Witaj! Dołącz do społeczności ludzi aktywnych. Możesz zalogować się   lub zarejestrować
Wczytywanie danych ...
Temat: Treść:
Autor

Duszenie - trwałe szkody?

pstroki

Wysłana - 07 sierpnia 2008 23:54    Edytuj  Cytuj

Sprawdź ile procent masz tłuszczu


Witam,
Załóżmy, że podczas walki z groźnym przeciwnikiem, który faktycznie może człowieka uszkodzić udało mi się założyć duszenie (zza pleców, trójkątem - nieważne w jaki sposób). Boję się go puścić, ale nie chce gościowi zrobić krzywdy tylko go unieruchomić.
Tu nasuwają się moje pytania:

Czy ofiara takiego duszenia po utracie przytomności wymaga reanimacji?

Czy zbyt długie duszenie może prowadzić do zagrożenia życia? (Nie mówię tu o trzymaniu gościa przez minutę, ale do czasu aż będę miał pewność że jest niegroźny)

Czy zdarzyło się Wam dusić przeciwnika aż odpłynął?

Z góry dzięki za odpowiedzi, jeżeli był już taki temat to przepraszam, po wstępnych oględzinach forum nie stwierdziłem jego obecności

Spec SFD Odżywki i suplementy

Wysłana - 08 sierpnia 2008 00:35 
W większości przypadków polecamy:

Optimum - Whey Gold Standard 100%

CENA: 199.00zł
SFD - SFD PURE BCAA

CENA: 49.00zł
Olimp - BCAA Mega Caps

CENA: 79.00zł


sprawdź pozostałe odżywki,  odżywki białkowe,  odżywki na masę

kzLO

Wysłana - 08 sierpnia 2008 00:35    Edytuj Cytuj
Mi się zdażyło :)
po dobrze załozonym duszeniu koleś odpływa po 5sek. ( o mata leo mowa) wiadomo podczas jakiejs tam ustawki nie założysz techniki idealnie, więc zakładamy duszenie jakie nam wyjdzie takie wyjdzie koleś odpływa po 20sek. powiedzmy i co dalej ? reanimować nie trzeba, bo duszenie nie powoduje jakiegos uszkodzenia dróg oddechowych ( poprawne duszenie jest na tętnice i odcina dopływ krwi do mózgu co powoduje "odpłynięciem")

trwały uszczerbek na zdrowiu człowiek odnosi po 4 minutach niedotlenienia mózgu (czy jakoś tak)

podsumowując dusimy typa typ odpływa mozemy przytrzymać duszenie jeszcze 5sek. zeby mieć pewność, ustawiamy typa w bocznej ustalonej, a jak się bardzo martwimy to pozycja której nazwy nie pamietam - kończyny w góre, no ale ok mowa o ulicy wiec mozemy poczekać aż oprzytomnieje i walnać gonga :P

jest jeszcze jedna sprawa ze mało kto zakłada dobre duszenie, wiekszosć osob próbując dusić po prostu naciska na krtań wpychająć ją, tutaj trzeba bardziej uważać ale nie znam się za bardzo na tym i na skutkach, ja na treningach odkelpuje bo przedewszystkim jest to ból, chyba ale nie jestep pewny działa to na zasadzie ze wpychana krtać blokuje przepływ powietrze do płuc ( nie mozemy wdychać i wydychać powietrza - skutek taki sam niedotlenieni mózgu



Zmieniony przez - kzLO w dniu 2008-08-08 00:36:44

Zmieniony przez - kzLO w dniu 2008-08-08 00:38:04

Zmieniony przez - kzLO w dniu 2008-08-08 00:39:55

QUEBLO

Wysłana - 08 sierpnia 2008 01:10    Edytuj Cytuj
Czy ofiara takiego duszenia po utracie przytomności wymaga reanimacji?

Jeśli duszenie było poprawnie założone(czyli nie "uszkodziłeś" rywala) i nie było zbyt długo przetrzymane to nie trzeba

Czy zbyt długie duszenie może prowadzić do zagrożenia życia? (Nie mówię tu o trzymaniu gościa przez minutę, ale do czasu aż będę miał pewność że jest niegroźny)

To zależy od tego jak długo będziesz się upewniał że typ jest niegroźny.

Czy zdarzyło się Wam dusić przeciwnika aż odpłynął?

Na ulicy nie
 
"Chwila która trwa,może być najlepszą z Twoich chwil"

www.pajacyk.pl
www.kundelpolski.pl
Ekspert -

pstroki

Wysłana - 08 sierpnia 2008 08:34    Edytuj Cytuj
Dzięki

Sogi

kzLO

Wysłana - 08 sierpnia 2008 12:14    Edytuj Cytuj
no mi na ulicy dusić tak aż typ odpłynął też sie nie zdażyło, tylko na jednych zawodach typ chciał być fajny i odklepać nie chciał

artiboy

Wysłana - 08 sierpnia 2008 12:58    Edytuj Cytuj
Z tymi 4 minutami to mocno przegiołeś. W medycynie przyjmuje się, że już 1 min niedotlenienie mózgu może spowodować nieodwracalne skutki ale mowa tutaj o 1 minucie całkowitego odcięci dopływu krwi do mózgu. Upraszczając można przyjąć, że w momencie w którym gość stracił przytomność zaczęła upływać właśnie ta minuta (jest to co prawda uproszczenie ale tak mi to wyjaśnił lekarz). Odrębną sprawą jest to iż w ferworze walki czasami nie poczujemy że gość nam odpłynął (np. gość leży na ziemi a my dusimy go z za pleców) i dlatego trzeba tą kwestię kontrolować. W pracy zdarzyło mi się dusić do utraty przytomność ale zawsze jak wyczułem że gość jest mięki to odpuszczałem. Powrót gościa do świadomości trwał zazwyczaj kilanaście sekund. Tutaj zwrócę uwagę jeszcza na jeden element. Na treningach był gość który w sytuacji gdy założyłem skutecznie duszenie po kilku sekundach robił się mięki. Ja odpuszczałem a on wtedy próbował uciekać. Po prostu udawał. Czasami było to skuteczne.
 
Mój blogo-dziennik: [http://www.sfd.pl/temat425050]

kzLO

Wysłana - 08 sierpnia 2008 13:21    Edytuj Cytuj
artiboy nie pisałbym o czymś o czym nie mam pojęcia, to ze w nawiasie napisałem ze po 4min ( czy jakoś tak)nie oznacza mojej nie wiedzy, odnosiło się ze moge sie pomylić o półminuty czy tam minute, nie wiem jak teraz uczą, jak mnie uczyli było to 4 minuty, poszukałem na necie specjalnie dla Ciebie

"W medycynie przyjmuje się, że czasie od 3 do 5 minut od zatrzymania krążenia w mózgu zaczynają zachodzić nieodwracalne zmiany z powodu niedotlenienia. Najczęściej mówi się o 4 minutach, po których komórki kory mózgowej zaczynają umierać."

Zmieniony przez - kzLO w dniu 2008-08-08 13:23:25

artiboy

Wysłana - 08 sierpnia 2008 13:25    Edytuj Cytuj
Nie zarzucam Tobie braku wiedzy i zapewne masz rację. Mi lekarz (nie jestem lekarzem więc się nie znam) tłumaczył, że juz po 1 min. takie zmiany moga nastąpić. Chodzi mi o to, że należy być po prostu ostrożnym z przeciąganiem duszenia. Sorki jak cie uraziłem.

PS. zdażały się przypadki np. przy utonięciach gdzie wyciągano gościa po 20-30 minutach i odratowano w zasadzie bez większego uszczerbku na zdrowi. Sytuacje są różne.
 
Mój blogo-dziennik: [http://www.sfd.pl/temat425050]

kzLO

Wysłana - 08 sierpnia 2008 13:29    Edytuj Cytuj
tutaj sie zgadzam:) chociaż chyba 30min to teraz Ty przegiąłeś :P jest koleś Blain ma na nazwisko ( mozna poszukać w filmikach na google wideo ) wytrzymuje pod wodą 17min z tego co pamietam, tyle ze przez 20min wczesniej oddycha czystym tlenem, w jakims wywiadzie mówił ze potrafi wytrzymać coś koło 10min oddychajać wczesniej zwykłym powietrzem :) to tak jako ciekawostka.






peace ! :)

Zmieniony przez - kzLO w dniu 2008-08-08 13:32:32

artiboy

Wysłana - 08 sierpnia 2008 13:33    Edytuj Cytuj
Musiałbym poszukać artykułu z gazety dot. utonięcia w j. głębokie w Szczecinie na poczatku lat 90. Tam gościa wyciagnęli po 30 min od momentu jak zniknął pod wodą. Jak juz powiedziałem ja się nie znam, lekarzem nie jestem. A wojny żadnej nie było poprostu dyskusja. Ważne że merytoryczna. Czegoś nowego się nauczyłem

Zmieniony przez - artiboy w dniu 2008-08-08 13:34:57
 
Mój blogo-dziennik: [http://www.sfd.pl/temat425050]

dejna74

Wysłana - 08 sierpnia 2008 13:37    Edytuj Cytuj
Hehehehe, przypomniała mi się historia, która miała miejsce jakiś miesiąc temu. O 2.00 w nocy obudził mnie telefon od kumpla, który po pijaku z płaczem mówi, ze on i jeszcze drugi kumpel zabili jakiegoś gościa, że nie wiedza co robić i żebym po nich przyjechał. Pojechałem po nich razem z żoną, wcześniej radząc by zadzwonili po policję. W międzyczasie zadzwoniłem do tego drugiego kumpla z pytaniem czy to prawda że kogoś zabili, okazało się na szczęście, że nie :) Na miejscu opowiedzieli jak do tego doszło. Siedzieli sobie w pubie we dwóch, wcześniej walnęli po pół litra na łeb i parę piw :) Po pubie chodził jakiś duży typ (który był gdzieś tam bramkarzem czy pracował gdzieś w ochronie) z kolegami i się bujał. Zaczepiał innych, trącał barkiem itp., słowem szukał wrażeń. Moi koledzy tez nie ułomki (siłka, waleczki). Coś tam się spluł do większego kumpla (115kg), a potem do mniejszego (95kg). Większy wyszedł z nim na solo przed lokal. Akcja trwała kilka sekund, zajście za plecy w stójce, ziemia, mata leo założone po pijaku i dopięte z całej siły na hama. Gość powierzgał nogami i się uspokoił, ale kumpel go jeszcze potrzymał chwilę dla pewności, bo jak powiedział, typ był duży i różnie mogłoby się to potoczyć gdyby go puścił. W tak zwanym międzyczasie drugi kumpel rozgonił sam jego kolegów (5 czy 6 osób), rzucił się nich a tamci uciekli i z daleka obserwowali co się dzieje. Po duszeniu nastąpiła "fachowa" reanimacja, nogi w górę i liście na twarz. I tu pojawił się strach, bo gość nie reagował na reanimację. Ani liście w twarz, ani kopanie po żebrach nie spowodowało, że się obudził. Wtedy chłopaki zadzwonili po mnie. Zanim przyjechałem, to koledzy typa zostali zawołani by go zabrali i ci jakimś cudem go ocucili. Jeden z moich kolegów bał się, że go udusił, a drugi że mu kark skręcił próbując go ocucić (mówił, że walił ile miał pary w łapie z otwartej po twarzy). Jaki wniosek płynie z tej opowieści? Po pijaku można zrobić komuś i sobie naprawdę dużą krzywdę. Mieli sporo szczęścia, że nic poważnego mu nie zrobili oraz, że koledzy typa nie rzucili się na nich.
 

 
Odpowiedzi jest na 2 strony.     następna 
 
Wybierz stronę:  
Przegląd tygodnia | Wyślij odpowiedź

Duszenie - trwałe szkody?

Strony:  pierwsza  2   ostatnia 

Proszę w skrócie napisać w jaki sposób regulamin forum został złamany.



Nieuzasadnione użycie opcji grozi zablokowaniem konta.

Czy chcesz oddać głos na ten temat/użytkownika?


Twój głos jest dla nas niezwykle ważny, bo pozwola nam na ocenę użytkowniów i tematów.



Copyright 2000 - 2011 SFD S.A.