłem sie ubierać uważając,że jest juz po incydencie.I to był mój błąd,gdyż powiniennem byc przez cały czas czujny.Mój przeciwnik wykorzystał moja dezynwolturę i w momencie,gdy stał dostatecznie blisko wszedł mi w nogi.Znałazłem się w parterze i sytuacja się odwróciła.Na domiar wszystkiego wsadził mi jeszcze palce w oczy i myslałem,że się zesram z bólu.Ból,wściekłość nie pozwałały mi myśleć.Nie pamiętam dokładnie sekwencji wydarzeń,ale wiem,że zacząłem mu wyłamywac palce,a następnie ugryzłem go z całej siły w twarz.Następnie jak przez mgłę przypominam sobie,że pierwszy stanęłem na nogi i przyłozyłem mu z low kicka piszczelem na głowę.Od razu stracił przytomność jednak nie przestawałem go bić i kopać.Od tańczyłem mu kankana na twarzy.Pamietam,że koledzy odciagnęli mnie od niego i dobrze bo jeszcze chwila i mogłem naprawdę przesadzić,a wtedy i konskekwencje byłyby nieprzyjemne.Mojego przeciwnika cucili jego znajomi przez dobrych kilka minut,ale z tego co wiem nic poważniejszego mu się nie stało.
To była dla mnie dobra lekcja...

" certum est,quia impossible est"

" certum est,quia impossible est"
doradca w dziale Combat/Samoobrona,
SFD FIGHT CLUB

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 5 Napisanych postów 366 Na forum 15 lat Przeczytanych tematów 2887
Hehe Gladiator juz nie pamietam gdzie i kiedy ale pamietam kilka twoich wypowiedzi i podobaly mi sie:) To chyba ty miales pokazowa walke kicka bez seddziego. Sog dla ciebie za walecznosc:) Wolal bym w tobie miec kumopla niz wroga Pozdrawiam:)

DJ SPIN THAT SHIT!!!

Czasem trzeba ustąpić żeby wygrać

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Ekspert
Szacuny 10675 Napisanych postów 44853 Na forum 18 lat Przeczytanych tematów 57734
To ja trochę o rozwiązaniu w stylu "ustąp aby zwyciężyć".

Kiedyś byłem w lokalu i tańczyłem z jedną panną, która tam miała imprezę firmową (sam byłem nieco wcięty - na trzeźwo nigdy nie tańczę ). Nagle w naszym kierunku podszedł jakiś gościu, dosyć zalany, i mówi w naszym kierunku:
- No, to odbijamy.

Strasznie nie lubię takich akcji, ale mimo to uprzejmie zwróciłem się do niego:
- Niech pan poczeka, skończymy i nie ma problemu.
- Nie nie, mój drogi, teraz! - gościu zrobił się wręcz nachalny.

Cóż, nie było rady.
- Przepraszam, Aśka - zwróciłem się do partnerki - ale ten pan koniecznie chce teraz ze mną zatańczyć.
I błyskawicznie odwróciłem się w jego kierunku, łapiąc go za ręce.

Jedną rękę wykręciłem mu tak, że musiał się skręcić, i wykorzystałem to, aby go obrócić wokół siebie. Potem przegiąłem go przez ramię, a jak się wyprostował, kolejny raz obróciłem go. Publika po prostu lała ze śmiechu. Gość zrobił się cały czerwony, próbował sytuację obrócić w żart, ale musiał cały czas wywijać jak laska. Na koniec, ku uciesze obserwatorów, pocałowałem go w rękę i mrugnąłem do niego okiem.

Wróciłem do tej kumpeli i chciałem jeszcze wskoczyć na parkiet, ale musiałem poczekać jeszcze kawałek, bo ona ze śmiechu nie była w stanie ustać na nogach. A, tamten facet - to w ogóle był jakimś całkiem poważnym dyrektorem tej firmy (znanej firmy ubezpieczeniowej).

Oto łagodne, ale przy tym jakże praktyczne zastosowanie dźwigni .

---------------------------
Gaworzenie o Szopenie
W plecak szmatę - i na matę!
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 0 Napisanych postów 53 Na forum 15 lat Przeczytanych tematów 1293
Poki co, nie mialem okazji stoczyc prawdziwej walki z jakims grapplerem (sam preferuje uderzane podejscie do walki, ale staram sie rozwijac wiec cwicze tez z grapplerami), ale sparingi organizujemy sobie w bardzo roznych formulach - od w pelni otwartej do walki z kleku bez uderzen. Daje to szerokie mozliwosci sprawdzenia i porownania danych technik w roznych sytuacjach. Zauwazylem ze jezeli jest sie niezlym uderzaczem, to da sie powstrzymac grapplera przed zwarciem i sciagnieciem. Oczywiscie jesli sie nie popelnia bledow, a trudno jest nie popelnic zadnego. Dlatego chyba dzisiaj juz wszyscy wiedza, ze zeby byc skutecznym, trzeba byc wszechstronnym.
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Znawca
Szacuny 38 Napisanych postów 997 Na forum 16 lat Przeczytanych tematów 5493
Dokładnie,wszechstronność to skuteczność,ale bardzo ważne jest te serce do walki.Co z tego,że na treningach ktoś będzie dobry technicznie,szybki,silny i skuteczny,a kiedy dojdzie do realnej walki to spali się psychicznie i przegra.Widziałem multum takich przypadków,kiedy teoretycznie dobry zawodnik dostawał łomot na ringu od kogoś znacznie gorszego od siebie.Na ulicy bywa podobnie,dlatego bardzo duzo zależy od psychiki.

" certum est,quia impossible est"

" certum est,quia impossible est"
doradca w dziale Combat/Samoobrona,
SFD FIGHT CLUB

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 9 Napisanych postów 1074 Na forum 16 lat Przeczytanych tematów 19774
Miałem okazję ostatnio sparować po raz pierwszy (ale krótko i raczej na luzie) z kickboxerem, podczas gdy do tej pory trenowałem tylko muay thai. Zasady były z kicka.
I tak. Nie mogłem przestać łapać jego nóg kiedy kopał (odruch) chociaż było to niedozwolone. W konsekwencji gość się wywrócił ze 2 razy. Nie było low kicka i miałem trudność ze skróceniem dystansu. Poza tym pracował dobrze przednią nogą, którą uderzał bez przestawienia stóp do odwrotnej pozycji. W thaiu praktycznie zawsze przestawia się nogi aby kopnąć tą, która była z przodu. Jego kopnięcia były szybsze ale nie robiły na mnie jakoś wrażenia. W thaiu w kopnięcia (tak jak w boksie) wnosisz całą swoją masę. Dostaem jedno kopnięcie na głowę, którym zupełnie mnie zaskoczył- zachaczające (właściwie trafiło mnie w szyję). Odczułem je bardziej następnego dnia...
Ogólnie rzecz biorąc miałem trudności za skróceniem dystansu. Kiedy jednak udało mi się już podejść, dobrze spisywały się kopnięcia okrężne.
Wydaje mi się, że walka była wyrównana, a przecież nie mogłem używać specjalności z MT. Myślę, żę gdybym miał chociaż lowa do dyspozycji, to wyglądało by to zupełnie inaczej. Parę razy złapałem się na myśli, że fajnie (widziałem tą lukę..) by było posłać lowa na nogę podpierającą, kiedy gościu kopał coś wysoko..

Mam nadzieję, żę będę miał więcej okazji do walk typu MMA...

MuayFan

Tę stronę powinienneś odwiedzać codziennie! http://www.pajacyk.pl/ 

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Marian.B. ZASŁUŻONY
Znawca
Szacuny 43 Napisanych postów 8013 Na forum 15 lat Przeczytanych tematów 47481
Heh Muayfan: następnym razem namów go na zasady K-1 i nie żałuj mu lowa Pozdrawiam

You are not a warrior, You are Beginner!!

Sogów nie odbijam, jak podobała Ci się moja wypowiedź, to wejdź na www.pajacyk.pl !

Nowy temat Wyślij odpowiedź
Poprzedni temat

PRIDE 25

Następny temat

Post organizacyjny naszej www